niedziela, 13 stycznia 2013

O czynieniu dobra z kanapy czyli mała cegiełka do dyskusji o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy

Są takie świętości, na które ręki podnieść nie można. O których złego słowa powiedzieć nie wypada. Których lepiej nie tykać, no chyba tylko, żeby z mniejszego cokołu na większy, okazalszy przestawić. Przetrzeć i polakierować, kwiatkami umaić.
Taką świętością nie jest żadna osoba żywa i umarła, każda bowiem osoba ma jakąś teczkę, kryptonim jakiś kompromitujący, jakąś przeszłość, bagaż decyzji podważalnych wielce.
Taką świętością nie jest religia i jej pierwszy chłopiec do bicia czyli kościół.  
Taką świętością nie też żadna instytucja państwowa ani też ojczyzna sama w sobie, o boże jak my jesteśmy zmęczeni tymi samolotami spadającymi, tymi marszami nazistowskimi, nieprawdaż.
Taką świętością jest natomiast Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
To jedna ze świętości, za których krytykę idzie się do towarzyskiej izolatki, posądzonym będąc o prawicowość, kościelność, wstecznictwo i ogólną bezsercowość.
Tymczasem chodzić może po prostu o ZDROWY ROZSĄDEK. Tak, nadal zdrowy.


Nie, nie chodzi o to, że ludziom się NAPRAWDĘ wydaje, że robią coś dobrego wrzucając do puszki z serduchem piątaka – mało tego, niektórym się wydaje, iż sam już fakt poparcia i pochwalenia inicjatywy owsiakowej bez ruszania się z kanapy przyczynia do polepszenia stanu rzeczy oraz świata. Takoż jak i wysłanie smsa o treści „Pomoc” na numer fundacji ze słoneczkiem przed świętami. 

Nie chodzi też o to, ze się przy okazji promują wszelkie celebryty, rzucając na aukcje jakieś stare piłki, jakieś szmaty do kupienia przez gawiedź, zamiast wpłacić równowartość pensji za jeden odcinek jakiegoś Tańca na lodzie, na wodzie lub na innym gównie. Bo kto by nie chciał się w mediach wypromować za darmo, jeśli można. 

Nie o to, że koszt działania fundacji sięga 40% zebranych funduszy  - kto choć raz pracował przy dowolnym festiwalu trwającym raz w roku przez marne dwa tygodnie ten wie, że biuro festiwalowe działa cały rok, organizując, planując, zapewniając i potwierdzając i to są, proszę państwa, koszta. Nie wczoraj wymyślono termin „wrzucić w koszta” i nie od wczoraj się wrzuca.

Nie chodzi o źle dobrany ‘przedmiot’ pomocy – dzieci to jest temat słodki, nośny i za serce chwytający, dziecko wspomóc rzecz wspaniała – oczywiście dziecko takie, co je urodzić matka chciała, gdyż nie krzyżowało jej to życiowych szyków oraz prawa do decydowania o własnym ciele. No i doszli w tym roku seniorzy – w reklamówce uosabiani przez dziarską (na oko) sześćdziesięciolatkę o czerwonych ustach, co mi się wydaje trochę dziwne, bo taka to jeszcze pracuje zawodowo, obowiązek ma taki, znaczy się pensję pobiera, znaczy się po co ją wspierać? No ale zacnie, zacnie. Bardzo popieram ten zoom na seniorów, chwyta mnie to jeszcze bardziej niż juniorzy. Więc nie o to.

