sobota, 27 września 2014

Talent, dziewczyna w seledynach i pan Fryderyk czyli co mi wpadło do ucha w weekend






















Rzeczy niezapisane znikają. Rzeczy zapisane też znikają, ale wolniej. W tempie adagio.
Wkrótce zniknie wizja młodej dziewczyny, fortepianu i Fryderyka. Jest wieczór, dziewczyna zasiada do fortepianu w celu odbycia na naszych oczach, choć głównie uszach, recitalu. Fryderyk w postaci nokturnów, etiud, polonezów i opusów wypełnia przestrzeń auli. Usadowieni goście słuchają w suchym skupieniu. Co do mnie, to czuję, że łza przewodniczka już mi się uformowała w kąciku oka i powoli zaczyna wędrówkę w dół twarzy. A za nią,  hop siup, cała wycieczka następnych. Niebezpiecznie trzęsą mi się też ramiona, jakbym fizycznie uczestniczyła w starciu z aktualnie brzmiącym allegretto. Mam, wykadrowany przez ogarniturowane i ukrzesełkowione ciała w poprzednich rzędach, widok na pianistkę. Dziewczyna ze znawstwem pieści klawisze. Od czasu do czasu rumieni się na odsłoniętym przez krój wieczorowej sukni karku i uważam to za absolutnie fascynujące. Jest to widok bardzo intymny, zmysłowy, czuję się jak podglądaczka. Potem wykona taki gest ręką, taki gest, no nie wiem, uznałaby to za gest zmanierowany jakiś, nieprzystający do jej świeżości i talentu, ale znajomy siedzący z drugiej strony sali i mający widok na inny kadr zdarzeń, powie mi potem, że tym gestem otarła sobie łzę. 
Ach tak. 
Zatem trzeba mieć opracowany taki elegancki gest na wypadek niesfornej łzy. Ja po prostu wpycham paluchy do oczu i brutalnie czopuję kąciki, bo jeśli pozwolę się rozwinąć temu wzruszeniu muzycznemu, to niechybnie będę miała potrzebę głośno załkać i się wysmarkać. 
A to nie wchodzi w grę ;)
Choć marzy mi jeden taki koncert z udziałem publiczności, gdzie zamiast instrumentów dętych smarkowe partie zapewniliby wzruszeni widzowie ;)
Już o tym pisałam kiedyś [klik]

Myślę, że jeśli nie uczestniczymy w takim muzycznym porno, jeśli raz na jakiś czas nie możemy na żywo obejrzeć i posłuchać jak dziewczyna kocha się z fortepianem, to bardzo zubaża nasze życie.

Dlatego bardzo was zachęcam, żeby choć w tę ostatnią niedzielę września pójść do Łazienek na koncert pod pomnikiem Chopina. Albo do Archikatedry – posłuchać jaka para tkwi w organach. Albo nawet szarpnąć się na bilet do filharmonii.
Ale najpierw chlapnąć sobie pół litra mineralnej, żeby się nie odwodnić ;)


A teraz zinwentaryzujemy trio dizajnerskich fortepianów.

Roland, model Whaletone (polskiego projektanta Roberta Majkuta)
*(Czy ktoś mógłby zrobić remake "Fortepianu" z tym modelem? Wtedy scena zatopienia fortepianu w oceanie przez główną bohaterkę miałaby większy sens ;)
Schimmel, model Pegasus
 Kawai, model Crystal Grand Piano


To trochę jak z łodziami – włókna węglowe, pleksy i  laminaty wypierają drewno i czuły dotyk rzemieślnika z dziada pradziada a człowiek i tak bardziej ceni klasykę. Czyż nie? Dawać mi na salę kogoś, kto powie, że jednak tak ;)

Jest wrzesień, miesiąc w którym częściej niż zwykle ogrzewam się weekendowymi wieczorami przy ognisku, paląc stare wydania Przeglądów technicznych i – Boże przebacz - Przekrojów. I tak się zastanawiam czy dałoby się to hobby połączyć z pasją do muzyki klasycznej?
Do głowy przychodzi performance japońskiego pianisty Yosuke Yamashita, który na plaży w Shiga w 2008 (a wcześniej i w 1973 roku ) bardzo ocieplił wizerunek fortepianowego recitalu oraz zainteresował grupy zawodowe tradycyjnie mniej  kojarzone z tym rodzajem kulturalnego uwznioślenie, a bardziej z potańcówkami w remizie ;)


Poniżej zaś, w bonusie, inwentaryzacja serii cudownych reklam Berlińskiej Filharmonii, dzięki którym możemy zwiedzić wnętrza instrumentów. 

