wtorek, 29 listopada 2011

Dochodowe podrygi

Jedyny szczęśliwy posiadacz choroby Parkinsona:



...który w dodatku potrafi na niej zarobić:

poniedziałek, 28 listopada 2011

Somebody That I Used To Know

Kolejna odsłona przeglądu muzy przyjemnej acz w wykonaniu wokalistów o dziwnych zasobach szczękostanu.
Gotye- Somebody That I Used To Know


niedziela, 27 listopada 2011

czwartek, 24 listopada 2011

Tuszem zmalowane czyli oczu lnienie

Okazuje się, że wcale nie mam depresji z powodu, ze ciągle chce mi się płakać. Mam po prostu STRASZLIWIE przeterminowany tusz do rzęs, który to ów płaczliwy efekt powoduje. Już sam fakt, że w ogóle nie mam czego malować (bo wypadło) powinien mię dać do myślenia, zanim ostatecznie sprawdziłam datę przydatności to użycia (której bliżej do końcówki Cesarstwa Bizantyjskiego niż początków Fejsbuka...) Eh.
Tusz poszedł w odstawkę, płaksa należycie przeszła, nie mniej jednak moje dzisiejsze wyjście wyglądało tak:


(tylko scenografia gorsząco nielepsza...)

ps. Oczywiście przesadzam: chodziło mi o koniec Cesarstwa Austro-Węgierskiego ;)

Wracając do rzęs. Pani ex. w profesjonalnym, acz nachalnie godzącym w kobiecą pewność siebie sklepie, powiedziała mi o cudownym preparacie (circa 130pln), którego używanie spowoduje porost rzęs, "nawet o 2,3 mm!". Ulala. Znów czuję się jak na lekcjach matematyki w podstawówce, równanie z dwoma zmiennymi choć wiadomymi i nie wiadomo, co z tym dalej zrobić: 2,3mm=130zl.
Tzn. wiadomo. Nic.
Biednemu wiatr w oczy (jak to mówią w kraju, nie tylko na jesieni) plus jeszcze 'gone with the wind" (za granicą) - dla moich biednych rzęs (trzech pozostałych, bo reszta zmieniła partię ;) nie jest to dobra wiadomość.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Obrazkowo, zimowo

Po 400 resetach kompa i 500 zdrowaśkch udało mi się w końcu zalogować (Haalleluja!)
Jestem tak zszokowana, że z tego wszystkiego nie wiem, co napisać...
I właśnie po to wymyślono obrazki.








środa, 16 listopada 2011

Laptoza, lambioza, listerioza czyli spis fikuśnych chorób na L

Święto zmarłych już było, ale przygotowania do pożegnania najważniejszego członka rodziny w toku, ze znacznym przyspieszeniem: Lap co prawda jeszcze dycha, ale nierówno, nie systematycznie i nie systemowo, w ostatnim (?) stadium agonalnej złośliwości odcinając mi dostęp do czego popadnie, ale głównie - o dziwo - do gmaila i blogera...
Niczym przypadek doktora Housa (którego pamiętam jak przez mgłę, chociaż podobno jeszcze leci): każdy organ zepsuty, ale tylko po trochu i na przemian.
W miłej chwili trochę Mozlili, na złom idzie raczej Chrom.


No, a to tak przy okazji. Nie mam jeszcze zamiaru ulec masońskiej lobbystyce technologicznej i przerzucić się na Maca. Jeszcze.



Tak, że mamy chyba wyjaśnioną sprawę postów wstecznych, z updatem moich przemyśleń o 11 listopada na czele.

wtorek, 15 listopada 2011

Rok bez papierosa, za to z ciastkami plus listopadowe babcie w natarciu

Dziś mija rok od wprowadzenia zakazu palenia w miejscach publicznych.
Media podają, że 11% palaczy Z TEGO POWODU rzuciło palenie.
Tiiia, z tym, że mała pomyłka w druku: tak naprawdę było to 11 osób.
Specjaliści w radiu i tivi wypowiedzieli się rzetelnie i optymistycznie: dzięki zakazowi jest teraz więcej ludzi w kawiarniach, doszedł bowiem nowy elektorat: „Na przykład babcia wracająca ze szkoły z wnuczkiem może zajść do kawiarni na ciasteczko”. :)
Babcia z wnuczkiem, dzieląca w kawiarni to jedno ciastko (kupione zapewne z ‘ciastkowego’, czyli finansowanego z akcyzy tytoniowej nowego tworu po ‘becikowym’) ubawiła mnie do łez.

