poniedziałek, 28 października 2013

Dlaczego nie wszystkim kobietom do twarzy w czerwonym czyli jak przeżyć wylew adrenaliny i pokonać megawkurw.

Marion Cotillard, fot. Tim Walker



















To było tak, to było tak. Stoję sobie na przejściu dla pieszych, które wyposażone jest w takie specjalne przyciski i jak się tych przycisków w odpowiedniej sekwencji czasowej nie naciśnie (z dwóch stron najlepiej) to można czekać do emerytury. Więc czekam i czekam. A obok mnie czeka jakieś niecierpliwe dziewczę, widać, że aż ją nosi, aż jej skwierczą gumy pod podeszwą tak się rwie, tak jej się spieszy. Trzeba przyznać, że o tej porze nic nie jedzie, a my tak sterczymy jak niedojdy. No ale czerwone jest a zasady bezruchu drogowego należy szanować. Stoję w odległości od dziewczęcia niewielkiej, ale na tyle strategicznej, by zobaczyć wyłaniający się  zza rogu budynku za przejściem czubeczek maski przycupniętego radiowozu. Dziewczę w końcu nie wytrzymuje i, nadal w poświacie czerwoności świateł, rusza z kopyta.
Więc łapię ją za ramię i mówię:
– Uważaj! Radio...
A dziewczę mnie na odlew, w półobrocie, CHLAST (ja, ledwo ledwo, ale jednak: unik) i z wrzaskiem:
– Won stara kurwo!
przebiega przez skrzyżowanie, skręca i wpada prosto na maskę radiowozu (co za niefart, vrainement).
– ...wóz – kończę.












I nadal stoję, bo czerwone światło też nadal. I zdziwiona jestem, bo przecie miałam dobre chęci, z miłości bliźniego to zrobiłam, nie złapałam jej w końcu za tyłek/ pierś/ torebkę ale za neutralne ramię. No i rozumiem, że odruchy samoobronne to cenna rzecz u kobiet. No ale BEZ PRZESADY. I tak stoję ale noo tak, już czuję, że mnie wzięło wzdęło, że spóźniony zapłon nie jest całkiem niedziałający, moje ciało napełnia się adrenaliną, co tam napełnia się – ja puchnę, adrenalina mnie rozsadza, uszami mi się wylewa. Oraz już mną telepie za złości, już się w moim ciele tymczasowo zakwaterował MEGAWKURW. Światło zmienia się na zielone i przechodzę, ale czekają mnie jeszcze drugie, czerwone światła, a może zresztą to nie światła są czerwone tylko mnie już po brzegi ZALAŁA KREW. A obok stoi radiowóz i dwóch policjantów wręczających dziewczynie mandata.
– Cicho, cicho – mówię temu wkurwu i może gdyby światło było zielone i mogłabym pójść dalej...to może. No ale nie. Drugie czekanie na światłach to jak wodzenie tego wkurwa polanego adrenalinowym sosem na pokuszenie. Więc niestety obracam się na pięcie i maszeruję w kierunku radiowozu z takimi oto słowami:
– Przepraszam BARDZO!!! Muszę coś powiedzieć, bo byłam świadkiem zdarzenia przekroczenia. Próbowałam ją powstrzymać, na co ta młoda dama, DAMA, HAHAHA, nazwała mnie starą kurwą. I chciałabym złożyć oświadczenie tej pani, że nie tylko nie jestem kurwą, ale już na pewno nie jestem kurwą STARĄ!!!! – teraz to już się drę na całą ulicę, aż mi tchu brakuje.
– W związku z tym mam nadzieję, że to będzie KUREWSKO wysoki mandat!

