Żyjemy a czasach, gdy wszystko musi mieć swój logotyp. Nie tylko produkt czy firma ale państwo i
miasto też. No i bloger – wiecie, że bloger bez swojego loga niepoważny jest? Dzisiaj
pewien bezlogowy bloger dokona logotypowej inwentaryzacji regionalnej. Jak kto
w czas na zabójcze analizy nie zasobny polecam przewinąć posta i się wizualnie
wzbudzić oglądając tylko obrazki miastowe.
Temat chodził mi po głowie już od dawna, ale ostatecznie zachęciła
mnie do niego sieciowa interpretacja brazylijskiej przegranej na Mundialu.
O
tak, zaiste, sieć nie jest łaskawa i okazji do stworzenia bezlitosnych memów
nie przepuści.
...
Ostatnio brytyjska firma doradcza przedstawiła nowe logo naszego
wspaniałego kraju, logo Polski, z
promocyjnym hasłem ‘spring into new’. Wcześniej mieliśmy mały chaos w tej materii
– część osób posługiwała się logiem z latawcem, inni natomiast tym z elementami
krajobrazowymi.
Teraz logo jest graficzne i eleganckie, w paseczki (albo w kłody,
co je nam Europa rzuca pod nogi – jak tam chcecie. Innym ponoć kojarzy się z
bandażami. No ale to wiadomo – nie dogodzisz). Teraz pozostaje oczekiwać czy
Rada Promocji Polski je zatwierdzi, co może pomoże naszemu kraju zostać
bardziej wartościową marką.
Bo o to przecież chodzi – żeby wartość marki narodowej była
wyższa, by szybowała wysoko jak latawiec.
A kraj składa się z miast, które też są markami i też logotypy
mieć muszą.
"Czy miasto może być marką? Oczywiście że tak. W końcu
podobnie jak przedsiębiorstwa, miasta oferują produkty i usługi. Konkurują
między sobą tak jak firmy z jednej branży o zainteresowanie turystów,
inwestorów i w końcu samych mieszkańców. Miasto w ten sposób staje się takim
samym przedmiotem reklamy jak produkt czy usługa. Marketing miast, bo o nim
mowa to dziedzina dziś niezwykle modna, i choć w Polsce dopiero raczkująca, na
zachodzie znana już bardzo dobrze. W dużym skrócie ma prowadzić do większego
zainteresowania miastem, co prowadzi do wzrostu inwestycji, wzrostem gospodarczym
i w rezultacie polepszeniem życia mieszkańców. Strategie na promocję miast mogą
być rożne. Wspomnieć tu można choćby logo „I love New York” z 1977 roku
autorstwa Miltona Glasera, które stało się już ikoną popkultury czy logo „
Iamsterdam”. via
Design po polsku [.]
Zacznę od logotypów
regionalnych z umiejscowieniem na mapie (via
[.])
Może wszyscy macie to w małym palcu, w końcu żyjemy w czasach
kultury obrazkowej i niekończących się podróży, ale jeśli choć jedna osoba nie
wiedziała że w Świętokrzyskim lata
baba na miotle, to było warto ;)
Królują, jak widzimy, krajobrazy, z nieodłącznymi zieleniami i
błękitami. Nie omieszkam dodać jak to ujęła mnie zwłaszcza infantylizacja pikselowanego
żubra w logotypie Podlaskiego.
Tymczasem w Wielkopolskim
nadal niejasności: odbył się konkurs który miał zastąpić rysunek sześciolatka straszący
w starym logotypie, natomiast w szerszym użyciu nadal pojawia się pełne obłości
logo przypisane wielkopolskim organizacjom turystycznym. Hm. Znowu bałagan.
Lubelskie postawiło na
kreatywność i dowolność kolorystyczną – o ile oczywiście odbywa się w ramach
podstawionego ‘L’. Jako nosicielka tego rozmiaru muszę powiedzieć, że to łykam ;). W 'L' rzeczywiście może się wiele zmieścić, zaiste ;)
Zachodniopomorskie,
Podkarpacki i Lubuskie bez polotu ale i bez bólu eksploatują pejzaże, Kujawsko-Pomorskie oraz Warmia i Mazury nadal stawiają w branży
logoprojektowej na 6-latki. Najlepiej na tym wszystkim wypada ponadczasowe,
choć chyba najstarsze logo województwa Małopolskiego
i zacne Mazowsze – obydwa projekty oparte
na subtelnej grze z pierwszą literą.
