Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przesłania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przesłania. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 stycznia 2014

W szalonym cugu noworocznych postanowień


Nowy rok zastał mnie w rozkroku, jedna noga tam, druga tu, jedna na szpilce druga w gipsie. A iść trzeba, nie ma rady.
Anthony Burgess, autor Mechanicznej pomarańczy, powiedział kiedyś, że kto nie umie się zdecydować, kto nie umie dokonać wyboru, ten nie jest człowiekiem. Nie zapominajmy jednak, że ta arcywredna dziadyga nie była w takim multiroomie możliwości, jaki mamy obecnie.
Jeśli nadal nie dysponuję cyfrowym dyktafonem czy lustrzanką to tylko dlatego, że po wejściu w obszary stosownego marketu, nie tylko nie jestem w stanie wybrać czegokolwiek drogą dedukcji i redukcji (to nie jest post o tym, że i tak nie mam na takie hipsterskie luksacje piniędzy, przyp.tłum) ale pragnę jedynie panicznie spierdolić w domowe pielesze, na łono rozpadającego się laptopa, na którym właśnie.
Nie umiem dokonać wyboru czy ostatecznie chcę się bardziej sprofilować na rozbuchanego libertyna czy zacnego konserwatystę. Czytać więcej reportaży podróżniczych czy oglądać filmów dokumentalnych? Podpaski czy tampony? Zus czy Ofe? Związek pseudopartnerski czy singielstwo? Pisać więcej z myślą przewodnią i sensem czy mniej acz częściej z literówkami i bez pointy? Posprzątać czy ugotować? Umyć się czy być punktualnym? Eh.
Najwyraźniej nie jestem człowiekiem ;).

Ale nie o tym chciałam, tylko o starorocznych podsumowaniach. Każdy szanujący się bloger już zrobił stosowne noworoczne podsumowania. Czy to w kwestii najlepszych w 2013  książek, czy najbardziej kasowych filmów czy to najoryginalniejszych trendów marketingowych. Każdy parentingowiec zinwentaryzował najlepsze foty i odzywki dziatwy własnej, każda szafiarka najbardziej lajkowane outfity, każda kulinarka najmniej kaloryczne przystawki. Ja nie mogłam się zdecydować zatem nie zdążyłam. Bo w połowie stycznia, po 2/52 nowego roku mija sens na podsumowania - noworoczny statek życia już nabiera nowej wody na oceanie złudzeń (juhu, amigos, pretensjonalnie złota myśl do cytowania w przyautostradowych oberżach!). 
 Zatem nie o tym, tylko o noworocznych postanowieniach.
O dziwo, najczęstsze postanowienia wokół mnie nie są takie, by nie brać kredytów na 40 lat, nie siedzieć codziennie na fejsie i nie oglądać kotów na youtubie, nie wierzyć lisom w tivi tylko raczej dotyczą reinwentaryzacji tkanki cielesnej: W 2014 ‘rzucę palenie, schudnę i będę się więcej ruszać’ (przy czym drugie wynika z trzeciego a zarazem z pierwszego niemożność drugiego – truly dangereuses liaisons).

Co do siebie – będzie jak będzie, co do bloga to postanawiam wyciąć trochę blogowej tkanki tłuszczowej. 
Boziu, zaczynam bredzić jak Premier Tysiąclecia – tyle akapitów a nic z nich nie wynika. Co za DAR ;)
...
Żeby nie było goło to ugościmy kilku zmarłych celebrytów, którzy wypowiedzą się o życiu oraz ogólnie nas zmotywują. 
Oddaję głos do studia:

 * Mary cierpi na jakiś resentymentalny reset bądź Altzhaimera. Dla autorki dzieła, którego bohater drugoplanowy jest bądź co bądź kolażem, który nie staje się łabądziem, to nie najgorsze rozwiązanie.