Ale to nie jest taka anegdotka o tym, jako to ja jestem bardzośna. Niestety nie. Podobno istnieją ludzie uzależnieni od adrenaliny, co to na bandżi skaczą i spadochronie, krokodyle ganiają po dżungli czy z Alp zjeżdżają na deskorolce. I oni bez tej adrenaliny nie mogą żyć, takie życie bez adrenaliny ich nudzi. No ale to nie ja, bardzo nie ja. Ja z adrenaliną nie mam nic wspólnego, w ogóle nie jesteśmy spokrewnione. Ale mechanizmy mam te same, co insze przedstawiciele gatunku ludzkiego i bywają sytuacje, że mi się ona, ta adrenalina, wydziela. Czy dostanę bęcka czy zrobię unik. I że mi się też, jednocześnie, urażona ambicja odzywa, bo nikt nie lubi wyzywania. Czy inwektywa trafna czy chybiona. Nie jestem na takie sytuacje przygotowana. I na pewno nie powinnam wtedy iść w monologi.
Bo człowiekowi zdenerwowanemu a niespokrewnionemu z adrenaliną głos się raczej łamie, w związku z czym na zmianę mówi on albo teatralnym basem albo popiskuje w wysokich rejestrach, osiągając oktawy wyższe od śpiewaczek operowych. Jednocześnie człowiek taki dyszy jakby zaraz miał urodzić. Nie jestem pewna czy w ogóle idzie mnie zrozumieć, czy w ogóle mi działa półkula od spraw zarządzania werbalną komunikacją, chwilowo utopiona we krwi.

Dwóch policjantów wygląda bowiem jak obsada filmu ‘Największe światowe zdziwienia ever. The best of’. Jednemu opadła szczęka a drugiemu ręka, w której trzymał ten swój kajecik i długopisik. A za to brwi im podjechały do góry a oczy wybałuszyły się, jakby nagle zapadli na problemy z tarczycą. Policjanci patrzą na siebie po czym na mnie po czym na siebie po czym na mnie. Natomiast dziewczęciu niecnemu a bitnemu, z wyglądu classy dresiareczce, twarz blednie a za to oczy zwężone w mściwe szparki, ciemnieją. Oj, chyba nie będę przez jakiś czas wychodzić wieczorami z domu, bo ta twarz mówi ‘Lepiej lala nie wychódź wieczorami z domu oraz w ogóle nigdy’.
Światła zmieniają się na zielone, więc, nadal dysząc, oświadczam:
- Dziękuję, to wszystko z mojej strony, muszę już iść, do widzenia!
I przechodzę, trzęsąc się i podrygując jak Parkinson i ofiara wyjątkowo wściekłej kolonii tyłkowych owsików. Mam wrażenie, że zostawiam na trasie swojego marszu do domu ślady, niczym postrzelony jeleń. To jest ta krew, co mnie zalała, a teraz ze mnie partiami uchodzi. Adrenalina też już się jakby zaczyna pakować. Po dotarciu do domu czuję się nieco lepiej, serce mi jeszcze wali, ale już coraz wolniej i ciszej. Bardzo odświeżające, muszę przyznać,  daje ta mieszanka uczucie, jak już zejdzie. O ile oczywiście nie dostałam jakiegoś zatoru w mózgu – bo przysięgam, że para mi z uszu szła, jak w kotłowni ;).
No i nic, tyle.

No to teraz interpretacja lajfstajlowo-outfitowa, z jakiegoś rodzimego pisemka modowego


...czyli, że mogło być tak romantycznie, ah, łącznie z pieszczotami piersi. Ale nie było, cóż.
...
Wszystko by było pięknie ładnie, taka historia, gdyby nie fakt, że nie wiem, co się porobiło ze współczesnymi kobietami. Tym osiedlowym elementem, nieprawdaż, no ale jednak KOBIETAMI. Zhardział ten element jakoś i czuje się bezkarny, bawi go zestaw zachowań kompletnie niedopuszczalnych. A za to element kobiecy w elemencie skarlał i zanikł tajemniczo. A może zawsze tak było, tylko ja, jak ta sierotka-dziewica, nie widziałam i nie wiedziałam, chowana pod szklanym kloszem osiedla z dzieciństwa.

