wtorek, 22 września 2015

Dzisiaj uczniem, jutro korpowyrobnikiem. Spec od autorytetów w szkolnictwie oraz inwentaryzacja szkolnej tablicy.

Co poniektórzy (dzieciaci)  trzydziestolatkowie otworzyli właśnie nowy rozdział interpretacyjny września. SZKOLNY.

Np moje rówieśniczki w tym roku szkolnym podzieliły się na dwie grupy: jedne szybko i asertywnie załatwiły szkolne odroczenie swoim sześciolatkom. Druga grupa powiedziała sobie dziarsko "Oj tam oj tam" i teraz spędza wieczory pełne krwi, łez i bezglutenowych chrupków nad hektarami szlaczków i ćwiczeń domowych (relacje z pierwszej, pokrytej odciskami, ręki!)

Mamy dopiero połowę pierwszego miesiąca, a już można zwiędnąć z wysiłku by edukacyjnie pociechę swą ustabilizować, doprawiwszy ją jeszcze zajęciami pozaszkolnymi w rodzaju dżuda, zuchów, chóru i języków obcych. Bez opanowanego jeszcze alfabetu. Tymczasem (jak powiedziało mi radio) w gimnazjach  i liceach rocznie odbywają się ponoć 4 godziny zajęć, zwanych szumnie 'doradztwem zawodowym', co może, ale raczej nie naprawi sytuacji pokolenia, które będzie nam musiało zafundować te symboliczne 300 zł emerytury na łebka.
Niestety brak zajęć w rodzaju:
- 'Jak nie oszaleć w korporacyjnych kazamatach',
- 'Jak przeżyć życie na umowie o dzieło' czy
- 'Plusy dodatnie czterdziestoletniej hipoteki - pokoloruj szlaczek'.

Chwilowo opuszczam wzrok ode nieboskłonu (kolejny superksiężyc 28 IX nad ranem zafunduje nam zaćmienie) by poobserwować ten nieznany pedagogiczny kosmos.


A teraz poniżej w temacie edukacji wypowie się specjalista.
Rozmowa ze światowej sławy pedagogiem i terapeutą Jesperem Juulem [klik]
Całość pod linkiem, u mnie fragmentarycznie. No to posłuchajmy:
"Nauczyciele, uczniowie i rodzice powinni razem wyjść na ulicę i zaprotestować przeciwko obecnemu systemowi szkolnemu. Jeśli kiedyś do tego dojdzie, wstanę i pójdę razem z nimi? - napisał pan kiedyś. To nadal aktualne?

W wielu krajach, niestety, tak. Sytuacja jest dramatyczna m.in. w Niemczech, w Austrii, we Francji, w Polsce, z tego, co słyszę, również. I wymaga radykalnej zmiany, bo ten system, który jest, nikomu już nie służy. Ani dzieciom, ani nauczycielom, ani rodzicom.Ten opresyjny i przestarzały pomysł na edukację jest oparty na hierarchii, władzy i bezwzględnym posłuszeństwie. Wymyślono go po to, żeby dostarczyć państwu uległych obywateli, którzy będą karnie wykonywać polecenia w halach fabrycznych, ale czasy się zmieniły.   
Zamiast fabryk mamy korporacje.  

I te korporacje dzisiaj nie chcą już posłusznych wykonawców rozkazów, tylko ludzi z inwencją, którzy potrafią myśleć nieszablonowo i samodzielnie podejmować decyzje."





















Boże, spuść zasłonę miłosierdzia nad ludźmi, którzy nie wiedzą, co mówią. "Korporacje dzisiaj nie chcą już posłusznych wykonawców rozkazów, tylko ludzi z inwencją". Panu Jesperowi pracownicy korporacji pomylili się najwyraźniej z delfinami, od których wymaga się nieszablonowej, samodzielnej inwencji w wykonywaniu wyskoków z półobrotem z basenu przed oszołomioną publiką w delfinarium w niedzielny poranek. Oh, wait, to chyba też zły przykład. No ale czy ja twierdzę, że jestem specjalistą od naprawy edukacji? Natomiast Jesper, który w trybie pilnym powinien się zająć wyplataniem wiklinowych koszyków w jakiejś samotni (zamiast andronów na forum publicznym) już tak.

