Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklamy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 lutego 2015

Krotochwila ogląda blok reklamowy

Świat składa się z atomów. Mężczyzna składa się z penisa i samochodu a kobieta ze skóry, włosów i obowiązków domowych. Dziecko składa się ze słodyczy, kaszlu i plam. Lek składa się z substancji aktywnych. Reklama składa się z frazesów. W maksymalnej dawce.  
Poświęciłam jeden wieczór by zapoznać się z telewizyjnym blokiem reklamowym.

Laboteq
„Podejmij walkę z procesem starzenia się skóry” namawia reklama, która starość u kobiet traktuje jako szkodliwy proces chorobowy.
A potem podejmij walkę z ociepleniem klimatu, islamskim terroryzmem i zwyczajem rzucania brudnych skarpet na środek pokoju przez małżonka. No dobra, to ostatnie sobie daruj, to niemożliwe. A zresztą, jeśli dopuścisz do starzenia się skóry, to mąż i tak odejdzie do jakiejś młodej skóry, bo jest tego wart.

Zmarszczki i rozstępy?
Wyróżnij się z lasek lasku i nadaj skórze blasku!

Braveran
„Prawdziwy mężczyzna wie jakiej substancji użyć, kiedy konar nie che zapłonąć” – mówi poufałym głosem lektor i wyczuwa się w tym głosie kpinę, która miała być, jak się zdaje, objawem lubieżnej dwuznaczności, bo konar to prącie, wiadomo. Niestety Braveran jest najwyraźniej tak drogi, że nie stać cię będzie potem, amigo, na zabranie wybranki do hotelu czy na wczasy i będziecie musieli się grzmocić na polu namiotowym. W środku zimy! Smutek.
Kiedy konar płonie to mi to bardziej się kojarzy z objawami nieprzyjemnej choroby wymagającej wizyty u urologa, o ile nie u wenerologa. A kiedy konar nie chce zapłonąć to zawsze można go posypać papryczką meksykańską.
Marzy mi się reklama środków na potencję w której używano by arcyniedocenianego słowa prącie.
Chcesz trącić prąciem? Prąd w prąciu! Prącie bardzo, księżniczko.
Koniecznie lubieżnym głosem, ale bez kpiny.





















Mamy też całą grupę reklam, które fałszywie sugerują troskę o Matkę-Polkę. Ojej, nie możesz wyprać tej plamy przez którą twój mąż prawdopodobnie straci jutro pracę? Ojej, kaszelek i flegma i chorować ci się zachciało? Jesteś matką czyli wielofunkcyjnym robotem domowym! To zobowiązuje! Matka ma zapierdalać na pełnych obrotach a nie pokładać się jak francuski piesek! Matka sprzątać, karmić, prać, prasować, zmywać i zajmować się dziećmi. Matkę zepsutą, bo pokasłującą na przykład, należy naprawić wlewem środka, który postawi ją szybko na nogi, by mogła dalej, ku chwale rodziny, osiągać 120% normy.
Np reklama Tantum Verde głosi z wyrzutem, że „Kiedy mama choruje tata ma w domu urwanie głowy”. Głowa taty jest do pracy, do wymyślania koncepcji i idei, a nie żeby ją urywać w domu! Urywać w domu głowę to prosz bardzo, ale matce. Oraz na nią wchodzić.

Eliminacid
Żałuję że główną substancją aktywną nie jest cykuta, piołun i arszenik, naówczas dobrze by było rozdawać darmowe próbki tego specyfiku w Sejmie. Ale nie. On tylko eliminuje narodowe zakwaszenie.
Czekamy teraz na Zasadomix, dla ludzi bez zasad. No i na Eutanacid, dla tych seniorów, których nie udało się uratować Owsiakowi.

Łupież? Rozdwojone końcówki? 
7zbóż men
„Mężczyźni niewiele różnią się od kobiet” tezę tę, na początku reklamy, wygłasza jakiś podejrzany zbożowy wołek-matołek. Okazuje się, że jednak mamy w tivi, w prajmtajmie, miejsce na pełnowymiarowo seksistowską i ultramizoginiczną reklamę. Oto bowiem widzimy, iż kobiety są idiotkami posiadającymi różowe pluszaki, z narzędzi mają tylko zalotkę i chadzają na wysokich czerwonych szpilkach jak z burdelu, podczas gdy mężczyźni wyprowadzają psy, posługują się wielofunkcyjnymi scyzorykami szwajcarskimi i wędrują po górach. Dlatego kobitki mogą zjeść byle jogurcinę, a mężczyźni jogurtowy wytwór ohydnych wołków. Fuj!

4flex
„Sprawny sposób na sprawne stawy”. A w reklamie scenki obejmujące chodzenie po schodach- górach, podnoszenie torby-sztangi oraz robienie ciasta z kamienia. Doprawdyż, czy nie można by tematu stawów potraktować jakoś bardziej dosłownie? Np człowiek mający problemy ze stawami topi się w stawie, łapiąc stawonogi. A drugi, co stosuje, już nie! ;)

Maxiluten
"Najwyższa dawka luteiny, która pomaga się zregenerować plamce żółtej". Tej plamce w oku, a nie na koszuli! A jak ktoś mi przylutuje w oko na osiedlu to też pomoże? Bo że będę miała żółte limo to pewnik.Tymczasem przed żółtymi plamami chroni Rexona. Nie psikajcie się nią zatem mając otwarte oczy!
Ani w Chińczyków (rasistowski suchar, wiem).

