czwartek, 4 września 2014

Taniej niż lotem czyli o powrocie samolotem

I tak oto doszliśmy do traumatycznego momentu powrotu z wakacji. Wyruszyliśmy pociągiem [klik], a wracamy już bardziej światowo, a mianowicie awiacją.
Jak powiedział Horacy: „Jadąc za morze niebo zmieniamy, nie duszę”. Współcześnie podróżuje się niebem w celu zmiany morza na lazurowsze od Bałtyku. Problemy z duszą nie występują już tak często jak z tuszą. Osoby z dużą muszą wykupić dwa miejsca. Osoby podróżujące z duszą, na ramieniu, czy tam pod pachą – jak widać – też.
Samolot. 30 ton żywej wagi wspomaganej naszymi betami ścieśnionymi w markowych chińskich walizeczkach. Uwielbiam lotniska na których można jeszcze taką walizeczkę profilaktycznie i antyzłodziejsko ofoliować. Ostatnio foliowałam walizeczkę tak długo, że po rozebraniu jej w domostwie zrobiłam jeszcze przy użyciu tej folii remont ;).
Julia Fullerton-Batten

Samolot. 30 ton paliwa. Jeśli będziemy awanturni i pilot zdecyduje o powrocie z powodu naszej gestykularnej niezgody na ilość darmowych drinków czy ceny przekąsek – samolot będzie musiał popuścić kilkoma tonami tego likłidu, za który trzeba nam będzie zabulić.

"Boeing 767 PLL LOT, który leciał (...) z Warszawy do Chicago, z powodu awanturującego się pasażera został zawrócony z trasy. Maszyna zanim wylądowała, zgodnie z procedurą, zrzuciła 22 tony paliwa. Zrobiła to w okolicach Grudziądza.(...) Feralny lot może kosztować awanturniczego pasażera ok. 100 tys. dolarów – na tyle spółka PLL LOT oszacowała koszt zrzucenia paliwa." [klik]
 Zatem grzecznie tam. Czasem dobre wychowanie i pokora wychodzi po prostu taniej ;). Koleżanka opowiadała, jak na pokładzie Aeroflotu pasażer, krewki Rosjanin, pobił stewarda, bo mu się tenże steward nie spodobał. No i to akurat jestem w stanie zrozumieć, w końcu nikt nie okryje nas kocykiem tak czule jak stewardesa żeńska. No a od siedzenia w bezruchu na tej wysokości robią się skrzepy, więc pogimnastykować się należy ;)






















Zacznijmy od momentu narodzin samolotu. W wersji kadłubowej samoloty też często podróżują pociągami. I miewają tarło ;)
Samolot jest zwierzęciem stadnym, bezpiecznie wypasa się na pasach lotniskowych.
Multiple Photo of Takeoffs at Hannover Airport by Ho-Yeol Ryu

Przestrzeń powietrzna jest natomiast bardzo ograniczona i wymaga stresujących umiejętności koordynacji kontrolerów lotów, co można sobie obejrzeć w filmie z Angeliną Jolie i Billym Bobbym Thorntonem pt ‘Zmęczenie materiału‘ [klik]. W wersji dokumentalnej najbardziej fascynujący wydaje mi się autentyczny wypadek nad jeziorem w Szwajcarii, gdzie dwa samoloty pasażerskie w środku dnia, w warunkach 100% widoczności, zderzyły się czołowo, lecąc z naprzeciwka. W obydwu maszynach autopiloty twierdziły, że ‘dobrze lecimy, nic nie zmieniamy’. Od tamtej pory wyszła dyrektywa, żeby jednak bardziej pilot ufał sobie niż automatu ;). Zwłaszcza, że w razie czego linie lotnicze mogą powiedzieć że ‘to nie nasza wina, to zły pilot był, dziękujemy za uwagę’. Co możemy obejrzeć w filmie z Denzelem Washingtonem  pt ‘Lot' [klik].

A piloci rozmawiają sobie tak:





















A i tak w każdym momencie maszynę mogą powalić dwa gołębie (po jednym w silniku). Lub mielonka z mew.

















Jeśli chodzi o wybór linii lotniczych, należy kierować się reklamą:
I nie zapomnieć o ubezpieczeniu bagażu, który może mieć inne plany urlopowe niż my.
 ps. Przypominam tylko że luggage i baggage to to samo, a w przypadku utraty powyższego w zespół z  koniecznością wylewania łez na lotnisku należy pamiętać słowo klucz, będące też tytułem serialu, który każdy rozsądny człowiek przestał oglądać po pierwszym sezonie czyli 'Lost' ;) Gdyż albowiem w dalszych sezonach pierdut.
Ale najpierw odprawa.
Praca w lotnictwie, zwłaszcza w oddziale naziemnym,  bywa dość nieprzyjemna. Oczywiście udowadnianie, że ma się w butach tylko zelówki jest niemiłosierne, ale to nic w porównaniu z ośmiogodzinną wachtą gmerania w gaciach.
Obejrzałem kiedyś kilka odcinków dokumentu o pracy australijskich lotniskowych służb celnych. Wprost fascynująca jest ludzka kreatywność w służbie przemytowi. Nikt z tych biednych celników-lotników nie jest już w stanie uwierzyć w czyste intencje stojące za przesłaniem komuś za granicę zwykłej książki. Książki faszerowane są substancjami wszelakimi. Odbyty faszerowane są substancjami wszelakimi. Żołądki faszerowane są...aaa. Ale i tak najlepszy był myśliwy, który w sportowej torbie przewoził martwego jelenia. Troszku złożonego, by suwak się zapiął. Seriously.