Chodzi o to co dalej, po całym tym szale, serc wzniesieniu, piniędzów zebraniu.
Cudownie jest porwać ludzi, zachęcić ich do dobrowolnego wyprztykania się z gotówki, iść razem, w celu aby i raźnie wymachiwać sztandarami. Ale to połowa drogi, a za tą połową jest zakręt i klif. Stroma ściana urwiska. Tego już nie widzimy.
Nie widzimy tego, że się kupuje i rozdaje komu popadnie jakiekolwiek sprzęty medyczne, weźmy pompy insulinowe, które bez przeszkolenia służą do pompowania bez umiaru i potem się to kończy tak, że do szpitali trafia więcej ofiar tych dobrodziejstw. Wystarczy wgląd w statystyki. (To trochę tak, jakby Zarząd Dróg Miejskich rozdał wszystkim prawo jazdy w promocji a potem się dziwił, że wypadków więcej na drogach.)
Żeby się nie powoływać na plotki ze źródeł niewiadomych wezmę przykład z najbliższego otoczenia – bo mi członkowie rodziny pracowali w szpitalach, które przez orkiestrę obdarowane zostały. W kanciapie małej stał sobie więc w szpitalu pierwszym darowany aparat do rentgena, oficjalnie figurujący w papierach jako ‘zapasowy’. Nigdy go nie użyto, na wszelkie pytania o zasadność zagracania pomieszczeń kładziono palec na ustach „Szzzz! To prezent od Orkiestry!”. Szpital ten miał pracownię rentgena a w niej tyle sprzętu ile trzeba i takiego jak trzeba. Ale darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy. W drugim przypadku szpital nie miał pracowni rezonansu magnetycznego więc aparat do takowego diagnozowania się nie przydał zupełnie, bo wymagałoby to państwowego dofinansowania w celu zorganizowania pracowni i zatrudnienia specjalisty. Ale tu nikt nie płakał nad rozlanym mlekiem aka darowanym pony, bo rezonans był sprzętem używanym z deczka za granicą i do rzetelnej diagnostyki nadawał się średnio. Po kilku sezonach sziszania zezłomowano go.
I tyle.
Oczywiście istnieje możliwość, że tylko w tych dwóch nieszczęsnych szpitalach nastąpił taki niefortunny zbieg okoliczności. Rachunek prawdopodobieństwa mówi mi jednak coś innego.
Więc nie chodzi o to, że źle, że w ogóle. Chodzi o PROPORCJE.
O to tylko, że rezultaty nie umywają do medialnego szumu wokół orkiestry. Niestety.
Co jest smutne, na szczęście można o tym zapomnieć już na drugi dzień poorkiestrowej rzeczywistości. Czego i Wam życzę.

O! To przemienienie lepsze niż to niedzielne chleba w ciało, które jest passe i niedietetyczne.

29 komentarzy:

  1. ja ze swojej strony znam przypadki kiedy sprzęt z wielkiej orkiestry działał i jak najbardziej był potrzebny na oddziałach.
    jak każda tego typu akcja, niestety ma swoje plusy i minusy.
    z Owsiaka świętego nie mam zamiaru robić, natomiast jak to ostatnio czytałam w wywiadzie z nim : to nie tylko chodzi o kasę ale też o zwrócenie uwagi na problem.
    Lepiej jak by nikt nic nie robił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, że znasz pozytywne przypadki. Miałam nadzieję, że napisze ktoś, kto zna, dla zachowania równowagi :)
      Co do zwracania uwagi na problem, to o wiele bardziej przemawia do mnie wciągnięcie na owsiakową listę seniorów. Obawiam się jednak, że gdyby z Orkiestry 'wypadły' dzieci a rzecz dotyczyła samych seniorów, to Orkiestra nie miałaby już takich osiągów. Dzieci i zwierzątka to jest zawsze pierwsza liga ;)

      Usuń
  2. Lepiej wplacac kesz Caritasowi, on go nie wyda na niepotrzebne i rdzewiejace w kanciapach sprzety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMG, że też się nie boisz wspominać o Caritasie ;). Chyba, że to sarkazm, hm.

      Usuń
    2. No jak nie, jak tak!

      Usuń
  3. A tak się nie boisz odbrązawiać tak wiekopomnej akcji? ;) Tak, tak, czytam Cię juz trochę i wiem, że nie ;) Ulżyło mi trochę, że jest jeszcze druga osoba, która sie akcją WOŚP nie ekscytuje, bo ja, gdy się odzywam na ten temat w "towarzystwie", przedstawiając podobne do Twoich argumenty, jestem "odsądzana od czci i wiary", tudzież posądzana o "moheryzm" (bo kto nie z nami ten przeciwko nam), a ja po prostu wiem swoje i i nie opowiadam się po żadnej stronie.
    A pomagam konkretnym osobom, a nie jakims anonimowym.
    Pozdrawiam, Wiola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam również.
      Co do odwagi - patrz niżej, odp. pod 'misiową';)
      Kiedyś pewien Tomasz powiedział, że boi się człowieka, który wiedzę czerpie z jednej książki. Ja się boję człowieka, który bezrefleksyjnie śpiewa tą samą piosenkę, co leci w telewizorze.
      Z naciskiem na 'bezrefleksyjnie'.
      A zarzut o moheryzm ciężki, można lekką ręką dostać dożywocie. Czasem wystarczy nie przytaknąć ;)