Princessa Zebra
Jak batonu spada sprzedaż, to ładujemy w niego dwie białe warstwy scukrzonego cukru, nazywamy jak zwierzę egzotyczne i dawaj reklamę z kotkiem.
Pryncessa Zebra. Jedz ją na pasach, a nie zginiesz, nawet na czerwonym!

Schogetten
Czekoladki, które w reklamie para w restauracji, przy stoliku, wtyka sobie do ust. To gra pełna zmyłek i uników. Trafię, nie trafię, wetknę, nie wetknę? Potem podchodzi kelner, wyrywa klientom kawałek czoko i połyka. Gdyby sobie w reklamie wtykali gdzie indziej, to może bym się zainteresowała. Poza tym może nie jestem targetem, co prawda też do restauracji noszę własną wałówkę, którą zjadam w niecierpliwym oczekiwaniu na cień zainteresowania obsługi, ale jest to bigos. Nie mówcie, że nie nosicie ze sobą żarcia do restauracji, dziady! A jak obsługa protestuje, to przy dawaniu napiwku zabawiam się we wtykanie z kelnerami. Trafię nie trafię, wetknę nie wetknę. Tę złotówkę. W miejsce, gdzie powinna trafić ta reklama.

Procto-hemolan
Żel do mycia dla hemoroidowców, gdyż wiadomo, że używając zwykłego mydła umarliby w ciągu tygodnia w męczarniach. W reklamie ładna pani lekarka na zmianę z niebieskim lejkiem w kratkę, który chyba ma przedstawiać ludzkiego anusa (innymi słowy pupsko).
Naprawdę lejek w kratkę ma mnie przekonać? Really? Niebieski? No ale taka jest tendencja: czerwone zmazy i fluidowe fale symbolizują ból i stan zapalny, a zielone i niebieskie lejki ulgę i błogość.

Piekący problem w zadku?
Iladian direct plus
Upławy, pieczenie, swędzenie. Kobiece przydatki jako hotel dla bakterii, wirusów i grzybów, które są mechato-włochate i obracają się na zielonym tle, sugerując, że wadżajna u zapuszczonej kobiety jest tapicerowana mchem.
Wadżajna nie jest zielona tylko różowa! Wadżajna zielona to chyba u jakiejś ufoludki. „Wojna światów” mogła się skończyć w ten sposób – ci straszni kosmici zaglądający do wadżajny zapuszczonej kobiety, po czym wymarli.

Upławy? Nie ma sprawy! Nasz środek jest dość żwawy!
Vitotal
Witaminy dla mężczyzn. „Więcej niż witaminy” – głosi hasło. Czyli co? Minerały? Kwarki? Priony?
Nie znoszę takich haseł reklamujących coś hasłem „Więcej niż coś”. Może coś do rymu?
Więcej niż witaminy, wabik na łatwe dziewczyny!
Więcej niż tran, służy leczeniu ran!
Więcej niż skóry odnowa – i pochwa będzie jak nowa!

Dobenox Forte
Basia ma żylaki, ale to jej najmniejszy problem. Basia bowiem słyszy głosy. Jeden z głosów mówi Basi o środku na żylaki. „Dziękuję, głosie! mówi Basia. Żaden z głosów nie mówi Basi o konieczności leczenia psychiatrycznego w trybie pilnym. Jak już Basia trafi na oddział zamknięty i zostanie rozebrana z rajstop, to przynajmniej wstydu nie będzie. Żylaków jednak w reklamie nie widzimy, więc nie wiadomo, czy nie zaliczają się do Basiowych urojeń.

Żylaki?

NeoPersenForte
„Znów będziesz sobą!” zapewnia lreklama. Bo jak nie chcesz być sobą to niuchnij koksu.
A reklama idzie tak: kilka aut utkniętych w korku. Kierowcy się denerwują, aż tu nagle, WTEM, wyskakują wszyscy przez otwarte okna z tułowiami obciętymi do połowy, na sprężynach, co ma sugerować nerwowość. Właśnie tak wyglądają ofiary wypadków i aktów terrorystycznych: połówki ciał wylatujące przez okna, z rozrzuconymi rękami. Tylko zamiast sprężyn mają na wierzchu jelita. Gratuluję twórcom reklamy, w dzisiejszych czasach dobrze jest się oswajać z takimi widokami i pracować nad opanowaniem nerwowości.

Toffife
Reklama przedstawia czteroosobową rodzinę. Ojciec i dziatki mają rozliczne hobby. Matka nie ma żadnego oprócz stania w kuchni, jej naturalnym środowisku, oraz okazjonalnego pasienia domowników słodyczami. Toffife stosuje jako emocjonalny szantaż, żeby zainteresować sobą pozostałą część rodziny, która zwabiona cukrem odwiedza matkę na jej wybiegu.Żal.