Miejsce najlepiej wybrać oczywiście przy oknie, choć niekoniecznie w pobliżu skrzydeł.
W razie czego jako pierwsi zobaczymy, że skrzydła są w pytkę oblodzone albo że w czasie startu sypią się z nich, niczym konfetti, nity (tak, tak). Albo siedzi na nich wąż. Obok kangura (to w sumie logiczne nawet).





















Jeśli miałabym jakieś porady w kwestii podróżowania samolotem to są one zadziwiająco zgodne z tymi udzielanymi przez wytrawnych podróżników:
- wziąć skarpety, szal i blezerek (jeśli nie używane, a używane będą, zapewniam, zawsze mogą zostać zmiędlone razem i posłużyć za podusię)
- wziąć pustą butelkę na wodę i od razu po starcie poprosić stewardesę o jej napełnienie (najbardziej upierdliwe jest ciągłe proszenie stewardes o wodę, którą przynoszą w takich mikrych kubeczkach, które należy PRZED SNEM przykleić do brody w celu napełnienia strużką śliny ;)
- wziąć nocne okulary tzw zaślepki i lateksowe korki do uszu (choć bardzo często wystarcza mi zwykła bawełniana chusta, którą motam sobie na głowie, zakrywając oczy i wpychając do uszu, zostawiwszy tylko mały otwór na wystający nos)

Można zajrzeć po więcej: How to survive a 10-hour flight like a lady [klik]
........................................................
Jeśli chodzi o moje awiacyjne chętki to chciałabym przelecieć się albo takim samolotem z puszystymi piórkami (po lewej) albo jedną z tych batmanich lotek (po prawej).
Chciałabym przekroczyć prędkość dźwięku i żeby aerodynamika przefasonowała mi buźkę. Chciałabym wylądować na lotniskowcu na metr przed krawędzią. To dopiero musi być sranko. A nie tam, że musimy klaskać za każdym razem jak pilot wyląduje na zwykłym lotnisku. No pliz. Klaskać to ja mogę w NFZecie jak mi pani recepcjonująca powie, że wizyta u doktora jest możliwa w ciągu dwóch najbliższych miesięcy a nie za dwa lata. Taka praca: poderwać samolot, postawić maszynę. To nie branża porno, więc nie ma się co wzbudzać oklaskowo.
 Landing By George Christakis
Jeśli chodzi o dalsze losy emerytowanych samolotów, to lubią się one wylegiwać na plaży, mając zapewne nadzieję na uczciwe zardzewienie, a nie bycie wysadzonym niczym wieloryb.
Samoloty zakażone ewakuacyjnym tasiemcem są natomiast ustawiane w pobliżu lotnisk jako atrakcje dla ludzi próbujących uporać się z fobią.


Na razie jest tak:
Pouczająca infografika stąd [.]

A już niebawem. W przyszłości. Zarutko.
Wszyscy będziemy ubrani w spadochrony [klik]. Albo będziemy podróżować dronami - w wersji: taniość.
Albo czymś takim - w wersji de lux.




Życzę miłych podróży. To jest: powrotów. Z Bogiem.

17 komentarzy:

  1. Ja bym chciała się przelecieć po prostu takim nie spadającym i bez awanturujących się pasażerów. I bez zgubionego bagażu. A i jeszcze bez wrzeszczących dzieci. Matka boska może być na ;pokładzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już się zrobiła długa lista minus-have'ów...

      Usuń
  2. Chwała Buddzie, że pozwolił Ci wrócić cało i zdrowo!
    Po takim wojażu masz materiał na wiele notek, co bardzo się przyda, bo jakoś blogerzy się wyprztykali, czy co, i nie bardzo piszą.

    Najbardziej ubawiły mnie rozmowy pilotów z wieżą :D
    Oprócz Twoich wdzięcznych fraz, oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się co prawda nie wyprztykałam, ale frazy zaległy w luku bagażowym. Nie mniej stay tunned.

      Usuń
  3. Rozczuliło mnie to: "Tak, proszę pana". :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak się bałam debiutu, a teraz tęsknię za lotem. Byle gdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, tak byle gdzie to nie można, póki wizy istnieją ;), ale życzę ci wielu okazji.

      Usuń
  5. Przy swoim pierwszym locie samolotem od razu z niego wyskakiwałem. Po takim pierwszym doświadczeniu raczej latanie mi już nie straszne, ale muszę powiedzieć, że potrafisz zbrutalizować rzeczywistość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbrutalizowana rutyna nas dopadła w tej kwestii, hm.

      Usuń
  6. pouczające jak zwykle.
    w kwestii sranka pozwolę sobie dodać tę interesującą wiadomość:
    http://www.virgin.com/richard-branson/virgin-launches-glass-bottomed-plane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesująco, zaiste.
      Niby co kropelka sklei sklei.... to może i szybkę do dna, ale wolałabym jednak nie. Panoramiczność od góry raczej ;)

      Usuń
  7. Najgorsze linie jakie znam to Air Algerie. Zawsze, ale to zawsze mialy kilka godzin opoznienia, a raz stewardesa mnie zjebala, bo poprosilam o szklanke wody przed startem ( w samolocie 50 stopni )
    Uwielbiam cie czytac:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale wyobraź sobie, jakby wszyscy zaczęli sikać w tych 50 stopniach, na lotnisku, kilka godzin przed startem... Meh ;)

      Usuń
  8. Fajnie i z przymrużeniem oka ;) samolot to wciąż najbezpieczniejszy środek transportu, idealny na długie wyprawy - czasami wręcz niezastąpiony.

    OdpowiedzUsuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...