A teraz udamy się do polskich
miast i miasteczek by obejrzeć sobie ich loga i w większości przypadków
ulec dizajnerskiej grozie.
Zawsze mnie bardzo interesuje, które miasto dostanie w logotypie
krzak zielony a które spienioną falę,
a które (jak Szczecin)
dostanie po gębie z kluskami, próbując mówić językami z zapisem fonetycznym
(fail).
Zwłaszcza w sąsiedztwie eleganckiego sąsiada Poznania wypada to jak prozagraniczna prostytucja, z całkowitym
pominięciem zrozumienia u szarego obywatela, który urodził się za Gierka i nie
nauczył języków.
Najciekawszym przypadkiem wydaje się Kraków gdzie kwestia logotypu działa dwutorowo – z jednej strony
miasto ma niezły, klasyczno architektonizujący logotyp do rzeczy oficjalnych, a
z drugiej, do spraw nieoficjalnych, jak komunikacja z mieszkańcami, ma
młodzieżowy i ciężkobrylasty skrótowiec KRK.
„Mieliśmy potrzebę unowocześnienia graficznego wizerunku miasta i pokazania,
że Kraków to miasto tradycji i kultury,
ale też miejsce twórczych napięć, kreatywne i nowoczesne.”- mówi Magdalena
Sroka, wiceprezydent Krakowa. via [.]
http://www.rebrandblog.pl/krk-czyli-nowe-logo-krakowa/
Miejsce twórczych napięć to źródło hemoroidów. A podwójne logo to
objaw choroby dwubiegunowej miejskiej.
Przypomina to przykład przykładnego dla żony i rozrywkowego dla
kochanki męża. Uprasza się dwutorową radę miasta o zwołanie specjalnej komisji
w celu podziału na wydarzenia oficjalne i nieoficjalne i utworzenia specjalnego
pakietu zalepek na wypadek gdyby impreza zmieniła podgrupę, SVP (sil vu ple)!
Po bliższym zapoznaniu się z tematem oraz obejrzeniu krakowskich
afiszy kulturalnych stwierdzam, że na WSZYSTKICH występują obydwa logotypy.
Spójność i logika wyjechały na urlop. Prawdopodobnie do miasta które używa
JEDNOCZEŚNIE trzech logotypów.
Kraków to w ogóle bogaty jest i oprócz Nowej Huty ma fantazję i
gest.
Na początku tego roku komitet do spraw przymuszania mieszkańców do
poparcia Olimpiady w Krakowie w 2022 roku zorganizował konkurs na logo imprezy.
Wygrana wynosiła 30 tys PLN (z opracowaniem ksiązki znaku wyssało z budżetu
łącznie 80 tys PLN). Zwycięskie logo wyłoniono, pieniądze wypłacono, projekt
upadł.
Ale jak czytałam o innych finansowych skandalach, które miały miejsce
przy organizacji tej poronionej imprezy to w sumie była kropla-kropelka. Mam
nadzieję, że się jakiś grafik wybawił przynajmniej w egzotycznym miejscu, które
ma dobry logotyp, np w takim Sandomierzu, Wrocławiu lub Rzeszowie ;)
Nieźle wypadają też stoliczna
syrenka, która zatrudniła double dablju w charakterze łusek czy powołujący
się na dziedzictwo Władysława Strzemińskiego logotyp Łodzi
(jednakowoż dla mnie, znanego amatora zjawiska pt ‘kawa na
ławę’ (a właściwie to double espresso na ławę) ciutkę przefajnowany w
czytelności.).
Skoro Łódź zrezygnowała z udawania obiektów transportu wodnego,
pałeczkę przejęła Gdynia ze swoimi
trzema prześcieradłami udającymi żagiel. A sąsiad Gdańsk skorzystał z projektowego immunitetu i wykorzystał herb
miasta, posmarowany u spodu krwawą smugą sączącą się z dziury po kuli w walce o
wolność. Chlip.
