wtorek, 6 maja 2014

Zamek na łonie. Eko-floresy czyli co ma do zaoferowania las na majówce

Majówka była wprost nieziemska – to przytyk do wilgotnego faktu, że wszystko mianowicie tonęło w wodzie, strugami z nieba lecącej. 
No ale kogo by to zraziło, bo nie nas.
Potem niestety przyjechała straż leśna, by uznać nasze praktyki za niestosownie animofilne oraz lokalny oddział towarzystwa przyjaciół zwierząt, dowiedzieć się, skąd też mieliśmy użytkowane w celach zabawowych, czapki zwierzęce. Powołaliśmy się na piątą poprawkę i zażądaliśmy papugi ;). Lokalny oddział emerytek na pieszej wycieczce pikietował dopóki się nie ubraliśmy. Lokalny oddział pieszych emerytów schował nam ubrania i piknikował w najlepsze. Gender ma przed sobą jeszcze długą jak broda drogę, ha. 

Z punktu widzenia tradycji wyprzedziliśmy nieco okazję, bo najodpowiedniejsza by była chyba na te harce noc kupały.  No ale kogo by okazja wyprzedziła, jak nie nas.
Nie mniej, mimo przeciwności lasu i kłód rzucanych pode gołe nogi, udało się nam wprzódy zapchać instagramy eko-pornografią, zatem wyjazd uważa się za owocny.
Mówiłam do was ja, chwilowo nawrócona na zielone hipsterstwo, Krotochwila. 
Kłaniam wylewnie.
A teraz przejdźmy do dokumentacji.

Nie obyło się bez romansów z autochtonami...


Dieta złożona głównie z grzybów i jagód spowodowała czułość do drzew ("jaka ta kora mięciutka mmm") i ubrań bibilijnych (w pierwszych rozdziałach)


I nic innego jak nieochrzczona chlorem woda z sadzawki spowodowała tego strasznego, porannego kaca!
















Trzymaliśmy jednak eko-fason i styl: czesanie jeżem, pranie szopem, opaski z węża, wiadomo.


W grę wchodziły też eko zabiegi kosmetyczne - np jedna wczasowiczka  miała przed wyjazdem na policzku myszkę - a po wyjeździe już nie ;)



Robiliśmy też sesje czym las bogaty: w grę wchodziły porzucone sprzęty AGD, wanny, łóżka, meblościanki - wiadomo.
Niestety koniec był przewidywalny.
Nie pomogło cytowanie Thoreau ani starożytna sztuka kamuflażu...





















i zostaliśmy przez leśników zamknięci za zakłócanie porządku, straszenie fauny i traumatyzowanie flory.

A teraz mnie, mamuniu, wszystko boli i muszę się chyba wysmarować końską maścią rozgrzewającą, błe. 
A w poniedziałek - do roboty, wiadomo.

..................................................................................................
W programie wykorzystano zdjęcia:
Julii Fullerton-Batten, Kateriny Plotnikovej, Jana Duriny, Nicole Dextras
..................................................................................................
Z okazji cyklicznej zabawy u Szeptów w metrze, będzie można pod koniec miesiąca oddać na powyższą  naturę głos, o czym tradycyjnie zapomnę przypomnieć.

23 komentarze:

  1. Moja Ty moja niuniuniu! :))))))))))))))
    Ale dlaczego mnie u licha nie zabrałaś na te majówkę?!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym był młodzieżą, to bym powiedział, że było epicko, ale że nie jestem, to powiem, że chyba ktoś tu zbierał grzybki halucynogenne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na rany lasu! już słyszę to łkanie mchu i paproci!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rusałki roztomiłe! Aleście cudne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, deklamowaliśmy Sen nocy letniej, wiadomo ;)

      Usuń
  5. lubię Twoje refleksje i zieloności, nawet gołodupczynie są niezłe... chociaż na kacu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam się podzielić tym, co tam słychać w europejskiej fotografii dziczy. Refleksje tak dla kurażu ;)

      Usuń
  6. Inwentaryzacja, niepotrzebnie robiłaś te głębokie wdechy! Hiperwentylacja Inwentaryzacji... To się musiało tak skończyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego, Kalino, dla znajomych to jestem Krotochwila.
      Hiperwentylowanie 14 liter Inwentaryzacji to naddatek łaski i obciążenie dla opłucnej ;)

      Usuń
  7. Wow! Ale majówka! Ale majówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No epicka.
      Skoro Ove porzucił ten określnik to możemy go zrecyclingować w celu podsumowania.

      Usuń
  8. Anonimowy08 maja, 2014

    zdjęcia - niesamowite!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Si, zwłaszcza kocham te chaszcze Jana Duriny ;)

      Usuń
  9. Pieknie ..... !
    smardze powiadasz..?

    OdpowiedzUsuń
  10. Smardze się rozjechały po wardze:)) Ale zastanawiałam się jak bardzo trzeba być gruboskórnym, żeby tak gołą d. po nieheblowanej desce? A w tym zielonym bajorku to pewnie pijawki wypasione jak rekiny. No i kleszcze, kleszcze pewnie wielkie jak klipsy. A od tego kamienia to można wilka złapać i potem potrząsać czerwonymi koralami jak indor. Strasznie niehigieniczna ta natura, i taka bolesna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siadanie na smardzach niehigieniczne, fuj, jak i cała natura, fakt.
      Klipsy z kleszczy rozważam ;)

      Usuń
  11. Anonimowy11 maja, 2014

    Majówka w lesie= stada wyposzczonych komarzyc, zwłaszcza w pobliżu bagien tudzież innych podmokrzyzn... Się rodzinnie wybraliśmy owego czasu w one miejsca. Cholerny dyskomfort, zwłaszcza, gdy się wędruje w mężowym moro w celach zabezpieczenia przed pogryzieniami... ale jakie zdjęcia były efektem- cudo!- się męża talentem pochwalę ;)

    Pozdrawiam, Wiola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda matka nakarmić dzieci musi - komarzyca też, cóż.
      Zabezpieczać się trzeba, jak na golasa, to chyba fluidem jakimś twarzowym, przeterminowanym ;)

      Usuń
  12. Czyli jednak SZOPIARKI, nie szafiarki :-)

    OdpowiedzUsuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...