A. opowiedział mi za to naoczną anegdotę o babci, co to była u Chińczyka wysępić jedzenie (no i nic dziwnego, skoro rozwaliła rentę na ciastka w warszawskich kawiarniach); a skoro się jej udało, zrezygnowała ze swojego statusu istoty chwytającej za serce, bo zamiast podziękować, zjeść i wyjść postanowiła zagrać Jandę z „Przesłuchania” w wersji burlesque.
Niestety całość nie do przytoczenia, raczej do sfilmowania komórką i wrzucenia na YouTube pod tytułem „Jak zohydzić ludziom powołanie do dobrych uczynków”. (Niestety A. nie ma tendencji demaskatorsko-dokumentatorskich, ewentualnie jest posiadaczem sprzętu działającego w określonych warunkach, nie uwzględniających jednak piany, która mu się utoczyła w trakcie trwania rzeczonego incydentu)
A. nie rozumie, że sęk nie w tym, żeby miłej babcinie zafundować ciepłe żarcie, ale że wielkość poznaje się po tym, że okazujesz serce istocie której miałbyś ochotę to serce wyrwać i dorzucić do obiadu, babie bezbłędnie irytującej i na wskroś spazmatycznej . Postawić takiej obiad, wysłuchać jej historii i jej nie zabić – to dopiero wyzwanie.
Osobiście mam nadzieję, że Babcia owa nawiedzi w celu wysępienia rzeczonego ciastka wszystkie te lokale, gdzie nie można już do kawki zapalić papierosa.
Cieszcie się nowym elektoratem, restauratorzy!

niedziela, 13 listopada 2011

Szczęki listopadowe

Chyba znalazłam dziadka tej strasznej Zębowej Wróżki z posta z 10tego...;)


Teeth - short film
Generalnie smutny film o tym, co nas czeka, jeśli nie wybierzemy się raz na jakiś czas na przegląd do dentysty (wybieram się!)

sobota, 12 listopada 2011

11 listopada


Nie ma to jak, kultywując narodowe tradycje, stać się jednocześnie społeczeństwem otwartym na europeizację i sport.
A kogo zaprosimy w przyszłym roku? Heh.

czwartek, 10 listopada 2011

Piosenka na ciepły, listopadowy dzień

Nie no, bardzo optymistycznie, światło, ciepło i cymbałki i w ogóle, a jednak te zębiska mnie przerażają...

środa, 9 listopada 2011

Wesołe jest życie Francy i Bryta. Among Flowers.

Franca:

Bryt:


A (o) Ruth Flowers już słyszałam. Wygląda trochę bardzo jak Ellen Burstyn z "Requiem dla snu" w najostrzejszej fazie. Nie wnikam czym stymuluje pikawę, kawą zapewne.

Zimna wojna nadal trwa! Jak również mój tydzień ze statystyką

Wygrane w kategoriach 'więcej hucpy' i 'więcej zwierząt' - jak łatwo się domyślić - po stronie sąsiada ;). Have a look:

Rosja:



Ameryka:


wtorek, 8 listopada 2011

Na zdrowie! czyli statystyczne pierdoły o wielkiej wadze



Refleksje:
jakim sposobem znalazłam się w okresie czasowym, w którym mój mózg JUŻ nie jest sprawny, a zarazem nie jest JESZCZE najsprawniejszy? Hm.

Postanowienia:
- wydostać się z 70% grupy ludzi, którzy o postanowieniach noworocznych zapominają już w połowie stycznia
- uśmiechać się o 10 razy więcej dziennie

Podsumowanie: I tak umrę przedwcześnie!

Danie dnia: Religia aka Reliktja. Tydzień ze statystyką trwa.



poniedziałek, 7 listopada 2011

Bo fantazja jest od tego, żeby bawić się na całego...

Homo statisticus czyli świat w cyfrach

Teraz, kiedy po tradycyjnej serii wypadków w trakcie wypraw na i powrotów z grobów bliskich, zostało nas z powrotem 6 miliardów ;) ...
przyszedł czas na oswojenie się ze stanem 7 miliardowej listy pasażerów lotu Ziemia nr 2011.
Przeglądam statystyki. Statystyki są bardzo ciekawe. Zwłaszcza dla kogoś, kto nie jest Martyną W. i nie podróżuje za dużo, a chciałby czegoś, co da mu wrażenie wiedzy o świecie. Oprócz, oczywiście, książek z obrazkami przeglądanych na niewygodnym krzesełku w Empiku oraz malowniczych zdjęć znajomych udostępnianych na Fb.
(Sądząc jednak po pierwszej linijce danych poniżej, spokojnie mogłabym prowadzić program niepodróżniczy: "Kobieta na krańcu...")


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...