Szczerbaty uśmiech? To trzeba było nie paść dziecka słodyczami!

Tulleo
Mamy tu jedną z sytuacji, które powodują, że rodzicielstwo nie jest najczęstszym hobby wśród ludu w wieku prokreacyjnym. Reklamowe dziecko nie chce spać i całą noc marudzi, żądając bajek o księżniczkach. Rodzice pokładają się ze zmęczenia, a dziecko nadal żywotne. Następnie się okazuje, że dziecię śpi w szkole na zajęciach.
Reklama proponuje podanie syropku. Niestety problemem jest fatalny, usypiający dziatwę, poziom edukacji w naszym kraju. Dziecko wyspane w szkolnictwie dokazuje w nocy – nie dziwota przeca. Syropek nic tu nie pomoże, chyba że mocno etanolowy, to można się stuknąć z rodzicami razem. Pomogą kosztowne zajęcia pozalekcyjne, np tenis czy dżudo. Rodzice powinni być zatem wyspani, żeby na to zarobić na drugim etacie. Dziecko trzeba zmęczyć w dzień, by spało w nocy, to są podstawy rodzicielstwa, na Boga! Drugi etat w celu możliwości wychowania dziecka to też są podstawy rodzicielstwa, a nie jakieś cackanie się z latoroślą w pieleszach.
A plan na wieczór wygląda tak: czyteo, kładzeo, tuleo, spaleo. Jak nie ma spaleo to klapseo.

Ranigast Max
Tę reklamę kochają wszyscy, a reżyserował ją Smarzowski. Jest uniwersalnie lubljatywna - i dla 'kościelnych' i dla 'antykościelnych', a to ze względu na neurotyczny chichocik pani gospodyni, co się przestraszyła, że u niej piekło. Nie wiem tylko gdzie tak dokarmiają księży po kolędzie, gdzie takie zasobne ludzie, żeby kiełbasę rozdawać?

Zgaga?
Gerber
„Normy 500 razy bardziej restrykcyjne” niż w innych maziach przecierowych dla dzieciów, zapewnia reklama.
Tylko 500 razy? Nie 750? Nawet nie 1000? W życiu nie dałabym tej podejrzanej bakteriologicznej kupy dziecku!

Gripex Hot Activ
„Rozgrzeje cię od wewnątrz”. No raczej, skoro to saszetka do rozpuszczenia w wodzie i picia. Nie wiem, jak mogłoby toto mnie rozgrzać od zewnątrz. Od zewnątrz to rozgrzewa piec, jak się do niego wsadzi Anielkę.

Bardzo pouczające. Chyba kiedyś przysiądę jeszcze raz.
Dziękuję za uwagę.

ps. Przypominam, że 21 lutego obchodzimy Dzień Języka Ojczystego  którego świadectwo dawałam tu [klik]

sobota, 19 lipca 2014

O tym jak Burek przeleciał Kingę czyli o życiu z chamami. Oraz o poprawie formy na lato czyli ćwiczeniach na siłowni


Każda kobieta, zanim wyjedzie na urlop, wskakuje próbnie w porcięta i biusthalter z motywem tropikalnym czyli tzw. kostium kąpielowy zawiązywany na SZNURECZKI, które ochoczo wpijają się w szynki biodrowe na dole, a na górze niczym garota niemal dekapitują łeb pod ciężarem biustu.
Następnie kobieta postanawia ulec wyższej konieczności zaniechania pochłaniania czyli tzw DIECIE. Oraz być może nawet ćwiczeniom. FIZYCZNYM!

I ja również, mimo fałdowania zasadzie, iż moje ciało jest świątynią (a tejże nie ubiera się w adidasy i nie karze krążyć po osiedlu w żadnej znanej mi religii) i mimo cynicznych stwierdzeń, rzucanych znad papierosa, że mój rekord na 100 metrów wynosi 50 metrów, też postanowiłam poprawić z boczka formę.

Jest w Warszawie pewna Hanka, której organicznie nie cierpię, trzeba jednak przyznać, iż po zaliczeniu wielu porażek logistyczno-administracyjnych, rzuciła niedawno mieszkańcom stolicy pewien ułatwiający ten etap przygotowań ochłapik czyli tzw outdoorowe siłownie.
Jest to, gdybyście nie znali i nie używali, kilka urządzeń typu atlas do machania nogami i ręcami na świeżym powietrzu, często w okolicznościach parkowej przyrody.
Moje bogate koleżanki uznają wyższość siłowni indoorowych, kosztujących 100PLN miesięcznie oraz posiadających karnety wstępu, wykładziny i szatnie. Osobiście uważam jednak, że musiałabym upaść na głowę, by bulić za pokrywany warstwami Old Spice’a w sztyfcie lub psiku zapach testosteronu, który się tam unosi w obiegu zamkniętym. Oraz ławeczki i drążki zroszone męskim potem oraz arcyciekawe spojrzenia w kibić gdy robię skłony przed lustrem w obudowie czterech ścian. Ni wuja i nie za taką cenę, nawet gdyby wujo nie używał Old Spice’a i osobiście płacił. I przyznał, że TEŻ jest zdziwiony, że ludzie w środku lata przychodzą na taką siłownię, by skorzystać z bieżni i rowerka stacjonarnego.