Kiedyś późnym wieczorem odwiedziła mnie madre. Kiedy wychodziła było już zimno i ciemno a ona chciała zdążyć na ostatni autobus. Niestety jedynymi osobami na przystanku były dwie podcięte, agresywne kobiety z psem, którym to ją poszczuły. Wilczurem! Było to tak niespodziewane, nieuzasadnione i pełne bezinteresownej, wściekłej nienawiści, że mama opuściła przystanek i poszła do domu pieszo, a całą drogę płakała. Nie mogę o tym mówić, bo czuję, że za chwilę znowu spuchnę. I dobrze, że nie wróciła do mnie, bo nie wiem jakby się to kończyło, najpewniej czytalibyście teraz innego bloga, bo co ja bym mogła w starciu z wilczurem? Ten wilczur mi zlikwidował wszelkie możliwe a niestosowne fantazje na temat, co ja bym mogła w starciu z wilczurem ;).

I wtedy postanowiłam, że kiedy tylko można, to nie należy się poddawać i takim ludzkim elementom ustępować, tylko zostać taką wściekła pandą.

A zwłaszcza jak w pobliżu jest policja, podpowiada zdrowy rozsądek ;)

47 komentarzy:

  1. Trafiłam tu przypadkiem, ale dawno nie czytałam nic co by tak bardzo zgadzało się z tym co myślę...
    Stokrotne dzięki - byle tak dalej! Jak to powiada stare ludowe przysłowie - Dobrze gada - polać jej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiam się od rana nad Twoimi słowami. Ludzie schamieli, wartością nadrzędną stał się pieniądz i łatwizna. Człowiek nieznajomego człowieka widzi tylko przez dno talerza, podłogę w pracy albo jako przeszkodę na ulicy. Ewentualnie jako obiekt. Znajomego, rodzinę jako środowisko naturalne i trwały ornament. I tak sobie myślę, czy człowiek z wiekiem łagodnieje, pokornieje i zaczyna kochac ludzi, jak mi się zawsze wydawało i co widzę po sobie. A może jestem już muzealnym okazem. Mam jak zawsze nadzieję, że ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PandeMonio, takich jak my to do gablotek, w ramki oprawic i w muzeum zadolowac, bosmy gatunkiem wymierajacym. Pozniej tylko DNA pobierac i klonowac, zeby calkiem nie wyginelo. ;)

      A ta Krotochwila to kabel i skarzypyta bez kopyta! Jakby malo bylo biednej dresiareczce mandatu, to jeszcze na nia doniosla glinom. I to tylko za slowo STARA, no ja nie mogie!

      Usuń
    2. Pantero, daleka jestem od wstawiania się w gablotki, jestem świadoma swych wad. A poza nimi są pewnie jeszcze i te nieuświadomione ;)

      Usuń
    3. Zważywszy, Pantero, że dość bezwzględnie rozprawiasz się, rozdając tęgie ciosy, ze środowiskami katolickimi, to tak ochoczo na twoim miejscu bym się nie umieszczała w gablotce miłości do bliźniego ;)

      Pandemonia, ta 'rodzina jako trwały ornament' - zgrabne, zgrabne, choć zabrzmiało bardzo smutno, jakby boleśnie wyrzeźbione było to środowisko naturalne.

      Usuń
    4. Miałam na myśli to, że wydaje się człowiekowi, że otoczenie i rodzina, w której żyje, są niezmiennie i trwale przypisane, a przez swoja ciągłą i niezmienną obecność, niezauważalne - to uczucie, że była, jest i będzie. Dopiero objawienie następuje, jak coś się zmieni i to nieodwracalnie zazwyczaj...
      O przez to, jest to smutne, masz rację, dobrze mnie odbierasz :*

      Usuń
  3. Wiedziałem od razu, że nie chodzi Ci o zarzut co do Twojego prowadzenia się tylko o Twój wiek :-).
    PS.
    To co przydarzyło się Twojej mamie już śmieszne nie jest, kiedyś coś podobnego przytrafiło się mojej - więc rozumiem Twój stan ducha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prowadzę się bez zarzutu, natomiast w latach to się jednak posunęłam ;) Stąd to wyczulenie, eh.