* Nora twierdzi, że lepiej być w życiu heroiną niż ofiarą (nałogów chyba ;) (przyp.tłum)
*Cary Grant wielbi asbest, co nie jest dziwnym, zwłaszcza, że pochodził on ze wschodniego, robotniczego  Londynu a na przyjęcie potrafił wparować w szlafroku i pytać 'Where is my fish and chips?' czym robił olbrzymie wrażenie na holywódzkim establiszmencie. Gdyby dane mi były takie okoliczności robienia wrażenia, to na bank skorzystałabym z porad Carry'ego.
* Julia jak wiemy zajmowała się jedzeniem, a znajdywanie pasji w jedzeniu nie jest żadnym wyzwaniem. Znajdywanie śrutu w pasztecie - to może bardziej, ale to zdarzyło mi się tylko raz, dwadzieścia lat temu.
* Jakimż to darem jest rano wstawać i oddychać, myśleć, kochać... płacić Zus. A zresztą rano to się może wstawało w czasach Marka Aureliusza.
...
Dyskusja trwa, tymczasem ja oddalam się do spraw doczesnych. Ukłony.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Intymny świąd czyli zabiegi pielęgnacyjne na smutnym ciele i podupadłym duchu

Miałam wczoraj bardzo intensywne zabiegi kosmetyczne wykonane na twarzy przez pannę Pogodę. Najpierw był to peeling w postaci mini gradowych kuleczek, potem mikrodembrazja w postaci ostrzału (pod odpowiednio dopasowanym do porów skórnych kątem) ostrych lodowych igiełek. A na koniec kojący zabieg w postaci okładu z wilgotnych, ślamzyngowatych śnieżnych płatków, zasysających się jak glonojady. Wszystko w czasie jednego wyjścia. Miodzio. 

Tymczaesm na szyi zrobiła mi się jakaś nowa pręgo-zmarszcza, zupełnie jakby ktoś dusił mnie w nocy  recepturką. Nie wygląda to dobrze.
Wczoraj skończył się też ostatecznie biały barszcz świąteczny, robiony na zakwasie, który trzymał mnie przy życiu. Życie bez tego barszczu nie wydaje mi się już tak godne uwagi, mimo że był strasznie kwaśny, ten barszcz.
Mam ostatnio znaczny spadek formy. Wszystkiego czyli – bo nie jest tego aż tak dużo – ciała i umysłu. Nie chce mi się nawet pisać. Jedyne, na co mnie stać, to wrzucanie obrazków na fejsa. Kto by pomyślał.
Czytam teraz ‘Sztywniaka’ Mary Roach i muszę powiedzieć, że to idealnie dobrana lektura na taki czas kryzysu - te opisy, jakimż to procesom po śmierci ulega ciało człowieka. Bardzo to wszystko ciekawe, choć mam wrażenie, że do niektórych procesów mi niedaleko już teraz. Wczoraj przed snem zaliczyłam rozdział o awiacji nadoceanicznej i wypadaniu elementów ludzkich z rozpadniętego samolotu na 8 tysiącach kilometrów. Pomyślałam, że po czymś takim będę miała świetne, filmowe sny. Lubię sny o lataniu. Tymczasem śniła mi się dzika świnia w podziemnej jaskini. Doprawdy no, nie wiem gdzie składać w takim przypadku reklamacje...

Widziałam pełną różu reklamę na intymny świąd. A coś na jeszcze bardziej intymny świąd, taki metafizyczny? 
Mam nadzieję, że u was lepiej

No to teraz trochę porad na tę smutną porę autorstwa celebrytów. Wypowie się dziesięciu panów i jedna pani










niedziela, 25 grudnia 2011

O świętach słów kilka...


Hehe, u mnie było dość podobnie. Tylko, że jako dziecko wychowywane częściowo przez babcię, myślałam, że jestem Najświętszą Panienką ... ;)

poniedziałek, 21 listopada 2011

Obrazkowo, zimowo

Po 400 resetach kompa i 500 zdrowaśkch udało mi się w końcu zalogować (Haalleluja!)
Jestem tak zszokowana, że z tego wszystkiego nie wiem, co napisać...
I właśnie po to wymyślono obrazki.








piątek, 31 grudnia 2010

Na Nowy Rok

żeby było elektryzująco. I żeby wszystko udało się MI.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...