środa, 24 grudnia 2014

Słowo na święta: TOP 10 powodów, dla których warto chodzić do kościoła, a przynajmniej w Boże Narodzenie



Pomijając kwestie najistotniejsze, jak ta, czy wierzysz w Boga czy nie, jest jeszcze mnóstwo innych powodów, dla których warto się czasem wybrać i zobaczyć, jaki tam mają repertuar. 


1. Atrakcje sezonowe: Szopki świąteczne.
Na żadnym dramacie, gdzie umiera dziecko chore na raka, a kotka rozjeżdża pijany kierowca, nie płaczę tak rzewnymi łzami jak oglądając współczesne szopki w kościołach. Boziu przenajświętszy! To przechodzi boskie pojęcie, co tam jest.
Czasem jest żałość w wydaniu minimalistycznym – sucha chałupka i szyny, a po szynach z głuchym warkotem, przesuwają się: Krakowiak pamiętający czasy Gomułki, żołnierz z urwaną i przytroczoną nazad, przy pomocy Kropeki, ręką oraz trzech dziadów oprószonych brokatem (królowie). Naokoło wata. W chałupce siano i plastikowa krówka oraz szczęśliwa rodzina, co powiła dziecko marki Made in China.
A innym razem, w innym kościele orgia, barok, odpust, eklektyzm, polówka u Chińczyka, sześć metrów kwadratowych cudowności. I to już nie jest mała liga: mamy Barbi i Kena w owijce z  serwetek, pluszowe misie, pieski ogonem machające, żołnierzyki ołowiane z tym, że plastikowe, wyciosani z drewna górale, gipsowe anioły, zwierząt więcej niż w Zoo, w tym: baranki cukrowe, zebry i dinozaury. Hipsterska impreza na kwasie w skali mikro. Cyrk przyjechał, witamy, zapraszamy. Wesołe miasteczko a la carte, polecane danie: kij w ślip!
Obok tego majdanu stoi kościelny i doprawdyż nie wiadomo, czemu on nie trzyma wiatrówki, bo chętnie dałabym na tacę dwudziestaka by sobie postrzelać do celu i coś wygrać z tej menażerii, z tego chrajst-bestriarium.
Ale są też kościoły, gdzie ściąga się (uwaga: trudne słowo) artystę plastyka i on odwala kawał dobrej, gustownej roboty. Są też regiony słynące z szopkarskich tradycji i konkursów dla twórców ludowych. I bywa tam naprawdę imponująco i można zamiast estetycznej zapaści doznać wizualnego katharsis. Amen.

2. Można pośpiewać i nawet jak się fałszuje, to wszyscy muszą nadstawiać drugie ucho
Każdy ma czasem ochotę się wydrzeć, a jeśli prysznic, mąż-męczennik i głuche na nasze argumenty dziecko nie wystarczają do osiągnięcia upragnionej oktawy możliwości, to cóż jeszcze pozostaje? Imieniny u rodziny i Hej, sokoły? Tymczasem w kościele można pośpiewać na całego. Oczywiście dobrze jest znać słowa, o ile nie jest się Dudziakową ;). No ale kto nie zna kolęd? My, Polacy, mamy je w głębokim gardle.
W pozostałe niedziele repertuar jest mroczniejszy i nie obejmuje, niestety, takiego, dajmy na to, całorocznie radosnego gospel, jak u Murzynów, plus tańców-pląsańców (też z Murzynami, tj, o przepraszam, Afrykanerami). Ale jak posłuchamy w radiu współczesnych polskich piosenkarzy to naprawdę śpiewanie o kroczeniu ciemną doliną nie wydaje się wcale takie złe ;)

3. Można się pogimnastykować czyli niektórzy mają Chodakowską a inni Moherowską
Pamiętacie Jagienkę z Krzyżaków – dziewczynę, która pośladkami rozgniatała orzechy? Gdzie waszym zdaniem ona takich pośladkowo właściwości się dorobiła? Ano na pacierzach.
Kto spróbuje poklęczeć przez dwie minuty, będzie już wiedział od czego się robią żelazne pośladki ;) Są leniwce, które nigdy nie nauczyły się klękać tylko wypinają się w jakimś dziwacznych półprzycupie i szczęść Boże, jeśli w zatłoczonym kościele nie trzymają zadka na wysokości naszego niucha!
A to nie wszystkie atrakcje. W ciągu godziny w kościele ciągle trzeba wstawać i siadać i klękać i wstawać i zapewniam, że żadna godzina nie jest tak bogata w program rozprostowujący kości. Nie jest to może Chodakowska tylko Moherowska. Nie jest to skalpel tylko raczej klęcznik. Każdy realizuje taki program, na jaki go stać, tam gdzie może.
A wstajecie rano żeby biegać? Równie dobrze możecie pójść na 6.00 na roraty – ta sama skala męki, ale ponoć można zarobić na życie wieczne. Porannego biegania nie jestem w stanie uzasadnić niczym...;)