Uczcijmy minutą ciszy tych, którzy utknęli w korku, w drodze na siłownię, żeby tam pojeździć na rowerkach stacjonarnych ;)

















Chodzę zatem do pobliskiej siłki na świeżym powietrzu. Chodzę z innymi spragnionymi świeżego powietrza i okazjonalnego podszczypywania przez komary dziewczynami, kobietami, paniami i emerytkami. I chłopcami, facetami, mężczyznami. Przekrojowo jest. A jednak jest coś, co łączy tę wesołą gromadkę, tę baranią gawiedź, która chce zgubić biodra a zyskać mięśnie. A jest to permanentny i arcyukorzeniony osiedlowym krążeniem brak wychowania. Chamstwo innymi słowy.

Albowiem ludzie wchodzom i wychodzom a gęba im się nie otwiera w celu wypowiedzenia tych słów magicznych, tych tajemnych masońskich zaklęć używanych tylko w ostateczności (zamiast Potterowskiego expecto patronum) czyli ‘Dzień dobry’ albo ‘Dobry wieczór’ oraz ‘Do widzenia’.
K. twierdzi, że się czepiam, że nie mówi się takich rzeczy nieznajomym. A ja twierdzę, że to nie ulica ani autobus, tylko pewna mikrospołeczność sąsiedzka, która się zna z widzenia. Oraz twierdzę, że człowiek dobrze wychowany intuicyjnie zna zasady mówienia ‘Dzień dobry’ lub ‘Dziękuje’(nawet jak mu się należy i mógłby tylko prychnąć) i odróżnia taki człowiek ulicę od wspólnego użytkowania siłowni lub poczekalni u lekarza czy kolejki w urzędzie, gdzie też się homo sapiens dzieńdobrowaniem i dowidzeniowaniem nie skompromituje.
Oraz twierdzę, że swój pozna swego i na swoich to jeszcze tam nie natrafiłam. No, może ze 2 razy.

Miałam nadzieję, że to tylko taki nieśmiały odruch, to nie mówienie. Wchodzisz gdzieś i pomykasz chyłkiem na stanowisko, bezdotykowo, bezkontaktowo, jak cień, w osłonie z milczenia. Ale jak wytłumaczyć, że jak się zdarzy jakiś śmiałek, jakieś indywiduum niedzisiejsze, które ma tak zakodowane, że przychodząc gdzieś do ludzi jednak owe sławetne ‘Dzińdobry’ wyduka, to nikt jej nie odpowiada? Nikt. Za to nagle następuje oglądanie sobie stóp, tudzież nieistniejącego sufitu z zamianą na niebo, albo przelotne patrzenie na delikwenta jakby był ostatnim egzemplarzem nielota dodo.

Rozumiem już proces wymierania ludzi dobrze wychowanych. Po prostu po jakimś czasie człowiek się poddaje. Ile razy można być zignorowanym, żeby się poddać?
Ale potem znowu ktoś mi przywraca wiarę w człowieka.

Raz niemal przewróciłam się z wrażenia, gdy po milczącym wejściu na plac boju przywitało mnie gromkie i radosne ‘Dobry wieczór!’, którego autorem był jakiś niewykluty do końca nastolatek z zaczątkiem wąsa. Porozmawiałam dyskretnie z jego ćwiczącą obok mnie mamą, jakiegoż to dobrze wychowanego potomka przytargała na siłkę. I ta rezolutna pani po wstępie (co dla niej i jej rodziny jest oczywistym w temacie kultury osobistej)  przeszła do opowieści o swojej pracy w sklepie.
‘Wie pani jak niewiele kobiet mówi ‘Dzień dobry’ po wejściu do sklepu? Im która lepiej ubrana, tym się gorzej zachowuje, fuka, prycha, trzaska drzwiami przy wyjściu. Ja zawsze mówię ‘Dzień dobry’ i ‘Do widzenia’, bo bycie uprzejmym to część mojej pracy, ale jest mi najnormalniej w świecie przykro, że jestem tak traktowana, jak jeden z wieszaków na ubrania.’

Zatem poddałam się, nie mówię już ‘Dobry wieczór’ tej z uporem i stuporem milczącej bandzie. I wychodzę też bez słowa.
Nie wiedziałam, że najlepsze dopiero przede mną.
Bo zawsze tak jest – dasz palec, wezmą rękę, przestaniesz mówić dobry wieczór to i reszta zachowań kulturalnych spłynie do rynsztoka.