"Co jeszcze uległo zmianie? 

Sposób, w jaki rodzice odnoszą się do dzieci. Coraz częściej mają z nimi autentyczny, a nie pozorny kontakt. Zmieniły się też same dzieci, które - podobnie jak 30-40 lat temu kobiety - domagają się swoich praw do głosu, szacunku, decydowania o tym, co dla nich ważne. To oczywiście budzi sprzeciw i opór, tak jak budziło, kiedy kobiety się emancypowały, bo nikt, kto ma władzę, nie lubi się nią dzielić. Szkoła więc dalej obstaje przy swoim. Udaje, że to wszystko się nie dzieje. Nadal przypomina fabrykę z czasów industrializacji. I w takim wydaniu jest toksyczna."

Vivat rodzice, którzy mają ze swoimi pociechami autentyczny, a nie pozorny KONTAKT - to przyszło NIEDAWNO i niespodziewanie, zupełnie jak moda na jedzenie sałatek warzywnych zamiast smażonych buraczków (zwłaszcza w szkolnych stołówkach). Bo jeszcze w takich np czasach antycznych dzieci się od razu po urodzeniu zrzucało ze skały (kontakt pozorny). A w XIX, w dobie galopującej industrializacji, dzieci w wieku szkolnym wrzucało się do kopalni (kontaktowy pozór). Tak więc jest lepiej.


Porównania dzieci do emancypujących się kobiet nawet nie umiem skomentować, ale SKORO z biologi wynika, że te pierwsze wychodzą z wrzaskiem z tych drugich... no to jest to intelektualnie i społecznie uprawnione. Charaszo, doprawdyż.
"To widać w wielu krajach - co rząd, to nowy pomysł na edukację. Jednego dnia nauczyciele są przedstawiani jako bohaterowie, innego są kozłami ofiarnymi, w zależności od politycznego widzimisię. I dopóki rodzice i nauczyciele biorą się za łby i obwiniają się nawzajem, politycy mogą spać spokojnie.   

Dlaczego?  

Bo w ten sposób nie muszą się zajmować tym, czym powinni, czyli pracą nad spójną wizją edukacji. "Jaki jest nasz cel pedagogiczny?", "Jakich obywateli chcemy wykształcić?", "Posłusznych wykonawców czy ludzi krytycznych, kreatywnych, odpowiedzialnych za siebie?", "Zdrowych psychicznie, z poczuciem własnej wartości i kompetencjami do budowania relacji czy niepewnych i niezdolnych do empatii i współpracy?". Ministerstwo Edukacji w Polsce powinno mieć taką wizję. Ma ją?  Obserwując to, co się dzieje w ciągu ostatnich kilkunastu lat, mam wiele wątpliwości.  Kiedy brakuje wizji, w jej miejsce wchodzi biurokracja, kontrola, sankcje, całe to g... Dlatego trzeba uświadomić władzom, jak bardzo szkoła potrzebuje reform."

Jakież to cyniczne sugerować, że jakikolwiek rząd myśli o ludziach jako o obywatelach, a nie niewolniczych wyrobnikach, ciągle sprawiających problemy swoimi roszczeniowymi chętkami do socjalu, mieszkalnictwa i ogólnie godnego życia. Zdrowie psychiczne bez tych podstaw zdaje się trudno osiągalnym luksusem. A jeszcze w tym sorry-klimacie próbować jakoś sensownie wychować małego człowieka zdaje mi się istnym  heroizmem. Zwłaszcza CUDZEGO małego człowieka.