Teraz przejdźmy do projektów kontrowersyjnych.
Wróżbiarsko-tęczowy logotyp Nowego
Sącza MUSIAŁ wzbudzić protesty pewnych środowisk, za to miejscowe Cyganki w
takich okolicznościach musiały zapewne zakupić kasy fiskalne i ogólnie
zarejestrować działalność z powodu nagłego wzrostu dochodów ;) Jeśli komuś
ideologicznie taki logotyp nie odpowiada zawsze może wybrać się do Pelpina – miasta z duszą, twarzową
czapą i fikuśnym ‘z’.
Jeszcze bardziej kontrowersyjnie zrobiło się wokół logotypu Gminy Przemyśl.
Logo samego miasta Przemyśla
przemilczę, w końcu lubię wieloskładnikową sałatkę warzywną i nawet jak się w
niej znajdzie jakiś włos, to nie urządzamy histerii.
‘Logo promocyjne dla Miasta Przemyśl zostało zaprojektowane tak, aby
odnosić się bezpośrednio do koncepcji Miasta Turystycznego. Poszczególne jego elementy symbolizują
(...) możliwość rozwoju kilku segmentów
rynku (określanych (...) mianem
„fortów”), a z drugiej pokazują ogromne znaczenie przecinającej
Miasto malowniczej rzeki San. via
[.]
Cóż, zawsze można było międzynarodowo utopić w Sanie słońce
zachodzące niczym zmiany w regionie.
Natomiast logo gminy Przemyśl jest zatrważająco aestetyczne, mimo
nawiązywania do dumnej tradycji rzymskich akweduktów. Wójt co prawda chwalił
się w mediach, które nie pozostawiły na projekcie suchej nitki, iż „nie wydał
na logo ani złotówki” oraz że „przynajmniej o nas mówią”. No jest to jakaś
strategia, hm. W końcu już Oscar Wilde stwierdził, że ‘tylko jedna rzecz jest
gorsza niż gdy o nas mówią - a mianowicie, gdy o nas nie mówią’.
W kategorii miast-ruchawek przedstawiam piękną parę: Chorzów i Barlinek.
„ (...) Koncepcja na hasło promocyjne miasta „Chorzów.
Wprawia w ruch”, z jego angielskim odpowiednikiem „
Puts in motion”.
- Taka forma tworzenia strategii pozwoliła na wiarygodne
poznanie specyfiki miasta oraz wskazanie jego głównych atutów. Z pewnością
należą do nich (...) Ruch Chorzów, jako jedna z ikon polskiego futbolu, (...)
bogata i ceniona w regionie oferta
gastronomiczna oraz kwintesencja śląskości połączona z wątkiem bożogrobców,
założycieli miasta – mówi A. Kałucki z Grupy Eskadra odpowiedzialnej za przygotowanie
strategii. via
[.]
‘Kwintesecja śląskości połączona z wątkiem bożogrobców’? Wysoki
sądzie, nie mam więcej pytań! That puts me in confusion. Może tylko jedna
uwaga: nie łączyłabym hasła ‘Wprawia w ruch’ z ofertą gastronomiczną jako
wytłumaczeniem koncepcji. Seriously. Z polskim odpowiednikiem: doprawdyż.
Miasta nadmorskie dumnie zaprezentują Sopot i Międzyzdroje.
Musowo musiano polać błękitem i sypnąć żółcią.
Oto logo które zrobi dobrze perfekcyjnym paniom domu (w logotypie Częstochowy widzimy idealnie
uprzątniętą półkę oraz lśniące bielą kafelki) oraz wszelkiej maści terapeutom –
logo miejscowości Gniew.
Dla zoofilów i wegetarian też mam dwie propozycje: Rybnik i
Czaplinek.
A teraz skupimy się na logotypicznej budowlance.