      Usuń
  4. Orkiestra po raz pierwszy ruszyła 3(!!) lata po zlikwidowaniu kartek. BYło to coś niesamowitego. Nie było internetu, nie było nawet komputerów, nie było komórek, niektórzy mieli walkmany na kasety magnetofonowe łał i wieże Diora albo Unitra. Nadawano dwa teledyski dziennie, o 19.20 w dwójce, prowadził Szewczyk. Patrzyłam na Piosenkę Młodych Wioślarzy i oczom nie wierzylam ,że alternatywa jest w TV! Kult, Tilt, Kobranocka, T.Love stawiały pierwsze medialne kroki nagrywane przeze mnie na kasetowy magnetofon firmy Grunding. Radia raczkowały, wszystko łapane z Rozgłośni harcerskiej i PR 3. Inny świat. Dwa kilogramy cukru. Dwa i pół kilograma mięsa dla pracowników umysłowych i cztery kilogramy dla pracowników fizycznych oraz dzieci. Pół litra wódki wymiennie na butelkę wina importowanego (krajowe "mózgotrzepy” były bez kartek, co nie znaczy, że łatwe do kupienia). I dalej: 300 gramów proszku do prania, dwie kostki mydła, dwie kostki masła, 100 gramów wyrobów czekoladopodobnych, 250 gramów cukierków a la landryny, 30 litrów benzyny do fiata 126p, kilogram kaszy lub ryżu, kilogram mąki, 12 paczek papierosów.
    To wszystko – podkreślmy – na miesiąc. A do tego niezliczona ilość okazjonalnych i okresowych kartek na buty, bieliznę, skarpetki, pończochy, odzież. Garnitury na pogrzeb i buty trumienne (trzeba było przynieść do sklepu z USC świadectwo zgonu).

    No i talony: na samochody, meble, pralki, lodówki, odkurzacze.
    I tylko ocet oparł się powszechnej reglamentacji i ukartkowieniu. I tylko ocet był wolny jak ptak.

    I pojawia się Owsiak. I nagle płynęło morze pieniędzy by pomóc jeszcze biedniejszym, tym obskurnym szpitalom, gdzie nie było nic.

    Teraz jest mnóstwo akcji, festiwali. Jest kolorowo i głośno. orkiestra juz nie jest takim ewenementem jakim była. Zawsze są koszty. Ale uważam, że orkiestra, to nie akcja tylko, to zjawisko na miarę światową. I przynosi wiele dobrego. Nie tylko w wymiarze finansowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orkiestra jest zjawiskiem, ma niesamowitą siłę - nie podważam tego. Natomiast nie zgadzam się, że Orkiestra przynosi jakoś specjalnie więcej dobrego poza wymiarem finansowym - wszystko w niej opiera się na mobilizacji, żeby zebrać jak najwięcej pieniędzy. Orkiestra nie promuje pozytywnych postaw w wymiarze dłuższym niż jednodniowy oraz polegającym na zaangażowaniu się w inicjatywy lokalne.
      Z raportu "Diagnozy społecznej" wynika, że polskie społeczeństwo wartości takie jak uczciwość, życzliwość i szacunek ceni najmniej, najwięcej zaś pieniądze.
      I Orkiestra promuje zbiórkę tychże.
      Jeden dzień.
      Oczywiście nie ma co narzekać - dobre i to. Ale żeby to we mnie wzbudzało ekscytację nieziemską to też nie.

      ps.z wiekiem coraz bardziej doceniam możliwości octu ;)

      Usuń
    2. Ale zważ, że aspekt finansowy, ten jednodniowy, jest tylko drogą do celu, nie celem samym w sobie. Cel natomiast nie jest jednodniowy i wyczerpywalny. Jest on wykorzystywany długofalowo i całorocznie. Owsiak wiedział w jaką strunę polskości uderzyć- każ na hurra wypić wodę z Wisły- wszyscy w odruchu braterstwa i solidarności przybiegną i wypiją. Ale każ im pić codziennie po szklance. I w tym tkwi sukces Wośpu.
      Polskie społeczeństwo jako masa napawa mnie smutkiem i trwogą. Ale staram się nie patrzeć na społeczeństwo masowo, lecz jednostkowo.