"Ja z kolei często słyszę od nauczycieli, że dzisiejsi rodzice są "roszczeniowi".

Nauczyciele z kolei często obwiniają rodziców o to, że źle wychowują dzieci, że nie uczą ich szacunku dla autorytetów, ale nie rozumieją, że budowanie autorytetu tylko i wyłącznie na funkcji, którą pełnią, za pomocą kar i gróźb to pieśń przeszłości. Dzisiejsze dzieci rzeczywiście nie mają szacunku dla takiego rodzaju autorytetu. Będą go za to mieć dla kogoś, kto ma autorytet osobisty.  

Na czym polega różnica?  

Autorytet osobisty bierze się z poczucia własnej wartości, a nie z władzy wynikającej z zajmowanego stanowiska. Jeśli znasz siebie dobrze, lubisz siebie (w miarę), znasz swoje mocne strony, ale też umiesz przyznać się do porażki czy że czegoś nie potrafisz - zdobędziesz uznanie dziecka. Jeśli umiesz określić swoje granice i potrzeby, ale też szanujesz cudze - zdobędziesz uznanie dziecka. Jeśli będziesz słuchał uważnie, co do ciebie mówi, i traktował je jak partnera, ale jednocześnie weźmiesz odpowiedzialność za jakość relacji z nim - będzie cię szanować za to, kim jesteś, a nie za to, w jaki sposób potrafisz je ukarać."
Im jestem starsza tym bardziej przekonana, że dzieci nie znają w ogóle słowa autorytet. Może intuicyjnie, jeśli do zbioru tegoż kwalifikuje się (oprócz, powiedzmy, Batmana) np rodzic. Ale filozofii traktowania dziecka jak równorzędnego partnera, któremu na chilloucie przyznajemy się do każdego błędu i porażki jakoś nie mogę zaakceptować. Oczywiście jednocześnie dziękując losowi, że ten przywilej spotkał kobiety ;)


Ogólnie mister Juul ma kilka niezłych spostrzeżeń (choćby o szkole jako miejscu odpowiedzialnym za rozwój psychospołeczny dziecka) ale co z tego, skoro na początku się kompromituje, najwyraźniej nie wiedząc dokładnie, czym w istocie jest jest neoliberalny kapitalizm, do którego trafią w przyszłości absolwenci. Ale może właśnie takie osoby mogą szczerze wierzyć w empatię i kreatywność w szkole .

A teraz  wisienka reklamy społecznej czyli o szkolnej fali (mówi się tak, czy to tylko wojskowe zjawisko?). Nie dręcz, albowiem w przyszłości twe szkolne ofiary mogą ci zaszefować nie podpisując z tobą umowy o pracę (zupełnie jakby miały zamiar podpisać w innym przypadku, meh)



No to teraz ZINWENTARYZUJEMY SZKOLNĄ TABLICĘ:






(To ostatnie tak, wiem, że znane i oklepane, ale mam sentyment, bo kto dziś na pochodach niósłby tablicę?A nie baner albo tableta, meh)

A co do Łęckiej, to ktoś się nie zgadza? ;)


22 komentarze:

  1. Szkoła jest od szkolenia. Uczyć się można na uczelniach. To chyba jasne?! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma jak pajda zdrowego, chłopskiego rozsądku ;)

      Usuń
  2. Spróbuję skomentować porównanie dzieci do emancypujących się kobiet. Osobnik Jesper Juul chyba widział dzieci palące staniki, co może świadczyć o halucynacjach i tłumaczy jego wynurzenia. Szkoda słów.

    Jak zwykle przecudna galeria obrazów. Tylko ten film o fali koszmarny.