„Zamek w Malborku w 2007 roku w plebiscycie Rzeczpospolitej
został uznany za jeden z siedmiu cudów Polski.” czytamy w materiałach promocyjnych. Zapewne
dlatego w logotypie strzegą go dwa wesołe krasnale. Toruń wydaje się mało stabilny mimo zastosowania dwóch kamieni
węgielnych, a co do Świnoujścia to nie zniechęca mnie nawet plama ropy na
powierzchni wód. Boję się tylko że ten wiatrak skonfuduje zagranicznych
turystów, którzy mogą się pogubić, w kwestii czy są w Poland czy w Holland.
(Tak, wiem że to latarnia ;)
Makeover fail czyli o kiepskich transformacjach
Czas na przykłady efektów operacji
na logotypie czyli liftingi a nawet liposukcje. Czasem ze skutkiem, że
after jest gorsze niż before.
W Kołobrzegu, który
dysponował całkiem niezłym logotypem, do drobnego retuszu nadającym się,
dokonano zmian markowo-produktowych.
‘Nowa
marketingowa nazwa z założenia jest obudowana określeniem „klimatyczny”. Podstawowym produktem markowym miasta ma stać się
„strefa jodu”. via
[.]
No co za szczęście, już myślałam że to wzdęcia jelitowe po
regionalnych specyjałach. A to tylko jod. No sorry, taki mamy klimat. W tym
logu ;)
Za to Sosnowiec po zabawach
z taśmą (które nie były przez publikę dobrze przyjęte) dostał logotyp inny,
nowszy. Zaserwowano mu amebę.
Katowice wymieniły
anemicznie pastelowy Spodek na wpół skamieniałe, gejowskie serce ;)
(to zresztą
częsty przypadek, gdy do codziennego logowego obiegu wchodzi projekt stworzony
w celu promocji jakiegoś wydarzenia, jak pińcetlecie czy starania o zostanie
europejską stolicą kultury czy coś w ten tęczowy deseń)
Np taka Piła się
wycwaniła i ma nowe kolorowe logo z obchodów żywotności miasta zamiast
skrobaczki do serca z hasłem ‘Piła przyjazna po horyzont’ (piła leżąca
horyzontalnie to nie jest przyjazne zjawisko - jakby ktoś jeszcze samodzielnie
remontu nie robił, to żeby nie było, że nie uprzedzałam ;)
Bielsko-Biała, która jako
jedna z niewielu miejscowości miała
dobry, nieprzefajnowany logotyp, musiała oczywiście odciąć się grubą
pomarańczową kreską od lat 90.
Obowiązujące dotychczas logo Bielska-Białej powstało w 1996
roku. Jego czcionka, jak i kolorystyka nawiązują do stylizacji lat 90-tych. - Logo
jest bardzo dobrze rozpoznawalne i kojarzone z Bielskiem-Białą dlatego o jego lifting została poproszona
profesjonalna agencja mająca bardzo duże doświadczenie w budowaniu jakości
marek i produktów - czytamy w opisie nowego projektu.
Specjaliści z wybranej agencji, po konsultacji z autorem
znaku, zadecydowali, że najlepiej zachować jego obecną formę i pracować tylko
nad kolorystyką i typografią.
- Zastosowanie koloru pomarańczowego
podkreśla ważny sposób interpretacji znaku - widzimy tu motyw człowieka. Osoba ta jest dynamiczna, w ruchu,
może zjeżdża na nartach, może przygotowuje się do lotu szybowcem, jest
przedsiębiorcza i ciekawa świata - tak ratusz tłumaczy interpretację logo.
- Znak dodatkowo nabiera przestrzenności - "bryłowatości", dzięki
gradientom promienieje z niego energia.
Pomarańczowa linia to również rozrastające się po obu
stronach rzeki Białej miasto - a zatem podkreśla się "tkankę miejską" i kompaktowość Bielska-Białej. Zieleń
podkreśla oczywiście najważniejsze atrybuty związane z położeniem naszego
miasta, jak i to, że są tu parki, liczne skwery i tereny zielone. via
[.]
Agencja za garść eurodularów z kieszeni podatnika stworzyła
przedsiębiorczego narciarza szybowcowego w kompaktowej tkance miejskiej.
Touche. Panowie pracujący przy robotach drogowych w pomarańczowych kamizelkach
też są zapewne mega wzruszeni, że mogą nie tylko wykopać rów ale i dynamicznie
kopnąć w dupę lata 90 nową interpretacją.