      Usuń
    3. Być może, być może - powstanie jakieś, jednodniowa Orkiestra, to nam wychodzi bardziej niż zmaganie się z rzeczywistością (demokracją/pomocą/ czymkolwiek)w wymiarze codziennym.
      Ale może też należy wymagać od społeczeństwa podniesienia standardów, a nie zadowalać się takim ad hoc.
      Społeczna degradacja wartości za daleko zaszła już, żeby gdybać, co by było lepsze.

      Usuń
  5. No właśnie o tych złych stronach nikt nie mówi głośno...promować każdy by się chciał...czasami ten nasz świat jest taki jakiś na opak...ja w tamtym roku 1% podatku przekazałam na córeczkę koleżanki, która urodziła bliźniaki, nie przelewa się u nich choć starają się jak mogą, a tak się złożyło, że synek jest zdrowy a córeczka nie miała tyle szczęścia...i mam pewność, że pieniążki dobrze trafią...ale nigdy nie ma takowej do końca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem bardzo dobrze zadysponowałaś tym 1%. Lokalnie, personalnie, nic dodać, nic ująć. Chyba że dodać :)

      Usuń
  6. Jeszcze jedno, zerknij prosze na te strone:
    http://www.wosp.org.pl/fundacja/rozliczenia_finansowe
    Po kliknieciu w jakikolwiek ROK na gorze strony lub NUMER FINALU troche nizej, otwiera sie plik pdf, gdzie masz dokladne rozliczenie. Calosc zebranych w danym finale pieniedzy jest przeznaczona na zakup sprzetu, utrzymanie biura zas jest finansowane z innych funduszy.

    OdpowiedzUsuń
  7. No rzeczywiście - straszne wprost... A jak to się ma do ogromu dobra, które wynika z WOŚP? Wybacz, ale ten post wydaje mi się takim utyskiwaniem na siłę i szukaniem dziury w całym. Ale oczywiście każdy ma prawo mieć swoje zdanie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się, żeby ten post był utyskiwaniem na siłę. Jest dość ostrożny oraz oparty na konkretnych, a nie zasłyszanych, przykładach.
      Nie uważam, żeby tak w demokracji jak w samej filantropi wszystko trzeba było przyjmować na wiarę - to domena religii.
      Usłyszeć "Ogrom dobra" i odpowiedzieć "Achaś" plus koniec refleksji na temat.
      Moim zdaniem należy monitorować skuteczność każdej inicjatywy i obietnicy, zwłaszcza jeśli wymyślono ku temu odpowiednie narzędzia.

      Usuń
  8. Nooo... Odważnie. Będą jęczeć. Ale wszystko ma 2 strony medalu niestety, warto pokazać tą gorszą, wtedy może ktoś się zbierze sam w sobie i to poprawi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja odwaga do wygłaszania kazań na ważne tematy społeczne jest niczym mój puls z rana, przed kawą.
      A to i tak głos w puszczy ;)

      Usuń
    2. I to się chwali. Czapki (zaśnieżone) z głów!