4. Po cholerę ci terapia za 100PLN za godzinę jeśli za darmo masz spowiednika?
Zrobiłeś świństwo, zdradziłeś współmałżonka, ukradłeś z kasy państwowej unijną dotację lub może przejechałeś rowerzystę, co nie jechał po ścieżce, i uciekłeś z miejsca wypadku? Właśnie teraz w jakimś mafijnym warsztacie za ciężkie pieniądze klepią ci blachę? Źle ci z tym? Warto więc przyoszczędzić na terapii, z zamianą na prawnicze opłaty, i zamiast tego wybrać się do spowiedzi. Masz pewność, że spowiednik cię nie sypnie. Możesz mu zabrać dowolną ilość czasu i do woli analizować problemy z matką („ona temu winna, ona temu winna...” wiadomo). Niestety nie na leżąco, za to w uroczo małej, drewnianej skrzynce. Możesz oczyścić sumienie, możesz się poczuć jak po wizycie w duchowym klopie po tygodniowej obstrukcji. I możesz uzyskać rozgrzeszenie, a wszystko to za darmo!
Pamiętaj, że jak spowiednik każe ci w ramach pokuty ‘odmówić koronkę’ to nie znaczy, że masz żonie odmawiać fikuśnej bielizny, o którą cię prosiła na imieniny. To modlitwa jest! ;)
















5. Msza lepsza od niani oraz jak się znaleźć w centrum zainteresowania tłumu wiernych
Jesteś umęczoną, całodobową matką? Ledwo ciągniesz ze zmęczenia? Idź na godzinę do kościoła, wypuść dziecko samopas i się zdrzemnij. Scenografia jest idealna, lud porozstawiany gęsto, więc dziecko może spokojnie biegać slalomem między parafianami. A jak się dziecko znudzi, to może pograć w gry na ołtarzu oraz z innymi dziećmi z wolnego chowu i bezstresowego wychowania potańczyć i pośpiewać w kółku graniastym. Koniecznie w trakcie kazania. Niech dziecko ćwiczy bycie w centrum uwagi przed tysięczną publicznością i zobaczy jak się z tym czuje, zanim postanowi zostać celebrytą.
Natomiast uważaj na takie wredne, bezdzietne baby jak ja.
Bo jak to dziecię osiągnie szybkość niedozwoloną na drogach krajowych, to w końcu ktoś o ułomnej cnocie cierpliwości (kto? oczywiście JA) spróbuje je łagodnie pouczyć (podejście pierwsze), stanowczo poinstruować (podejście drugie), zastraszyć (podejście trzecie – najżałośniejsze) oraz, cóż, przyznaję się i proszę o wybaczenie: podstawić nogę (podejście ostatnie, efekt: trafiony-na posadzce rozpłaszczony). No ale tak to czasami jest, ze nie wie prawica co czyni lewica oraz nie wie i prawica i lewica, co czyni nogawica ;). A nogawica podstawia, bo jesteśmy tylko ludźmi, nieprawdaż. Oraz też mamy ludzkie chętki by się móc znaleźć w centrum zainteresowania całego kościoła, co się może zdarzyć tylko w trzech przypadkach: na naszym ślubie, pogrzebie oraz gdy biegnącemu dziecku nogę podstawimy. Amen.