      Usuń
  4. Samo życie. Ech, jak to mówią, niektórym ludziom to ma się czasem ochotę przybić piątkę - krzesłem - w twarz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, cóż, przybicie piątki-w-twarz to tylko wielkim flakonem chanel nr 5, żeby z klasą było. Przynajmniej ;)

      Usuń
  5. Uczę się dawać ludziom wolność w wyborach. Nieskutecznie.
    Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.

    Bardzo Ci współczuję.
    Wypadek Twojej mamy aż, nie do uwierzenia.
    Kościół wyznaczający jakieś wzorce moralne pada, a państwo raczej demoralizuje, niż uczy właściwego postępowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie coraz gorzej - gotuj się.
      Wzorce moralne padły na całej linii, a szczucie medialnym wilczurem to tylko cegiełka węgielna budująca zjawisko.

      Moja mama przez takie incydenty stała się bardzo wycofana społecznie, a kiedyś to była dusza-człowiek, a teraz to wyjść na ulicę strach, w to pole bezdusznej młodzieży.

      Usuń
  6. wow:) a już myślałam, że podobne historyje:) zdarzają się jeno mła!
    Pańcie były dwie, a ja dostałam ksywkę cipa. Nie wiem czy stara kurwa nie jest lepsza.
    I mandatu nie było jeno pouczenie dla blondynek. I tera uwaga - starsze (sic) panie się szanuje.
    Ja to miałam wtedy zalew czerwoności !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stara K. na pewno nie jest lepsza, believe me.
      Pouczenie dla blondynek nie jest koniec końców tak straszne jak pouczenie dla brunetek ;)

      Usuń
  7. Wiesz, trochę się nie dziwię, że ludzie, młodzi szczególnie, robią się coraz bardziej agresywni. Na przykład seria zdjęć, ktore prezentujesz i przekaz jaki niosą - przemoc jest zajebista! Przemoc jest piękna!? Te zdjęcia są straszne, Niestety, młodzi są karmieni tego typu "sztuką" na każdym kroku, a karmią dorośli, kierowani żądzą pieniądza. Przemoc, seks - sprzedaje się świetnie. Jeśli do tego dodać upadek wszelkich autorytetów, w tym także rodzicielskich, no to mamy chlew i bydło na ulicy, Kiedyś ludzie starsi byli kimś, skarbnicą wiedzy, także tej o życiu, teraz ludzi starszych zastąpił internet. No i ten kretyński pęd ku młodości, jeśli 40-paroletnia kobieta staluje się na nastolatkę, nie tyko wizualnie, także obyczajowo, no to czemu się dziwić - młode są wściekłe, bo czują się zagrożone? W każdym razie, ja się cieszę, że nie jestem dzieckiem w obecnych czasach, że nie dowiedziałam się np. co to jest fisting chodząc do podstawówki, a parę lat temu, jakże się wtedy wzruszyłam swoją niewinnością. Itd.itd. Niestety, "takie rzeczypospolite jakie młodzieży chowanie".
    babka filmowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sesje zdjęciowe już dawno osiągnęły apogeum absurdu, reinterpretując możliwą do zaistnienia scenografię sytuacyjną jako tła dla ładnych sukienek, ha.

      A kto w podstawówce rozsiewa obecnie wiedzę na temat fistingu? Myślałam, że tylko na temat zbawiennej roli masturbacji piórnikiem ;)

      Usuń
    2. Co do sesji to podobno kobiety mają takie fantazje, więc może do tego biją tj piją.
      A nie było jakiej z biciem starszych?

