piątek, 18 października 2013

Przegląd seriali na jesień czyli oprócz nowości trochę odgrzanych kotlecików i czerwona kartka

Widziałam, że większość już zrobiła linkownię świeżutkich jak niedopieczone bułeczki serialowych produkcji wchodzących właśnie na ekrany, ale czasem warto odgrzebać jakiegoś sprawdzonego, nawet jeśli trochę przeleżałego, kotlecika.
Choć zaczynam od

House of Cards
Kevin Spacey w roli kongresmena-manipulatora, który pominięty przy awansie na Sekretarza Stanu ściska polityczne poślady i zimno cedzi: ‘Taaa? Już ja wam pokażę!’. I pokazuje. Mechanizmy władzy, manipulacje, zasady lobbowania i rozliczne sprzeniewierzenia lojalności. Takie tam. Zgodnie z teorią, że 'władza korumpuje a władza absolutna korumpuje absolutnie'. Może być czasem trochę niejasności, np w oryginalne nie polecam oglądać, bo wuj wi o co chodzi natenczas, ale bardzo wciągające i pouczające toto. Jak ty mi, tak ja tobie - jeszcze bardziej, wcześniej i w plecy. Po trupach do celu. Po celach do władzy. Albo do celi, jak się nóżka pośliźgnie ;) A w roli żony, zimnej suczy od fundacji charytatywnej, Robin Wright. Uh, ach, co za klasa, co za sukienki. Jest jeszcze młoda, nieopierzona reporterka-blogerka, która się przy kongresmenie opierza. (Również w tym serialu, wyprodukowanym przez Netflix, NIKT nie traktuje blogerów poważnie – nawet jeśli mają tysiące komentarzy i robią w polityce ;).
Mimo paskudnego zestawu zachowań senatora Kevina nie można mu nie kibicować. Po pierwsze ten facet nigdy nie śpi, tylko po nocach główkuje, pali papierosy i wiosłuje w piwnicy na stylowym wioślarzu kupionym mu przez żonę (czyli z nocnego zestawu nawyków najbardziej wpływowych tego świata bliskie są mi już dwa - bez wioślarza, oczywista ;). Po drugie kongresman ma specyficzne relacje z żoną, związek tej pary opiera się nie tyle na wierności ile na wyrachowanej lojalności. 
Serial bardzo, bardzo, nawet gdyby Kevin nie zwracał się wprost do widowni, żeby objaśniać swoje mroczne metody, co nadaje całości cień stylistyki dokumentu, a przez to jest jeszcze bardziej, bardziej.

  
Walking dead (sezon II i najwyraźniej III)
Przyznaję, że sama się zaskoczyłam. Po pobieżnym ustaleniu o co cho w 1 sezonie ( a o co może chodzić? – ogólnoświatowa zaraza przemieniająca ludzi w zombie zdziesiątkowała światową populację. Reszta próbuje przetrwać). Sezon drugi to epopeja o tworzeniu się mikrospołeczności w niesprzyjających warunkach ogólnych stanu ludzkiej cywilizacji (chaos, panie. I NIE MA INTERNETU, aaa!). Oczywiście musi być samiec alfa. Dobrze by było, żeby był to jakiś pragnący utrzymać ład np ex szeryf a nie recydywista-okrutnik – ale siła argumentów jest taka jaka być może w tych okolicznościach: kto kogo, za wszelką cenę, dowolnymi środkami perswazji. Nie są to Perswazje Jane Austen, a moralny gorsecik gatunku ludzkiego znacznie poluzowany, popuszcza stopniowo coraz to nowymi organami bezprawia. Diagnoza jest dość mroczna. Oczywiście nie udało się całkowicie wyeliminować scen z wyglądającymi jak ja w poniedziałek rano umarlakami, od czasu do czasu szatkowanymi przez żywych, jak ja to robię sałatce z buraków.