(foto: Bjoern Ewers)





No serce rośnie! I płonie ;)

17 komentarzy:

  1. To fortepian może tak wyglądać ?!?! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi ci o orkę czy pegaza? ;)
      Na tym trochę polega dizajn: zrobić tak, by nie wyglądało na historyczny pierwowzór.

      Usuń
  2. Pięknie opisałaś te wzruszenia i cudnie zachęciłaś mnie do przeżyć, obym tylko znalazła na nie czas....
    I cudowne plakaty na deser.
    Jak zwykle wysmakowany post!
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plakaty cudne, prawdaż. Melasa z klasy :)
      Może skorzystasz z ich repertuaru jak będziesz w Niemcach.

      Usuń
  3. Eeeee, to już czas na Konkurs Chopinowski???
    Bo ja cały czas jestem w epoce Ivo Pogorelica ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sławny Ivo, w kamizelce z ortalionu, trzymajacy ręce, jakby suszył paznokcie. Tak go zapamiętałem. Boże, jacy my już jesteśmy starzy!

      Usuń
    2. Eeee... to ten z pieskiem?

      http://www.newnotizie.it/2011/04/dopo-14-milioni-di-visualizzazioni-ivo-pogorelich-torna-a-firenze/pogorelich/

      Usuń
    3. Bardziej z fortepianem:
      https://www.google.pl/search?q=ivo+pogorelic+Warszaawa&biw=1366&bih=647&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=nO4nVPSzNofiywP074DAAQ&ved=0CAcQ_AUoAg#facrc=_&imgdii=_&imgrc=C0Wq00nQ23YyMM%253A%3BEYLG5sDpH8wJQM%3Bhttp%253A%252F%252Fs.v3.tvp.pl%252Fimages%252Fc%252Fc%252Ff%252Fuid_ccf95d3956efd750bcc62120f804f2411261136235270_width_306_play_0_pos_3_gs_0.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fwww.tvp.pl%252Fkultura%252F-muzyka%252Fchopin%252Fxvi-konkurs-chopinowski%252Fwielkie-osobowosci%252Fivo-pogorelic-buntownik-nie-bez-powodu%252F1161610%3B306%3B204

      Ach, co to był za skandal i artystyczny i obyczajowy! Związał się ze starszą od siebie kobietą, która była jego opiekunem artystycznym... Normalnie szOOk.
      Zerknęłam do wiki i okazuje się, że obchodzimy urodziny z Ivo tego samego dnia, hyhy ;)

      Usuń
  4. No nie, żebym się wzruszał dźwiękami nadawanymi z fortepianina, to nie powiem. Aż takiej wyobraźni nie mam. Fortepian to instrument dość nudny, jakkolwiek ciekawszy brzmieniowo niż drumla, na przykład. Chyba, że grał Erroll Garner albo Oscar Peterson. Oni wiedzieli co zrobić z klawiszami. Wzrusza to mnie piosenka Friends Will Be Friends pana Queena. To jest brzmienie szarpiące bebechy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Queen - wiadomo.

      Po tym całym sportowym incydencie z wuwuzelą proszę nie obrażać drumli ;)

      Co do wzruszu to zaczynam podejrzewać że to jakiś objaw neurologiczny jest ;), że wciśnięcie określonego układu klawiszy mnie odwadnia. Jednakowoż nie pójdę z tym do NFZ - tu, hyhy.

      Usuń
    2. Ivo jakiego pamiętam miał bujny włos na głowie a pieska to nie wiem, wtedy chyba nie. Gwiazdorzył, chociaż wtedy nie używano tego słowa.

      Do NFZ-u nie idź. Usłyszysz, że zapisy są na koncert w 2016.

      Usuń
  5. Grzywiasty Iwo utkwił wszystkim starszym rocznikom w pamięci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczułam się dzięki temu młodo i rześko, dziękuję :)

      Usuń
  6. Najbardziej wzruszam się, gdy słyszę najcudowniejszy instrument, jaki natura stworzyła, czyli głos ludzki... A gdy ten głos jeszcze korzysta z obecności innych głosów i składa się w chór jakowyś, to z moich oczu wydobywa się tropikalna ulewa. A gdy ten chór jeszcze jest np chórem niewolników z Nabucco, to ja już nawet nie muszę tego słyszeć, żeby natychmiast potrzebować chusteczki do nosa... Chlip... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Va, pensiero? Szarpie bebechy, oj szarpie!

      Usuń
  7. Dobrze, że przeczytałam całość, bo już myślałam, że te niemieckie plakaty reklamują kawowe produkty, cudownosci. Zdjęcia fortepianów niesamowite, jednak żyję w niewiedzy jaki ten świat jest zaskakujący, dzięki za douczanie, czytam każdy odcinek :-)

    OdpowiedzUsuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...