      Usuń
  8. OMG, to potwarz, MOJA MAMA twierdzi, żę okolica w której mieszkasz to najspokojniejsze miejsce pod słońcem. Alee... Moja Mama ma zwyczaj komentowania na głos różnych rzeczy na ulicy i chyba nie słyszy jakie to wywołuje odpowiedzi pocztą zwrotną. Słyszę je ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może poucz mamę, żeby nie komentowała przy przedstawicielkach kobiecego elementu, jeśli nie chce mnieć wilczurzej bransoletki na nadgarstku ;/

      Usuń
  9. Słów brak na przejawy zdziczenia dziewczyn, a raczej dziewuch. Natomiast ten kot taki wściekły, czy on aby nie Prezesa? Bo mi pasuje jakoś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny, dziewoje, dziewuchy, dziołchy - pełen wachlarz kobiecości mamy.
      Inwentaryzacją zajmę się już wkrótce, dzięki za podsunięcie pomysłu ;)

      Usuń
  10. Niestety to nie pierwszy raz, kiedy słyszę o takim zdziczeniu obyczajów dziewczyn, które czują potrzebę agresji bez powodu wobec bogu ducha winnych współpasażerów lub jakichkolwiek ludzi wokół siebie.
    Co gorsza współczesne zmiany społeczne nie wróżą, że to się szybko poprawi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to twoje dziewczę - istny kwiat w szambie ;)

      Usuń
  11. p.s. I masz rację, trzeba głośno się przeciwstawiać, szczególnie kiedy w pobliżu strażnicy prawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co to za strażnicy, którzy tylko pustych świateł pilnują a nie upadku obyczajów, eh.

      Usuń
  12. Ode mnie wyrazy szacunku:
    1. Żeś się uchylić zdołała - brawo!
    2. Żeś dostatecznie szybko pomyślała o tym, żeby się cofnąć, a nie dopiero w domu - brawo!
    3. Żeś to tak opisała, że jednocześnie chce sie wyć z płaczu i z radości - brawo!
    4. Żeś przeprowadziła należną analizę wieku własnego i uznałaś, że słowo "stara" niekompatybilne z Tobą - brawo!

    I bardzo Cię proszę, gdybyś to kiedyś mnie widziała na tym przejściu, jak się rzucam pod radiowóz, to łap za co chcesz! (Poznasz mnie po tym, żem też nie stara!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1.Jak się kiedyś raz nie uchylisz to potem już zawsze się uchylasz, choć podejrzewam że to był po prostu fart, hm.
      2. W domu moje 'przemówienie' brzmiało już o wiele błyskotliwiej,niestety
      3. Wyje to się w radiu... ;)
      4. No raczej!

      Usuń
  13. Szacun...mnie by kopara odpadła...
    jeszcze nie spotkałam takich dziewuch na swojej drodze...
    tylko czasem łypnę okiem na TV i dziwuję się skąd tyle agresji w tych młodych kobietach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może z tv właśnie? Skoro ambitniejsze pozycje zapodaje się w środku nocy, kiedy młodzież wychodzi i praktykuje to, co obejrzała w najlepszym czasie antenowym? Hm.
      A za szacuna dziękuję ;)

      Usuń
  14. Bardzo ciekawa scenka. Oczywiście, Twoje wzburzenie jest jak najbardziej zrozumiałe. Ciekawe i pouczające jest jednak co innego - to, jak ludzie mogą być naładowani niecierpliwością i agresją. Łapiesz pannę za ramię, a ona wybucha wściekłością i kąsa jak wilk złapany za ogon. Dzikie mamy obyczaje. Wniosek z tego taki, że nie należy nikogo dotykać, bo następnym razem można dostać nożem. Gdybyś tylko ostrzegła ją słownie, pewnie nic by się nie stało. Wystarczyło powiedzieć "policja!", a Ty do niej "TY" i coś o radiu... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej krzyczeć 'Pali się!', to ponoć najskuteczniejsze ;)

