Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 listopada 2012

Liścia kiść czyli czas na liść

Temat tylko pozornie nieaktualny. To, że raz posypało śniegiem (którego to drugiego razu spodziewamy się w marcu ;) wiosny nie czyni - nadal jesień mamy i nawet regularne czytanie Jesienina nic nie pomoże - liście zalegające same się nie sprzątną. W moich okolicach na każdym chodniku i trawniku wala się taka, przepychana z miejsca na miejsce przez wiatr, gnijąca liściowa kupa. Pod taką kupą, bez dostępu słońca,  gnije trawnik. Co jest najwyraźniej najlepszym wytłumaczeniem, jako, że po liściastych opadach nie trzeba go kosić. Choć akurat koszenie to zdaje się ulubiona nocna czynność służb do spraw czystości miejskiej, czy jak im tam. U mnie super regularnie odbywało się koszenie  trawników, pod samymi oknami, między 2 a 3 w nocy. W dzień takiej pasji koszenia nie uświadczysz.
No ale nie ma co narzekać, jest jak jest. 
Potraktujmy sprawę liścia kreatywnie.




























"Jak jesienny błędny liść, takie jest życie człowieka. Nie wie skąd przyszedł, dokąd ma iść, i co go w życiu czeka.
Życie jak jesień...  coś w nim z blasków lata,  z uśmiechów słońca przez mgły i szarugi,  z złotawych blasków wśród szarego świata, z kwiatów, co nigdy nie kwitną raz drugi... "
(Marian Gawalewicz )
..................................................................................................................................
A tu rzeźbienie w liściu, bardzo przydatne hobby jesienne według hiszpańskiego artysty Lorenzo Durana (L)

























Może miejscy decydenci naoglądali się poniższych ekoreklam i myślą, że nawet jak liść zalega w stanie rozkładu na kurhaniku to nadal produkuje zbawczy tlen?




















A tutaj - żeby nie było, że nie jestem wszechstronna - o użytkowej stronie liścia wypowie się współczesny poeta pięści (nie pieśni - nie mylić)
http://www.pudelek.pl/artykul/41428/gdyby_zona_mnie_zdradzila_dostalaby_z_liscia/

Wrzucam tę perłę, jako że całkiem niedawno się dowiedziałam, co to dostać z liścia w ogóle znaczy. Mój przyrodniczy słownik taki ubogi. Prawie tak ubogi:

Pozostaje mi tylko życzyć szanownemu Państwu wielu elfickich promocji ;)

niedziela, 4 listopada 2012

Choroba wrzątkowa dwubiegunowa czyli dlaczego warto sprawdzać godziny od-do

Jak zwykle, tradycyjnie już na początku listopada, zamknięto mnie na cmentarzu, na który przybyłam w-godzinach-za-późnych. Optymistycznie wierząc, że cmentarz jest jak stacja benzynowa czynny całą dobę. Przynajmniej w tych dniach. A nie jest, believe me, nie jest. Niby nic, dużo światełek na około, więc strachu nie ma. Ale też wyniesienie naręcza doniczek z chryzantemami do domowego ogródka przestaje, w tak niefortunnym układzie zdarzeń, wchodzić w grę, niestety... ( Nie, żebym to planowała, no skąd  ;)
Kobieta sama siebie nie podejrzewa, w jakich okolicznościach może zacząć intensywnie pałać do osobnika męskiego w funkcji kościelnego. Który dzierży klucze do cmentarnej bramy. Zza której krat nam się przygląda jak małej małpce w Zoo. Która nie chce banana, chce wyjść, chce do żywych, do domowych pieleszy czym prędzej, już się naświętowała.
Oczywiście pada.
Wracam przemoczona. Od razu profilaktycznie wkładam stopy do wrzątku oraz zapodaję też sobie wrzątek od góry, wlewem doustnym. Bardzo to jest skuteczna antychorobowa terapia w moim przypadku. Tylko się zastanawiam, czy jak człowiek za często to stosuje, np codziennie to może jest to już jakoś nazywająca się jednostka chorobowa jednak. 
Choroba wrzątkowa dwubiegunowa zimowa, czy coś.
Ale co mi tam, ważne, że pomaga. Widać jestem zimnokrwista, co – jakby się zastanowić – bardzo pasuje do bladości mojej cery i tendencji do przedłużonego przesiadywania na cmentarzach.
K. mówi, że bez pudła potrafi zgadnąć, rozmawiając ze mną przez telefon, czy mam akurat stopy we wrzątku czy nie. Z taką umiejętnością to do FBI, mówię ja.

Na resztę jesieni przydałoby mi się coś takiego. Wesołego w kolorystyce i kontrowersyjnego w wymowie:




RainBurka by
 Roeland Otten

piątek, 9 grudnia 2011

Parasolkowo

Człowiek może i z liściem na głowie, ale parasolka przydatniejsza...

sobota, 22 października 2011

Jesienny Weltschmerz

Jest niefajnie. Jest źle. Jest mi zimno, ciągle bym spała i jestem marudna. Oczy mam jakieś mętne, zapuchnięte, muszę je obrysowywać czarną kredką przed wyjściem z domu, żeby ludzie wiedzieli w co patrzeć, jak ze mną rozmawiają. Zdolności umysłowo-skojarzeniowe bliskie zeru.
Muszę oddać 20 książek do biblioteki.























Nie pomagają nawet takie heroiczne filmiki z plumkającą muzą:



Gdzie padają słowa, że jesteśmy jakoby "adaptable species, capable of greatness".
I jeszcze epicki koniec: "How many rivers we have to cross to find our way?"
Sądząc po przeciętnym zanieczyszczeniu, najlepiej: none.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...