6. Można dawać na tacę i zyskać życie wieczne albo zabierać z tacy i zyskać na wieczne życie
Nie stać cię na Tico, urlop w Międzyzdrojach i ogólnie nie masz możliwości żeby zrobić na kimkolwiek wrażenie finansowego dobrobytu? Unikasz telefonów z banku, gdzie ścigają cię za debet? Wykłócasz się z kasjerką z Biedro, że ma ci oddać grosika? Idziesz do Lidla stoczyć bitwę o taniego karpia, bo prędzej dasz się zadusić niż przepłacisz? W niedzielę możesz sobie odbić - możesz wrzucić na tacę Mieszka lub Chrobrego i zażyć ławkowego sąsiada, który spłonie ze wstydu, ściskając w spoconych ręcach żenujące dwa złote! Dobrze piarowo wyedukowany kościelny ładnie ci powie Bóg zapłać, a sąsiadowi tylko prychnie.
I jesteś pan!
(Tylko nie siadaj obok tej kasjerki i emeryta, którego zdzieliłeś odebranym karpiem promocyjnym ;)
I w ogóle wszędzie te paj-pale, kary bankomatowe i przelewy, a w kościele nadal bardzo głodny retro koszyczek, mmm ;)

7. Między celebrytą a zbukiem czyli intelektualna hierarchia kazań
Tak jak krajowa scena celebrycka, również Kościół posiada swoje gwiazdy ewangelizacji, księżuli tak przystojnych i charyzmatycznych, że nie tylko, że mucha nie siada, ale i gołąb nie narobi. Pasterzy wyrywanych sobie desperacko przez parafie z rąk do rąk, gdyż nierozmnażalnych jak chleb i ryby. Tacy cytują Hezjoda i mówią łaciną tak, że panienkom z podniecenia intelektualnego drżą kolana. Tacy urządzają pogadanki, gdzie z pełną erudycji  zapalczywością analizują najpopularniejszą swojego czasu książkę Europy (milijony nakładów!) czyli Biblię. Wbrew pozorom nie jest to tomiszcze nudne, zwłaszcza dla wielbicieli sag w stylu Gry o Tron. Również w Biblii trup ściele się gęsto, pełno jest niegodziwości, zdrad, kazirodztwa, nierządnic i ludzi o wybitnym levelu pecha (Hiob). Oczywiście komu w nieczytającym narodzie chciałoby się zstępować w ciemną dolinę pełną gęstych linijek drobnym druczkiem, dlatego można iść na jakiś gościnny odczyt, katechezę lub rekolekcje, wygodnie usiąść oraz dowiedzieć się jak to było i od razu, co się ma o tym myśleć ;).
(Na takich wykładach, tak samo zresztą jak na wykładach o masonach czy o historii satanizmu w Europie, zawsze warto mieć przygotowane jakieś jedno, elokwentne pytanie, np: Gdzie tu jest toaleta?;) 


8. Karta dań Pascala
Pascal to nie tylko kucharska franca z TVN, ale i francuski myśliciel, który otworzył w XIX w. Zakłady Pascala, gdzie produkował dowody na opłacalność wiary w Boga.
Musimy uważać, bo ani się spostrzegliśmy a żyjemy w czasach grecko-rzymskiej mitologii: mamy szereg bóstw i półbogów, których wielbimy, zakładamy im fancluby i czytamy o nich w gazetach i na pudelkach. Mamy Afrodytę Angelinę, Marsa Pitta, Herkulesa Pudziana i Charona Maciarewicza. Jak inaczej nazwać tę idiotyczną, czasochłonną i niezdrową tendencję do marnowania czasu na śledzenie z wypiekami (na twarzy lub z piekarnika) ich losów i dokonań, jeśli nie kultem? Maryja może i corocznie powija syna, ale istotniejsze najwyraźniej, że i Kożuchowska powiła w tym roku, bo w każdym piśmie ma rozkładówkę. Niepokoi mnie też rosnąca popularność takich person jak wróż Maciej. Żebyż on jeszcze był zabawny chociaż! Jeśli społeczeństwo zamienia katolicyzm na inszą ideologię, to niech to nie będą nocne telefony do wróżów stawiających taroty, bo to jest bardzo nie halo.
Telefonować się powinno w dzień, a interesować życiem grzesznych sąsiadów, wiadomo.
