      Usuń
  9. Popieram pandeMonię. Trzeba brać pod uwagę realia. Rzeczywiście tak z nami jest, że tylko akcja może nas skłonić do wysupłania paru groszy na ważny cel. Praca codzienna jest nieatrakcyjna, więc nie ma sensu oczekiwać, że ludzie bez akcji, bez szumu i muzyki będą chcieli ofiarować w sumie duże pieniądze. Że dzieci chwytają za serce? Tak. tak było, jest i będzie. Trzeba to wykorzystywać i Owsiak to robi. Na co tu narzekać? Że ludzie nie są szlachetni bezinteresownie i ofiarni cały rok? Nigdy nie będą. Albo na to, że ktoś nie wykorzystuje darowanego sprzętu? Trzeba było nie brać, jeśli był zbędny, albo zorganizować pracownię, jeśli wcześniej takiej nie było. Ale nie, łatwiej jest wziąć, pierdolnąć w kąt i mieć święty spokój. Nie trzeba ani tłumaczyć, czemu się nie potrzebuje, ani zmagać się z problemami organizacyjnymi i finansowymi. Niewątpliwie najfajniejszy szpital dla dyrekcji i lekarzy byłby taki całkowicie bez sprzętu i chorych.
    Nie uważam Wielkiej Orkiestry za świętość, ani za doskonałość, ale jeśli nie to, to co? Tak realnie, wykonalnie, bez idealistycznych założeń, że gdyby ludzie byli jacy nie są, to by było lepiej niż jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój drogi, nie zrozumiałeś chyba tego niuansu- WOŚP ma taką siłę, że się nie odmawia, żeby nie wyjść na opozycjonistę ;)
      Zorganizować pracownię? Hę?
      Sam napisałeś, że najlepszy szpital to taki z minimum, minimum pracowni jest najrentowniejsze bo długi najwolniej narastają.

      Usuń
    2. Nie odmawia się. No właśnie - całe nasze polskie zakłamanie i odwieczna miłość do pozoracji. Jeszcze pewnie pan dyrektor szpitala uśmiechał się słodko do darczyńców, zapewniał na forum (mniejsza o to jakim), że to bardzo cenny dar, dziękował, itd. Niedobrze się robi.
      Dobrze, że przynajmniej zgadzamy się, jaki typ szpitala najlepiej pasuje szpitalnej dyrekcji

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dobrze, że Tyś a nie ja pojechała z Orkiestrą, bo mi by się dostało, żem moher i zaściankowiec.

    Takie porównanie na podstawie internetowych źródeł:


    Oto raport WOŚP. Przychody w 2008 r. - 41.8 mln zł, w tym wpłaty - 34.5 mln, "inne przychody statutowe" - 7.3 mln. Ponadto odsetki z lokat przyniosły 1.1 mln, ale inwestycje w fundusze - strate 1.6 mln zł. Na działalność statutową poszło 37 mln, na administrację 2 mln (w tym wynagrodzenia 789 tys. zł), nadwyżka przeszła na rok następny.


    Oto skrót raportu Caritas. Łączne przychody gotówkowe i rzeczowe wyniosły w 2008 r. 452.4 mln zł, z czego na Caritas Polska przypada 121 mln, na Caritas diecezjalne - niemal trzykrotnie więcej. To wstępnie obrazuje skalę działalności Caritas i jej przewagę nad WOŚP.

    Na podstawie internetowych źródeł.

    Toteż wolę szarą smętną Caritas niż mającą ADHD Orkiestrę.

    I róbcie sobie ze mną co chcecie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Antku,
    Dobrze by było wiedzieć, co Caritas robi z tą górą szmalu. Może ludzie jednak chcą takich celów zbiórek, jakie ma Orkiestra, skoro w kilka dni potrafi zebrać 1/10 tego, co Caritas przez cały rok. Caritasowi i tak przez to nie ubywa, więc czemu pogardzać Orkiestrą? A niech sobie ma ADHD, co to szkodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bosy, Ove,
      "Jedynie twarde dane liczbowe" ;)
      http://wiadomosci.onet.pl/kraj/wosp-nie-zbiera-najwiecej-caritas-gora,1,5393235,wiadomosc.html
      Hej, nikt tu raczej nie pogardza WOŚP.
      Dobrze w każdym razie że WOŚP i seniorów dołączyła w końcu do swoich beneficjentów. Amen.
      ps. No to może choć, jeśli nie 10 to 2 orkiestry rocznie (edycja wakacyjna?), żeby efekt był bardziej proporcjonalny do szumu?

      Usuń
  13. Moja córka była badana tuż po urodzeniu sprzętem ufundowanym przez WOŚP :)

    OdpowiedzUsuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...