Zdarzają się też mezalianse ;)
W 2 sezonie jest tego badziewia jednak relatywnie mało. Na tyle mało, żeby ludzie mojego pokroju mogli to oglądać i na tyle w ogóle, żeby serialem zainteresowały się jakieś zdziczałe nastolatki (sprytne!). Nie tyle nie mogę znieść zombiowidoków, ale bezsensu wyjściowego pomysłu, stworzenia tak idiotycznego perpetum mobile, jakim owo zombie jest. Otóż martwe ciało gnije i się rozpada, a nie krąży miesiącami w tę i we w tę, bez paliwa w postaci pożywienia, mając li tylko łowickie instynkty (w celu znalezienia pożywienia, co jest bez sensu bo w martwym ciele nie działa układ pokarmowy, helou!) Czy naprawdę nie można by wymyślić jakiegoś bardziej sensownego powodu upadku cywilizacji jak np krach giełdowy, brak ropy albo kosmici? Doprawdyż.
Nie mniej nawet nastoletni fani mogą się na tej bajce co nieco nauczyć. Np że to formalny zamordyzm i sprawny monitoring trzyma ludzkość w pionie.
Acha, drogie koleżanki, jakby co, to pamiętajcie, żeby raczej szukać schronienia w klasztorach a nie jednostkach wojskowych, które zapewniają, oczywiście, poczucie bezpieczeństwa wszystkiemu oprócz damskiego krocza. Ostatnia kwestia to sprawa higieny i porządku. Wszyscy bohaterowie są tam umemłani po czubek głowy i im to wisi kompletnie. Pranie? Mydło? What the fuck is that? Wszędzie na około burdel i stosy. Czułość czuję jak to oglądam, w swoim, jakby nie było, mieszkanku ;).
Nie, to nie wylotówka z Warszawy w piątkowe popołudnie, to miasto zajęte przez  zombiów!

Mentalista
Nie wspomniałam o tym serialu poprzednim razem, choć często do niego wracam. Klasyk gatunku: drużyna pracowitych jak mróweczki nie mniej bezdennie durnych detektywów, która bez naszego geniusza-konsultanta nie zawiązała by sobie sznurowadeł (chyba, że na szyi jako stryczek ;). Ale geniusz jest przeuroczy: Simon Baker grający zawsze nienagannie ubranego w retro kamizelki i popijającego herbatki w filiżankach konsultanta to źródełko ciepła, bezpretensjonalności i humoru. I ten zadziorny uśmiech, ah. Żadnych fobii, kaprysów, histerii, ot spostrzegawczy gracz i manipulator w służbie (na szczęście) porządku publicznego. Oraz prywatnej wendetty za śmierć rodziny, który to wątek, jako oś całej serii, toczy się gdzieś w tle i od czasu do czasu wypływa na szerokie wody jakiegoś odcinka.. Bardzo przyjemne, krótkie, bez pretensji.

Breaking Bad
Tego serialu jeszcze długo nic nie pobije. Na chwilę zrobiłam sobie przerwę, gdy w połowie 5 sezonu dostałam mini-zawału (chemik Walter kontra obrabowany pociąg) ale szybko dogalopowałam do finału. Po odcinku, w którym bohater upada ostatecznie (zlecając jednoczesną, jak w Ojcu Chrzestnym, rzeź niewiniątek) było mi bardzo przykro, głównie z powodu wspomnianej już wcześniej refleksji, co te współczesne seriale z nami wyczyniają: zaczynamy bez zmrużenia oka kibicować do szpiku złym bohaterom oraz zakładać (jak słyszałam) internetowe społeczności dyskusyjne, gdzie wiesza się psy na żonie głównego bohatera, rozdartej wewnętrznie Skyler. Okazało się, że po standardowych 13 odcinkach sezonu, jest jeszcze odcinek finałowy, w którym wszystko dla bohatera kończy się dobrze, gloryfikacja i afirmacja, nic, tylko zostać dilerem (ale jeśli to się przyczyni do zwiększenia absolwentów kierunków ścisłych z jednoczesnym spadkiem liczby całkowicie zbędnych na rynku pracy humanistów to czemu nie ;). Wywiad telewizyjny z twórcą serialu Vincem Gilianem, który jest delikatnym i zniewieściałym okularnikiem, rzucił nieco światła dlaczego tak się stało: takie ciotki po prostu mają tendencję do nienaturalnie odrealnionych finałów.
Nie mniej cała reszta to pjur fason and krem de la serialite mesą.
W tym serialu nie ma ładnych sukienek, ale żółte kombinezony chemiczne też mi się bardzo podobają - takie pogodne na tle całej, krwawej reszty.