A jest tak:
Po południu pojawiają się emerytki z wnuczkami. Wnuczki drą mordy, wspinają się na przyrządy, skaczą, ciągną za włosy. Nie to, żebym nie chciała zobaczyć reanimacji na złamanym kręgosłupie ośmiolatki rozochoconej wychowawczą niemocą babci, wszak interesuję się medycyną. Ale nie jest miło się pocić jak w łeb cię wali 1000 decybeli. W końcu obok jest przeznaczony do tego plac zabaw.
Emerytki jak przychodzą, mają klapki i spódnice. W klapkach niełatwo czegoś dokonać, za to łatwo z nich wypaść.
Dużo jedzą na tej siłce te emerytki. Np lody. Lody kapią. Albo owoce. Owoce przyciągają owady.

Wieczorami pojawiają się pary. Jakież to miłe zjawisko – ludzie atrakcyjni, podjeżdżający na rowerach albo wrotkach by wspólnie się pogimnastykować.
Niestety kurwią tak, że uszy więdną (bo oni są bardzo rozmowni, tylko w kierunku samych siebie oczywiście).
Albo palą papierosy, a dym leci wprost w nozdrza.
Albo matki z synami, też razem palą papierosy. Takie matki, co po nich widać, że niczego w życiu nie zaznały i niczego się już nie spodziewają. I zaczyna do nich docierać, że po tych synach też nie mogą się niczego spodziać. Więc dzielą, w letni wieczór, z owocem swoich trzewi, jedyne zainteresowanie, które ich łączy. Nie są to ćwiczenia.

Przychodzą też właściciele psów, oczywiście z psami. Psy się nudzą, szczekają na obcych.
Jeden pies w chwili nieuwagi zgwałcił mi butelkę mineralnej. No wiecie: przewrócił postawioną butelkę*, dosiadł okrakiem i zgwałcił. Odpędziłam go, ale wrócił i próbował zaślinionym pyskiem odgryźć butelce łeb (czyli korek). Jak zaczęłam na niego pokrzykiwać to właściciel psa się w końcu zainteresował:
– Soooorrry – ziewnął w moim kierunku. A następnie dodał leniwie: – Burek*, chodź...
Czekałam aż doda:
– Nie gwałć pani butelki, Burek, bo się spocisz!
Ale nie dodał, wziął Burka, koleżankę, i se poszli. Bez słowa. Bierzesz odpowiedzialność za to co oswoiłeś, przypominają mi się słowa z pewnej książki. Ale nie wszyscy to czytali. Poza tym nie ma pewności czy butelka sama nie jest sobie winna – może chciała? W końcu miała na sobie wyjątkowo krótką etykietę ;)

Czekam na ten moment gdy pies pogryzie wrzeszczące dziecko i nasika na wioślarza. Babcia wypadnie z klapek, wprost w tlące się pety, a ktoś powie Dobry, kurwa, wieczór. Kurwa!
Z utęsknieniem czekam na kondensację.

Ale to jest folklor, to jest antropologia osiedla, bracia i siostry, lejdis und dżentelmen.
Stygmat darmowości. Miejsce śmierci fantazmatów.
Nie zamieniłabym tego na nic innego. Mimo wszystko.
Tylko butelkę, tę puszczalską szmatę, musiałam zamienić na nową, wiadomo.

Dziękuję za uwagę.

* imię psa zmienione / imię butelki to Kinga Pienińska (mniam!)

...............................

A teraz przejdźmy do działu obrazkowego i zobaczmy jak zareklamować siłownie:

Zamiast ataku klaustrofobii w windzie najlepiej wywołać wyrzuty sumienia, że nie chadzamy po schodach ;)
No i oczywiście na krzesełku. Jeśli chodzi o panów to najlepiej odwołać się do argumentów poniżej pasa, np przyjaciół dawno nie widzianych...

I wykorzystać różne miejskie konstrukcje - przeciążony stojak na banery i plac budowy.


I takie zestawienie: dobry efekt można  osiągnąć nie tylko ładując na budynek siedmiopiętrowego Murzyna - wystarczy dobre copy ;)

Tymczasem na kobiety bardziej działa zestawienie przed-po (tu akurat mamy przykłady produktów około siłownianych, jak żarcie light i klub strażników wagi). No kto by litościwie nie wyrwał kawałka boczku!

Mamy też przypadek kłamania na fejsie - podczas gdy na siłowni wyjdzie szydło z worka, czy tam tłuszcz z gaci.
Mamy efekt mozolnego opuszczania jaskini otyłości





















I prosty, choć oczojebny, projekt z odwróconymi nawiasami
Na koniec - żeby dotuczyć jeszcze oczęta ;) - kilka pułapek które mogą czyhać w takich miejscach:

Wyższość ćwiczeń na świeżym powietrzu jest bezdyskusyjna!

środa, 17 lipca 2013

Owoc kultury oraz retro-reklamy naszej młodości

Są takie reklamy, które zapadają w pamięć. Wczepiają się w nią kurczowo małymi haczykami durnowatych tekstów i plumkających melodii niczym tasiemiec w jelito. Tylko po to by zniechęcić. Mam w pamięci kilka reklam produktów, których nie kupię na pewno, ponieważ obrażają mnie czasem jako kobietę oraz częściowo jako człowieka ;) I zawsze jako świadomego konsumenta.
Dezodoranty utrzymujące świeżość przez 72h (czy nie spada jednocześnie zużycie mydła?), podkłady HD na facjatę, tusze, które zrobią ci z rzęs widły, tysiące wybuchających owoców (nic tak nie odświeża jak wybuch - fakt), substancje czynne w lekach (które jak wiemy składają się z substancji czynnych i z ulepszonych substancji czynnych). Ostatnio: molekuły higieny. Seriously? Doprawdyż nie wiem za kogo nas mają ci, którzy to wymyślają.