    A, jeszcze o Łęckiej. Dziwka? No nie wiem. Głupia pinda po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi kobietami palącymi staniki to też mit, nie pomnę już czy nie mający w ogóle miejsca czy zaaranżowany przez jakiegoś fotoreportera jednostkowo, który urósł do miana symbolu. W każdym razie prawdziwe emancypantki palą raczej papierosy ;)

      Usuń
  3. Mam wokół siebie kilkoro, już dorosłych obecnie, dzieci wychowywanych bezstresowo (pamiętacie? była kiedyś taka moda i Juul trąci tym samym). Wszyscy zgodnie twierdzą, że zrobiono im krzywdę ponieważ czego nie nauczył dom i szkoła, tego nauczyło życie. A jak wiadomo lekcje od życia są bolesne. Wszyscy zgodnie deklarują, że swoje dzieci będą wychowywali stresowo ;) Dlatego te dorosłe dzisiaj dzieci są dla mnie większymi autorytetami w kwestii wychowania i edukacji niż Jasper Juul

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzywdzenie doraźnymi modami, si. Rodzicielska intuicja, obejmująca min. pewną dozę 'stresu' w wychowaniu ma dłuższy staż niż ostatnie 'wynalazki', zatem...

      Usuń
  4. Nie znosiłem i zawsze nie będę znosił szkoły. Ale te rady brzmią jak utopijne bajdurzenie - pełne dobrych intencji, ale oderwane od życia i rzeczywistości, jak Szanowna Autorka zauważyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to jednak niesamowite, ze dorosły facet może w to wierzyć i na poważnie głosić te farmazony. Zgadzamy się, że pełne dobrych intencji.
      Wygląda na to, ze we współczesnej psychologii powiewanie dobrymi intencjami jak chorągiewką jest wystarczające.

      Usuń
  5. Chciałam napisać coś o tych najzdolniejszych sześciolatkach, co to nie chcą iść do szkoły, jak ich rówieśnicy na zachodzie, ale odpuszczam... to mnie nie dotyczy. Mój syn studiuje, i tutaj od razu masz pracę w microsofcie, albo innej koropracji, tylko musisz powiedzieć, że się zgadzasz pracować 30 euro na gdzinę, albo być freelancerem i zarabić w tydzień 5 tys jurasków, a przez kolejne miesiące nic, no wybór zawsze jest po Twojej stronie. Tyle że nie po uczelni w Polsce, bo i przepaść językowa i wiele innych czynników. Taki świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łęcka dziwka? Ktoś z nią spał i wie?

      Usuń
    2. No i otóż to- brak wyboru to domena niewolnictwa ekonomicznego. Przez porównania rynkowe doszłybyśmy do bardzo smutnych wniosków, zatem skupmy się na Izabelli: dziwka w tym sensie, że w sposób bezrefleksyjny i anowoczesny gardziła klasowymi podziałami. Dzisiaj by pewnie nie chciała uchodźców ;)

      Usuń
    3. Możliwe, że efekt histerii i moralizatorstwa, tego ciągłego wyższościowego pouczania i bezdusznego wykorzystywania sytuacji stawiałby Izabelę w jaskrawym świetle. W efekcie pewnie przekroczyłaby pewne granice w dyskusji, opartej na braku szacunku i podnosząc ciśnienie interlokutorowi, który nazwałby ją dziwką. Tak myślę :P

      Usuń
    4. Gdyż niestety dzisiejsze wyklikiwanie swoich poglądów uprawia się BEZ rękawiczek ;)