UPDATE: List Hannibala Lectera do Waltera White'a  czyli co sądzi o 'BB' Anthony Hopkins [klik]


Scandal
Piękna Oliwia, z zespołem wiernych współpracowników rozwiązuje sytuacje kryzysowe. Wszelkie. Tyle w skrócie. Na reszcie nie mogę się skupić, bo myślę o grającej główną bohaterkę Kerry Washington. Boziuniu, jaka ona jest piękna, apetyczna i w kolorze porannej, gorącej kawy a zarazem gorącego, popołudniowego batona. Aaa, jeśli JA mam problemy z oglądaniem tego serialu to boję się o bieliznę szanownych panów ;). I Oliwia ma takie duże usta mmm oraz przypomina loda czekoladowego w chrupiącej polewie, ju noł? Nawet mydłkowaty prezydent Sztanów Zjednoczonych na nią leci, dlatego dużo spraw będzie się obracało w kręgach polityki, walk o wpływy, kto kogo i takie tam. Mmm. Nie oglądajcie tego drogie panie, ze swoimi facetami, bo potem trudno będzie wybłagać jakikolwiek seks ;). Albo właśnie będzie wyjątkowo łatwo, ale to nie z wami partner się będzie kochał, niestety (w swojej głowie). Eh.
Idę się nasmarować samoopalaczem. Z rozpaczy.



Luther
Przystojny Murzyn na tropie zbrodni. Oraz to, co zwykle: obstrukcja, obdukcja, dedukcja. Wspominałam już, że całkiem przystojny ten Murzyn? Wielki taki Murzyn i przystojny. Całkiem dobry, poręczny Murzyn. Jak się takiego Murzyna poogląda wieczorem to następnego ranka będzie można powiedzieć:
 ‘I had a dream’ ;). No dobrze, nie idzie mi ta recenzja ;), ale co ma mi iść. Serial jak serial. Kryminalny taki. Przejdźmy do kolejnego zatem.
Czarny śledczy Luther obowiązkowo i dla podkręcenia atmosfery posiada antagonistycznie czarny charakter - astronomiczną specjalistkę od czarnych dziur (czy tyle czerni to nie jest już aby przesada w poprawności politycznej? He?)

Awake
Bardzo ciekawy pomysł z (oczywiście) spartoolonym końcem. Pewien uczciwy policjant przy próbie wyeliminowania przez skorumpowanych kolegów, traci w wypadku a) żonę, b) syna. Wersje a) i b) są rozpisane jako alternatywne, choć przenikające się rzeczywistości. Bohater lawiruje, prowadząc w każdej wersji swojego życia inne sprawy kryminalne i chodząc do dwóch różnych terapeutów, którzy pomogą mu się uporać ze stratą i rozdwojeniem rzeczywistości. Aby widz się nie pogubił zastosowano prosty patent czyli delikatny filtr kolorystyczny. I tak jak pierwsze odcinki robią wrażenie konsekwentnego poprowadzenia pomysłu, to potem robi się niedbale a finał jest trochę w kucyk czesany. No ale wiadomo, że  a) jestem grymaśna i b) szukam dziury w całym. I to są dwie przenikające się rzeczywistości mojego serialowego oglądactwa.
Dla lunatyków i cierpiących na bezsenność -bomba (pełne zrozumienie tematu).
 