Ostatnio jednak trafiłam na perełkę, która szczerze mnie rozbawiła swoją baśniową interpretacją pewnych  miejskich rejonów, zakazanych po 22 dzielnic. Skąd my znamy te zakapiorne mordy pełne dobrych chęci? I ta podprogowa promocja czytelnictwa ;)
Poświecę państwu ;)

A tu trochę pionierskich reklam z lat 90
Wesołe scenki z sierocińca, majtki opadające pod prysznicem przy odgłosach plumkania i japońskie kasy fiskalne - no łza się w oku kręci, normalnie ;)

Do tematu reklam muszę wracać częściej, a póki co trochę jeszcze bardziej pionierskich pionierów. Pogoda taka sobie, więc wygenerujmy choć kilka ciepłych wspomnień ;)




Dziękuję za uwagę.

sobota, 1 grudnia 2012

W hucie, w jednym...szkle

Co prawda szkoda że to nie eko-reklamówka pokoju na świecie tylko zaledwie waniającej parfumy diormarki.

 I mi przypomniała jak byłam w hucie szkła, magiczne przeżycie, zwłaszcza, że zaraz na początku zgubiłam nolens volens szkło kontaktowe i może z tym właśnie jednym pozostałym mi się wydawało, że tak magicznie. Jedno oko swoje a drugie co innego ;). Te gorące gluty formowane następnie w wazonikowe różności w sam raz do stłuczenia podczas awantury o podział mienia. W które o mało co nie ległam. Czasami nie wiadomo co nam magię w życiu spowoduje, ale na niesymetryczną krótkowzroczność zawsze postawić można ;)
A wracając do reklamówki to lepsza taka z płatkami kwiatków (jakby mnie wrzucić do takiej kadzi to już bym nie chciała wyjść ;) niż te plastikowe lale całe w złocie co idą gdzieś, robią coś, a wszystko wygląda DROGO. Do mnie bardziej przemawia jednak wątek ekologiczny, a najbardziej to szklany glut - w końcu nie za samą wodę perfumowaną się tyle płaci. Ostatnio ponoć pojawiły się w pozamykanych gablotkach w Biedro perfumy różne dystyngowane. No, no, kto by pomyślał.
A tutaj le pastisz ;) w wykonaniu jednej takiej francy (w sensie że Francuski) Florence Foresti . J'adore la vie :)

(znalezione na spacerze)

środa, 17 października 2012

Społeczna kampania ekologiczno-gramatyczna czyli dlaczego lepiej włączać. Oraz Samobójcy: Reaktywacja

Telewizor to dla mnie (dentystyczne) pudełko rozpaczy. W telewizji naszej ciężko zobaczyć coś, co od razu nie powoduje zgrzytania zębów. 
Niedawno pstrykłam Tv w sam raz na materiał o samobójcach, pięknie. (W związku z Dniem Chorego Psychicznie, zdaje się. No wiadomo - nie chcesz żyć w tym pięknym kraju, toś wariat.)
„Co roku próbom samobójczym oddaje się 4000 ludzi” mówi szpikerka.
Cóż, gdyby tych 2000 ludzi oddało się tym innym 2000 ludzi to może myśli o samobójstwie można by uniknąć. Jeśli by dobrze poszło, bo jak oddawanie się idzie źle to sama mam ochotę na samobójstwo choć bardziej z naciskiem na zabójstwo i mord ;).
A następnie:
„Gdy  świat zbudowany z kartonu wali się pod naporem spadających cegieł...”
Że WHAT? Czy my nadal o samobójcach czy też o katastrofie budowlanej, która spotkała bezdomnych?
I się zastanawiam, czy muszę podszlifować mój sposób budowania metafor (bo to chyba było to?) czy może prościej się zabić?

Tymczasem ostatnio zobaczyłam taką oto w dwójnasób pouczającą reklamówkę, zamówioną przez Ministerstwo Środowiska. A nawet dwie:




"Z emitowanych filmów wynika, że o środowisko dbamy wspólnie, bazując na naturalnych, ludzkich aspektach zachowań i nawyków." (link
Z emitowanych filmów to jak dla mnie wynika, że dzielni mężczyźni muszą znosić pożycie z niedouczonymi nimfomankami. Plus głos z offu objaśniający czule, że w sumie nieważne jak mówimy, skoro jesteśmy tak bidni że najważniejsze to jednak oszczędzać.

(Po kliknięciu w linka można zobaczyć jeszcze pogadanki Bralczyka z Lwem-Starowiczem. Po co komu seksuolog w spotach o oszczędzaniu łatwo wyjaśnić oczywistym faktem, że Polacy lepiej się prokreują przy zgaszonym - jakby ktoś nie wiedział, to mu Lew powie i się dowie ;)
Tyle na dziś.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Doping, czarni sportowcy i zadek robobusa. Podsumowanie Olimpiady. Oraz w oczekiwaniu na paraolimpiadę.




