      Usuń
  6. Otóż i zgodzę się z Tobą i nie zgodzę. Pan Juul o tyle ma rację z korporacjami, że jak one przyjmują nowego, to właśnie takie mają oczekiwania i tak mu każą działać. Od razu skok na dużą wodę, i męcz się tu człowieku z takim "bąblem" co to z nim wiadomo co i sam nie wie co. Ale później owszem, pod linijkę i same sztywne procedury, aż się oczy przeciera w jakim to kierunku idzie. (Na pewno nie najlepszym).
    Gdybyż, ach gdybyż, taka dajmy na to korpo na A (i inne) już w swym przedszkolu (wcale nie przyszłości, bo ma!) wprowadzała 3 latkom mobilne interfejsy, zabawy w zarząd, mini-rekrutacje, przetargi na kopro-autka, kup teraz, zgłoś reklamację bez chamstwa, sesyjki z infoliniijki itp. to można by powiedzieć ze szkolnictwo/edukacja zaczyna się dostosowywać do potrzeb rynku pracy. Ale tak? Panie, szkoła zawsze była w tyle za praktyką w zawodzie. Nikt jeszcze chyba niczego się nie nauczył w szkole, co PRAKTYCZNIE przydałoby mu się pierwszego i kolejnego dnia w pracy. Ale może to lepiej?
    Co do reszty, to bardzo ciekawy artykuł.
    Wpis również :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoła ma nas winkrustować w jakąś konkretną kulturę, a nie w nie mniej konkretnym korpobiznes. I oby się to nie zmieniło. A taka np matematyka z posypką z fizyki to w ogóle jest język międzynarodowy a nawet, prawdopodobnie, międzygalaktyczny. Co mi przypomniało badania nad niesamowitymi zdolnościami matematycznymi u dzieci w wieku przedszkolnym, które w trakcie procesu edukacyjnego zanikają (zdolności, nie dzieci, bu ;)

      A o potwornych praktykach w korpo to nie ja się powinnam wypowiadać.

      Usuń
  7. O. Fajnie tu. :)
    Pan Juul rzeczywiście sprawia wrażenie oderwanego od rzeczywistości.
    Ja zaczynam przygodę ze szkołą - jako mama pierwszoklasisty. Trochę przerażająca perspektywa.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojojoj. No to powodzenia.
      Ciekawe jakie będziesz miała refleksje, debiutantko ;)

      Usuń
  8. Wpadam z rewizytą i napotykam również temat szkolny. Dziękuję za wizytę i pozostawiony u mnie komentarz.
    Proszę sobie wyobrazić że u siebie miałem dodać do tekstu zdjęcie pewnego cytatu z gazety, który głosił:
    Problem najpoważniejszy tkwi nie w uczelniach, lecz w szkołach. To one zabijają myślenie, g ratyfikują bierność, autorytaryzm, stadność... Wygrał Kipling ze swymi sługami. Zastanawiam, się jak by brzmiał Twój komentarz przy powyższym cytacie jako myśli przewodniej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia jakby brzmiał, bo już mi temat wybrzmiał - zbytnio to frustrujące moją bezdzietną wrażliwość ;) Pewnie bym się zgodziła, zwłaszcza na ratyfikowanie bierności...

      Tymczasem przytoczmy tu rwspomnianego autora coby sobie zapamiętać i utrwalić, bądź też zapoznać się:
      "Sześciu uczciwych miałem sług, zawdzięczam im wszystko, co wiem. Imiona ich brzmią: Co i Jak, Dlaczego, Kiedy, Kto i Gdzie." – Rudyard Kipling.

      Usuń
  9. Cóż...6 latki do szkoły? Moje dziecko nawet w wieku 7 lat się do tego nie nadawało, ale kto by tam słuchał rodzica. Efektem zmuszenia go do nauki było kilka tomów zeszytów uwag.Ale tak naprawde, to zdziwił się na studiach. Okazało się, ze tam tez lepiej nie zadawac pytan, fajnie, ze to juz nie moja bajka:-uffff

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie tendencje europejskie są takie, że nikt rodzica nie słucha - czasem łącznie z dzieckiem, które nie słucha się. Obowiązek programowy wygrywa chyba nawet z ewolucją ;)

      Natomiast co do reszty zawiłości życia to zawsze lepiej udzielać odpowiedzi niż zadawać pytania, przeca.W wersji perwersyjnej: mieć pakiet gotowych odpowiedzi nawet gdy nie pada pytanie, ha.

      Życzę ci wielu innych bajek zatem.

      Usuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...