The Killing
Mroczny i realistyczny kryminał obyczajowy. Bardzo obyczajowy. Jeden sezon na odszukanie mordercy jednej ofiary (nastolatki znalezionej w bagażniku auta), a my nie tylko nie umieramy z nudów, ale się wciągamy. Detektywi są brzydcy i źle się ubierają, np w brązowe marynarki z lumpeksu i golfy w romby. Małymi kroczkami i mega-żmudnie posuwają się do przodu (takie zjawisko jak 'żmudnie' prawie nie występuje w serialach typu szukamy kto zabił). Politycy kłamią, wszyscy inni też kłamią. Rodzina ofiary przeżywa dramat. Wszystkie inne rodziny też przeżywają jakieś dramaty. Bardzo dobry serial, ale nie można się dziwić, że w pewnym momencie przestałam go oglądać ;).

Mad Men
Zadziwiające jak dobry może być serial w którym tak niewiele się dzieje. Czy to magia przeszłości? W której był czas na życie rodzinne pełne konserwatywnego podziału ról (co się ogląda jak dokument o dinozaurach, zwłaszcza, że nie mają tam, w tych latach 60., internetu, ah). Oraz zwyczaj palenia setek papierosów przy każdej nadarzającej się okazji? Oraz z okazji braku okazji. Rozkloszowane spódnice, inaugaracyjne loki i koki i krwiste usta, romanse, tapety, boazerie, drinki. Dużo boazerii. Dużo drinków. I te reklamy. RYSOWANE. I kapelusze, mmm. Tylko jakoś mało wąsów, zastanawiająco mało wąsów. Walka o równouprawnienie kobiet w branży reklamowej. Oraz w branży bycia kobietami. Kobiety z wielkimi biustami i biodrami (zgroza!).  
Serial typu slow food. Aromatyczny, elegancki, pełen długich ujęć niczym powłóczystych spojrzeń. Główny bohater Don Draper jest geniuszem (reklamy), który nie histeryzuje. Jest małomówny, zawsze ogolony i mimo licznym romansów nie łapie trypra. I to jest mężczyzna, a nie jakaś estrogenowa panienka z pretensjami typu ‘Mam pomysł, klękajcie narody!’.
 Tapety i boazerie - a nie mówiłam?

Gra o Tron
Primo/ spatium/ et in ulteriori tractu.  Trakt tu [klik]
........

 I tradycyjnie, na koniec,  czerwona kartka 

Obejrzałam pilota oraz co-pilotów ‘Hannibala’ – serialu o początkach współpracy organów (śledczych) z doktorem Lecterem, znanym z ‘Milczenia Owiec’ specjalistą od konsumpcji organów (wewnętrznych). No i klęska. Co prawda agenta-geniusza gra młody i śliczny Hugh Dancy, który jak to we wszystkich serialach obecnie, jest niezrównoważony psychicznie (ale w wersji łagodnej). Natomiast doktor Lecter to aktorska porażka a zarazem ofiara nurtu politycznej poprawności. Mads Mikkelsen, skandynawski aktor ma w sobie tyle z klasycznej elegancji i ogłady doktora Lectera co ja z baletnicy. Barbariana, dzikiego Wikinga mógłby zagrać, a nie angielskiego dżentelmana, który przez lata zwodził organy (ścigania i te wewnętrzne). W dodatku ubrali Lectera w pastelowo-fioletowe, niemal gejowskie, garniturki z błyszczącej tafty (mam nadzieję, że kostumologowi ktoś wytnie trzustkę!) oraz (i tu ostatecznia zgniła wisienka na torcie) mówi on po angielsku ledwo ledwo, ze skandynawskim akcentem.
- Ken oj haffe szandwiscz? 
(Can I have sandwitch?)
No zgroza, zgroza i to nie bynajmniej z powodu kanibalizmu doktora, tylko tego, co z nim uczyniono. Zatem do widzenia, Hannibalu, kij ci w ślip.