Ogólnie rzecz biorąc, oprócz części artystycznej, która była wspaniała, choć jej nie widziałam, mam na temat olimpiady jak i wszystkich tych sportowych zmagań zdanie negatywnie ujemne. W bieganiu i lekkoatletyce saaaami czarni (aż dziw że Chińczycy nie wpadli jeszcze na to, żeby czarnych  zaadoptować, jaki to jest jednak przeambicjonowany naród, żeby tylko swoich wystawiać w szranki) albo nastolatki (nie ma jak podkarmić taką dojrzewającą dzieweczkę pigułami dopingowymi, chemia niestety bywa gorsza od pedofilii IMHO) albo czarne nastolatki. Jak zwykle stawia się nie na narodowość jako taką tylko na lepsze geny. Dlaczego więc nie wymyślono jeszcze olimpiady dwukolorowej, czarno-białej, to zagadka.
Polacy dorobili się złotych medali w dwóch tylko jakże finezyjnych dziedzinach: podnoszeniu ciężarów i pchnięciu kulą.
Komentator olimpijskiego zakończenia stwierdził, że rodzina królewska się na zakończenie owo wypięła zadkiem, jako że wysłała swoje najsłabsze  ogniwo w postaci księcia Harrego.Współczuję biedakowi nazywanemu w mediach ostatnim sortem królewia.
A tutaj inny przykład zadka - olimpijski robo-bus w wykonaniu czeskiego artysty Davida Czernego, który straszył w Londynie:













Nie wiadomo, czy bardziej strašný  czy hrozný!
No nic, 29 sierpnia zacznie się Paraolimpiada i będzie przynajmniej bardziej heroicznie



środa, 11 lipca 2012

Kolorowy a zarazem lekkostrawny post o sokach owocowych

Nie jestem jakąś szczególną fanką soków owocowych kupnych, a komu chciałoby się siedzieć i wyciskać? Może tylko ćmokom z siłowni ;) Ale jak można by się oprzeć czemuś takiemu? Mniam?


















Może jednak warto pomóc owocom skończyć lepiej niż na tych reklamach ('Help a fruit turn into juice" ;)
























Z tym że od razu widać, że to zachodni sort, bo u nas to się kończy raczej tak










Ciąg dalszy owocnego żywota już wkrótce. Tymczasem idę chlapnąć coś bardziej swojskiego niż światowego. Voila:


piątek, 22 czerwca 2012

Dzień ojca czyli tacie metody wychowawcze

Najkrótszy dzień roku mamy już za sobą (chlip, chlip), teraz czas na Dzień Ojca.




























Dzisiaj i ja skalałam się fos-pasem, albowiem wpadł do mnie wieczorem na obejrzenie meczu padre, ale o Dniu Ojca przypomniałam sobie dopiero po jego wyjściu. W dodatku padre  przyniósł mi w podarku pięć nowiutkich, dymiących jeszcze sklepową świeżością  długopisów (mmmm), a dawanie takich prezentów (określających też ekonomiczny pułap naszej rodziny :]) w dniu, w którym to ja teoretycznie powinnam coś złożyć (pranie? życzenia?) uważam za podstępnie zmyłkowe. Udawanie poczucia winy jest zresztą zabiegiem czysto eee literackim na potrzeby tego posta albowiem niech nikogo nie zmyli dobrotliwy wygląd szanownego tatusia w aureoli z pisaków: to Antychryst w ludzkiej skórze, nieprzeprogramowywalna wersja autobota z lat czterdziestych, domowy Mao, któremu ciągle mało a w dodatku ojciec rujnujący córce piątkową randkę (no naprawdę no jak można uważać, że wystroiłam się tak specjalnie na mecz Grecja-Germania?)
- Czy ty w ogóle wiesz o co chodzi w piłce nożnej? Ty w ogóle nic nie wiesz o co chodzi w piłce nożnej! - peroruje (niezaproszony) tatuś, a następnie raczy mnie przemyśleniami na temat tejże nożnej piłki oraz sytuacji ekonomicznej Grecji, sytuacji rodzinnej Angeli Merkel, historii światowej, socjologii ogólnie, fauny, flory i ogrodnictwa ze szczególnym uwzględnieniem hodowli kwiatów a także sposobów przechowywania żywności w kuchni oraz mycia przypalonej patelnii. Albowiem - no wiadomix - na niczym się nie znam, ale to zupełnie tak jak i Grecy i Niemcy, fauna i flora a także nawet i biedna patelnia, albowiem na wszystkim zna się tylko mój tatuś, a już w piątkowe wieczory zna się najbardziej.
'Niepotrzebnie tak starannie uczesałam włosy' - myślę sobie- 'albowiem za chwilę je wszystkie wyrwę".
Ale to jeszcze nic, peror jaki wygłosił zaprzyjaźnionej ze mną architektce nad projektem kuchni (rodzice szykują się do remontu) zawstydziłby niejednego mizogina. A zaczynał się on tak:
- Ale pani jest kobietą, co też pani może wiedzieć o planowaniu?