9. Architektura warta kalambura
Znacie kościoły pełne przestrzeni i światła? Monumentalne budowle, pełne rzędów kolumn, żyłek na marmurowych schodach, poczerniałych od dymu kadzielnic olejnych obrazów, rzeźbionych zwieńczeń w kształcie głów zwierząt.
Warto wytrzymać godzinę choćby po to, by zaobserwować grę świateł w środku, płynących po ścianach świątyni słonecznych promieni, białych jęzorów liżących posadzki.
Tego się nie zobaczy wpadając na 5 minut i pstrykając fotę aj-cosiem.
Kościoły należy oglądać z wielu perspektyw. Z antresoli organisty, z ambony, spod ołtarza.
W Polsce mamy wiele pięknych kościołów, klasztorów, kaplic i opactw. Dobrze znać Notre Damme, ale zrobić krajowy, wakacyjny tour de clashtore też warto. Podziwiać strzeliste gotyki i barokowy nadmiar. Popatrzeć na putta i oceniać w jakich latach były konserwowane, co można poznać po fryzurach :).
Warto w takich miejscach, niezależnie od wyznania, posłuchać koncertów organowych (a ma taki organ parę, że hoho) albo gregoriańskich chorałów albo takiej, dajmy na to, mozartowskiej mszy. W letnie dni można po prostu posiedzieć w chłodzie i ciszy tych zdobnych murów. Ulotny zapach stęchlizny z krypt pod posadzką ma bardziej intrygującą nutę niż niejedne perfumy. Tak pachnie dziedzictwo kulturowe, ideologia pokoleń, które przez wieki zaludniały te budowle.
Zatem oczopląs, uszopląs albo nosopląs gwarantowany.

10. Pasterka jest w środku nocy!
Ale fajnie, że zamiast przewracać się w łóżku przed telewizorem, próbując z godnością strawić obfitość wigilijnej kolacji (Królestwo Niebieskie za Raphaholin!;), możemy zaznać spaceru wśród gwiazd i iść na jedyną dostępną nocną imprezę kościelną. Zaznać tam ruchu, szopkowego katharsis, podręczyć cudze dzieci i się powydzierać, ha.

 ...............

Im jestem starsza, tym bardziej religia interesuje mnie z antropologicznego punktu widzenia. Czy to gorzej czy raczej bardziej nowocześnie?  Bardzo współczuję ludziom, którzy nie odkrywają w sobie ciekawości świata w tylu możliwych odsłonach, tylko odrzucają ją w czambuł jako Ciemnogród, po czym zasiadają w auto
i w niedzielę jadą do Ikejów na zakupy sklejki do samodzielnego złożenia. Tymczasem na złożenie metafizycznego szkieletu życia czasu brak. Współczuję ludziom, których nie interesuje jak żyją Pigmeje, jak piorą kobiety w Amazonii, jak po posiłku z uprzejmości bekają Chińczycy, jak Polacy w kościele śpiewają kolędy w Adwencie.
Cóż za antropologiczne ubóstwo w świecie tylu odcieni i przekonań. Cóż za kulturowe kalectwo. Przyjąć tezę o doczesności, zaklajstrować się w sosie postmodernistycznie ateistycznym i chuj. Zapomnieć o kulturowych korzeniach matki Europy.
Duchowa pustka jest smutna, antropologiczna ignorancja to dramat.

Dziękuję za uwagę i życzę dobrej zabawy w te święta ;)

27 komentarzy:

  1. Nie, nie, nie. Ani dziś, ani jutro nie będę składać metafizycznego szkieletu życia, nie ma mowy. Zwłaszcza, że im jestem starsza (też mnie tak nachodzi), tym bardziej dochodzę do wniosku, że polskie kościoły w święta to bardzo smutne miejsca. Z antropologicznego punktu widzenia rzecz jasna.
    Dlatego dziś popatrzę jednak na świat, mimo wszystko, deologicznie.
    Wszystkiego dobrego:)
    PS. Odwaliłaś kawał dobrej roboty, możesz odgryźć głowę Mikołajowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A patrz sobie nawet i logicznie, szkielet zostawiając w szafie, prosz cię bardzo ;)
      Mikołaja oszczędzę, zadowalając się głową lokalnego proboszcza ;)

      Usuń
  2. Jak rany, chyba, po ostatnim akapicie, kupię sobie na alle stare wydanie Fraziera i zatopię się w lekturze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatopienie to bardziej w lany poniedziałek, nieprawdaż. Macham ci zatem Złotą Gałązką, nie będąc do końca pewną, którego Fraziera chcesz zmęczyć ;)

      Usuń
    2. Pozostając w klimatach katastroficzno morskich - trafiony, zatopiony :D