      Usuń
  15. Cóż, zaiste płci słabszej i piękniejszej nie przystoi takie obycie. Ale i druga strona nie jest lepsza, w końcu mi pamięć podsunęła scenkę, z własnego życia, jak to idąc spacerkiem przez las z moją mamą i pociechami, minął nas w lesie samochód i młodzieńcy krzyknęli do nas słowami identycznymi. Na ich pożegnanie popukałam się w czoło. Ale musiałam potem tłumaczyć dzieciom "co panowie krzyczeli" tak, żeby nie wytłumaczyć......
    ...o tempora, o mores....
    Jestem z Tobą Inwentaryzacjo: chamstwu należy przeciwstawiać się odwagom i godnościom osobistom.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przepraszam od razu, że się do treści (cokolwiek ważnej) w mniejszym stopniu odniosę, a bardziej do formy: to (i pozostałe krotochwile) się na bloga nie nadaje, wydaj się Ty na papierze - ja chętnie kupię! Może niekoniecznie od razu twarda okładka, która cenę wywinduje o niepotrzebne 30 procent, no ale. Ale! Z punktu widzenia czytelnika fajnie mieć takie perełeczki za friko w necie - ale gdyby tak Twoje krotochwile trafiły z egzemplarzem obowiązkowym do beenki, to już wtedy na forever, dla przyszłych pokoleń...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem jak najbardziej za-też kupię!
      Jedna z przyczyn agresji może być sposób odżywiania współczesnej młodzieży:
      http://faktydlazdrowia.pl/fast-food-moze-wywolywac-agresje-a-nawet-sklonnosci-do-przemocy/

      Usuń
    2. Przestańta mnie, dziewczęta, podpuszczać.
      Wydać się, wydać, ciągle to słyszę.
      W rodzinie, że za mąż, a na blogu, że na papierze ;)
      No skaranie boskie!

      Usuń
    3. No jeju, no risk - no fun! Zastanów się jednak nad tematem, na papierze wydawanie się nie jest tak bardzo zobowiązujące, zawsze możesz skorzystać z jakiegoś pseudo - Słomczyński już udowodnił, że z dobrym amerykańskim pseudo jest sexy i jest sukces. Jak Ci przypadnie do gustu wydawanie się, to za mąż pójdzie już łatwiej :) Obwawiam się jednak, że w tym przypadku pod pseudonimem to raczej na nielegalu.

      Usuń
    4. Jak się uprawia risk, to potem już tylko szybko zmienić nazwisko wypada ;)
      Przemyślę, siur.
      Prawdę mówiąc mam już pierwszy zarys '100 pośladków Szaraka' na warsztacie ;)

      Usuń
  17. Noo, niezła akcja! tez by mnie krew zalała, pal licho kurwę, ale STARA??! :) Nie kojarzę, żeby spotkało mnie coś podobnego, na szczęście. Ale mogę sobie wyobrazić Twoją wściekłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że po takich akcjach a konkretnie po tej guli złości, która rośnie, zostanie mi taka obwisła skóra, jak po ciąży ;)

      Usuń
  18. Patologia! Na szafot z takimi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym była jednak łagodniejsza: do szafy z takimi (z kulkami molowymi! ;)

      Usuń
  19. Przeszłam taką przygodę w przejściu podziemnym, mroczna była. Wkurw wywołały jakieś młokosy z tornistrami (nie pamiętam juz tak ostro motywu) ale czułam się wtedy jak koń w boksie startowym z czarnymi klapkami przy łbie, jak nie wystartowałam to plecaczek (jeden) jak nie wyleciał w kosmos ocierając się o orbitę szczyla.... i te jego zajęcze oczy. Oj, lubię to wspomnienie i kłamstwo o tacie na policji, infantylne, ale wtedy człowiek tak cudownie nie myśli o sensie itp.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale... w tej grafice to koala, nie panda. Choć wściekła.

    OdpowiedzUsuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...