niedziela, 3 czerwca 2012

Żywot człowieka bezproblemowego

Jestem chyba bardzo szczęśliwym człowiekiem, skoro mój jedyny dzisiejszy problem to fakt, że WYPISAŁ SIĘ MÓJ ULUBIONY DŁUGOPIS! ;)
Błogość, w dodatku bezdeszczowa, w przeciwieństwie do upiornego wczoraj...
(...)
A mówi się: nie zapeszaj. Czyli update:
Właśnie okazało się, że mój okazały twardy dysk (M. przysięga, że gdy wypowiadam kwestię 'twardy dysk' to spoglądam na niego z wyrzutem ;) - no więc mój mega twardy dysk 500 GIGA zeżarł (ewentualnie zamienił w krzaki przypominające pismo obcych) większość moich zdjęć z lat 2008-2012. I teraz wygląda to tak, że jestem młoda-młoda a potem od razu stara-stara :[. I żadnego dowodu na jakąkolwiek obecność życia towarzyskiego i wakacyjnych wyjazdów (dla przyszłych pociech lub biografów ;)
Najwyraźniej jedno miejsce nie gwarantuje przetrwania a robienie backupów polega na tym, że mamy wszystko w przynajmniej dwóch. Zasadę tę  stosuję  poniekąd... w realnym życiu - wszystkie rzeczy mam na miejscach do tego przeznaczonych i zapamiętanych, a jednocześnie tam, gdzie coś zostanie akurat rzucone, upuszczone lub przekopnięte. I ten system też zawodzi.
Heh.
Ach, bycie piewcą wniosków po szkodzie ma w sobie taki romantyczny nimb, conie?












niedziela, 27 maja 2012

Obsesja na punkcie terapii

Polański sprostytuował się dla Prady - bardzo popularne ostatnio:

Bardzo malowniczy gabinet - chociaż uważam, że kolorystyka sprzyja zachowaniom kompulsywnym ;)


A teraz kilka terapeutycznych błyskotliwotek z ewakuacje.tumblr.com















sobota, 19 maja 2012

Łoś, skauci, gitary i wąsate blondynki...

...czyli jak na BBC wygląda w pełnej krasie kraj nasz ukochany, już wkrótce oblegany:


No no, całkiem nieźle, reklamuje nas generalnie rozrywkowa tłuszcza ze szczyptą natury, a na tym tle 1blondynka mówiąca z akcentem i 1 brunetka przezornie milcząca ;)
Chociaż mieszkam tu 30 lat i jako żywo łosia i żubra nie dane mi było zobaczyć,  nie wątpię jednak, że każdemu przyjezdnemu Anglikowi się to uda (najwyżej se pójdą do ZOO ;)

A jak to się robi w inszych krajach? Ano np w Islandii stawia się na podrygi i twarzowe swetry:



piątek, 18 maja 2012

Wietrzne dni w niezbyt Wiecznym Mieście

Wczoraj wieczorem, który był o tyleż zimnawy co nieruchawy, wracałam sobie spokojnie do domu. Przed drzwiami wejściowymi upuściłam z głośnym plaśnięciem klucze - w tym samym momencie zerwał się jakiś potworny wiatr. W jednej chwili scenografia zmieniła się na taką rodem z horroru: niebo pociemniało, drzewa uginały się pod jakimś niewyobrażalnym kątem, śmigały jak oszalałe kwiatki, szmatki i co tam wiatrzysko miało pod ręką. Znamy rozważania o machnięciach skrzydeł motyla powodujących huragan w zupełnie innym miejscu, ale czy upuszczenie kluczy mogło spowodować w tym samym miejscu taką nawałnicę? I powiem wam, że głodny, zmęczony człowiek, który wraca do domu wieczorem jest w stanie w to uwierzyć, albowiem ludzki umysł nie zasilony w pewnym momencie potrzebną dawką glukozy oraz elektrolitów dryfuje niczym foliowa torebka na wietrze.

 Co przypomniało mi pewną reklamę, tak genialną, że aż nie wiem czemu jej jeszcze nie wrzuciłam ;)

środa, 9 maja 2012

Język obcy nam nie obcy! Wżdy!



Przygotowuwywując się na wakacyjny najazd grupy znajomych Hamerykanów, nie tyle powtarzam sobie siakieś tam angielskie zasady gramatyczne co by było gdyby w czasie zaprzeszłym zdarzyło się would tamto, ile ogarniam masę fikuśnych przymiotników, które mam nadzieję udławią ich z wrażenia a zarazem odwrócą uwagę od bezsensu moich rozbudowanych ideologicznie i filozoficznie wypowiedzi, zwłaszcza w odpowiedzi na:
- Where is my boston tea?

A teraz coś od czego umieram nieodmiennie:
                                                 
















by Raczkowski

Jakże często stawiam sobie to powyższe pytanie! Jak również to poniższe ;)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...