......
I mogłabym tak jeszcze wiele logotypicznych reputacji zszargać
swym malkontenctwem. Że np Ciechanów
krzywo, że Bydgoszcz nierówno
pokolorowany, że nie ma w Zielonej Górze
zielonej góry, że w Wodzisławiu Śląskim
ta południowa brama to mi się źle kojarzy, że Skierniewice to chyba Apple sponsoruje, a w Elblągu głosowali internauci, więc musiało wygrać słonko połknięte przez ślimaka.
Zamiast tego przejdę do antywizjonerskiego creme de la creme, czy
raczej cupa de la creme. Logotypy tak zinfantylizowane, że aż plastycznie
pedofilne, tak parciano cudaczne, że niejeden twórca na miarę Mehoffera (czy
innego zacnego ex-obywatela) w grobie się przewraca, ba, co tam przewraca, on
się kręci jak wiertło!
(Możliwe też jednak, że taki mamy klimat, że zamarzł w gruncie).
Może nie powinno się tego wrzucać do wspólnego wora z odpadami
kolorowymi – w końcu logotypy Turka,
Siedlec i Suwałek trzymają pewien
niepełnosprawnie pogodny poziom.
O takiej Stryszawie to
nawet nie wiem, co napisać. Miejmy nadzieję, że ptaszysko na kółkach było
tańsze niż koszmarne logo Koszalina.
„Nad marką Koszalina, której wyróżnikiem jest przede
wszystkim nowe logo, pracowała wrocławska agencja Metamorphosis Brand
Communications. Za pracę wzięła ok. 50 tys. zł, za pomysł na logo - ok. 40 tys.
złotych. Wczorajszy pokaz w BTD kosztował (razem z laserami za 12 tys. zł) 20
tys. złotych.”
To nie tak, bym uważała, że za projekt logotypu nie trzeba płacić
ciężkich pieniędzy. Ale za udany projekt. Albo – znowu pijąc do Krakowa – za jeden
projekt na jedno miasto i do imprezy która się odbędzie. A pijąc do Szczecina –
za projekt po polsku a nie po angielsku fonetycznie.
I na pewno bez prezentacji logotypu na imprezie z laserami, gdzie
prezydent miasta wciska grubymi nićmi szyty bullshit.
„- Byliście świadkami stworzenia nowego Koszalina – mówił
prezydent Mirosław Mikietyński -
Nasi
mieszkańcy mają w sobie wiele optymizmu,
na tych wartościach musimy budować pozytywny przekaz dla mieszkańców i
miasta.
W planach jest m. in. pomysł ze stworzeniem strefy żywiołów.
- Co roku w innym rejonie miasta będziemy umieszczać kolejną z czterech
instalacji, obrazujących
żywioły: wodę,
ogień, wiatr, ziemię - mówił prezydent. -
Koszalin to miejsce, gdzie każdy może żyć pełnią życia. Będę tę
strategię realizował z pełnym przekonaniem, a was chcę przekonać, abyście ten
obraz Koszalina kupili.” via
[.]
Otóż nie kupujemy tego obrazu, już wolimy landszaft z betoniarką.
Swoją drogą to jakiś potworny nurt wśród decydentów – dążenie do wciśnięcia
ludowi optymizmu, pełni życia, ruchu, przyjaźni, rozwoju i POGODY.
Skoro nie da się w życiu, to choć w logotypie.
Co o tym myślą zdruzgotani tymi afirmacjami mieszkańcy miast możemy
się dowiedzieć w internecie. Np interpretacja pomysłu pełni życia wśród 4
żywiołów w Koszalinie tu [klik] Zwłaszcza żywioł ziemi pełnej wykopów ujmujący
;). Bo sieć nie da sobie wcisnąć byle kolorowego gówna, sieć swoje wie.
Żegnam się i życzę urlopu w jakiejś malowniczej gminie.
A do tematu logotypów wrócimy, bo to nie wszystko co mam do
powiedzenia rzecz jasna, it's clear ;)
A teraz można się wypowiadać, prosz.