      Usuń
    3. No tak, nie wiem skąd mi się to "i" tam wzięło. Pewnie przez te syberyjskie mrozy :P

      Usuń
  3. Rewelacyjne czytanie z listu krotochwilnego do blogerian! Alleluja!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam się, mą szeri, że miałam trzy podejścia. Za każdym razem stwierdzałam, że krew odpłynęła mi całkowicie z mózgu do trzewi, a wiadomo, że przychodzić tu z bezkrwawym mózgiem to faux pas ciężkiego kalibru. Musisz mi to jednak wybaczyć, pójdę się z tego wyspowiadać.
    Ale, że katujesz dzieci w kościołach?! A może to akurat msza dla dzieci, hę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mózg koszerny? Hm.
      Mnie krew odpływa jak widzisz czasem do nogawicy, heh ;)

      Usuń
  5. Alleluja Sioster:) Ostatni raz w kościele na mszy byłam w latach 80 tych, na koloniach w Barlinku. Niestety, zostałam brutalnie potraktowana przez tamtejszych parafian, siłą i gwałtem wyniesiona spod lawki i wystawiona na zewnątrz. Od tego czasu jestem obrażona i nie zaglądam,:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, każdy człowiek to inna historia parafialna, siostro ;)

      Usuń
  6. OJ, czy tam aby jakiego gustownego stosiku Ci nie szykują agenci Opus Dei?....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, teraz to się spodziewam paczki z Krytyki politycznej co najmniej ;)

      Usuń
  7. :)
    Bardzo apostolski poradnik, Krotochwilo. Komentarz tak zagęszczony frykasami, że można wybierać do czego najporęczniej się uśmiechnąć. Ja tylko dwa słowa o fotkach. Parówy w szopce?! I ten kościół o oczach po wytrzeszczu (i z przesuniętą jamą ustną)... Cudo nie cuda. Pozdrawiam świątecznie. Może dam się namówić, to będzie i kościelnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta mięsna szopka mię wprost urzekła, cóż mogę powiedzieć, takoż to zadziwiające wejście do kościoła. Pozdrawiam i zasyłam :)

      Usuń
  8. To ja dopiszę punkt 11. Można iść się pomodlić. Alleluja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O śnieg w każdym razie już się nie trzeba modlić, uf ;)

      Usuń
  9. Ty chyba oszalałaś? Blogerów ewangelizujesz (choć dość pokrętnie, trzeba przyznać)? A to ci dopiero! W ten sposób nigdy nie zostaniesz sławną blogerką-influenserką ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze mi się nie zdarzyło, abym był w więcej niż w jednym kościele w jedne święta i chyba się nie zdarzy. Nawet obietnica najpaskudniejszej szopki na świecie mnie nie zachęci. Bywam tam bowiem nie dla szopek, ale dla towarzystwa.
    Za to organu słuchiwam, a tak. I to jakiego! Nie macie takiego w Warszawie, jakiego ja słuchać mogę. Kontempluję wówaczas putta, jak zalecasz, oraz w szczególności coś, co nazwałem najpierw na swój użytek domkiem, zanim zrozumiałem, że to pulpit, na którym mnisi w czasie jutrzni księgę kładli, by przy świelte świecy ją odczytywać, a może i do dziś to czynią, czego się nie dowiem, bo w nocy do kościoła nie podążę.
    Na zakończenie tego przydługiego komentarza, usprawiedliwonego jak mniemam długością posta, chciałbym zapytać, czy Dudziakowej wolno w Boże Narodzenie śpiewać Tico Tico w kościele, wyrazić swój zachwyt dla obrazka "Nie dała mu matula sukienki" oraz wyznać głębokie wzruszenie pomięszane z podziwem dla Panienki za użycie frazy "i chuj" przy końcu notki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, chyba wypadałoby skorzystać z usług choćby 'wuja' skoro temat tak doniosły. Ale chciałam tak antropologicznie plebejsko wypunktować ten punkt, heh
      Organu zazdraszczam, choć nie domniemuję, czy to ten w Oliwie, czy skądinąd, hm.

      Usuń
  11. Brzmi obiecujaco, ale nie wiem, no nie wiem....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'Nie wiem, nie wiem' to uniwersalna odpowiedź filozoficzna a nie teologiczna ;)

      Usuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...