30 komentarzy:

  1. Czytam i ogarnia mnie marazm. Nuuuda. Za chwilę się ożywiam, widząc jakąś odmienność i znów nuda. I to nie z powodu scenariusza czy jakości, lecz schematu. Czy te seriale już zawsze będą nagrywane w podobnym tonie? Ameryka rozmachem i powtarzalnością słynie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cuś mi się literki pozamieniały na koniec

      Usuń
    2. Faktycznie, współczesny widz jest skazany na tę sinusoidę zniechęceń i ożywień.
      Najwyraźniej co sezon

      Usuń
  2. Nie znam ani jednego, albowiem seriali nie kocham, bo zmuszaja mnie do regularnosci ogladania. A pozniej sa nastepne "sezony", coraz gorsze i nudniejsze. Wole Animal Planet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w dzisiejszych czasach nic nie zmusza do regularności. Można wciągnąć cały sezon w jeden dzień - ponoć są tacy kozacy. Ponoć istnieją już też dobre maści na odleżyny ;)

      Usuń
  3. Dzięki ci za ten post dobra kobieto!

    OdpowiedzUsuń
  4. "Mad Men" - zdecydowanie mój numer jeden! Tym serialem należy się delektować, trzeba po prostu wsiąknąć w ten leniwy, dekadencki klimat lat 60-tych. Wtedy widz przepada jak ja. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serial typu przepadak ;), zgadzam się.
      Zdaje się, że długo postoi na podium klasy samej w sobie.

      Usuń
  5. Niedługo wszyscy co lepsi aktorzy poznikają z kin i będą się bić o seriale. Już sama nie wiem co ściągać i chyba włączę ojca Mateusza:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'CSI Sandomierz' to się nazywa.
      Nie wiem czy wiesz ;)

      Usuń
  6. No ja bardzo bardzo właśnie House of carsd, bo już jutro w ale kino plus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie próbuję ten domeczek karciany 'sprzedać' rodzinie, bo chyba cośtam plus mają ;)

      Usuń
  7. Luther - krótko, treście i do śmichu.
    Nie oglądam niczego, nie znam, ale proszszsz o więcej, bo bardzo mnie te seriale wciągły ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy jak przeczytasz moje treściwe streszczenia, fakt ;)

      Usuń
  8. House of Cards oj musiałam sama ze sobą walczyć żeby nie wciągnąć wszystkich odcinków w dwa dni. Mad Men oglądam falami. Wciągnę maniakalnie jeden sezon a potem nasycona zapominam (zasadniczo mam tak z serialami). The Killing bardzo bardzo. Mam nadzieję, że będzie druga seria angielskiego Broudchurch!
    Obejrzałam jeden odcinek tzn pilota Hannibala i nie mam ochoty na więcej. Jakieś to takie przestylizowane, amerykanckie. Szkoda!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o wspomnianym przez cię Broudchurch, może zaryzykuję w jakąś wolną NIEDZIELĘ ;)

      Hannibal tak pretensjonalny jak chwalenie się zdrową wątrobą ;)

      Usuń
    2. A ja właśnie to zrobiłam-wciągnęłam w 2 dni:)

      Usuń
    3. Polecam wolną niedzielę, a najlepiej wolny weekend, bowiem nie da się inaczej!

      Usuń
  9. Moim nr 1 jest Breaking Bad. Jestem chemikiem i mam inicjały MM .
    Może powinnam jakieś małe laboratorium mety w piwnicy uruchomić?
    Przemawia tez za tym permanentny brak gotówki. Wynikający nie z tego, że mało zarabiam, ale z tego, że dużo wydaję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej sytuacji literniczej powinnaś raczej produkować coś na 'W' (jako chemik już tam najlepiej byś wiedziała co).

      Ostatnie zdanie - rispekt, Marylin ;)

      Usuń
  10. Z tych wymienionych przez Ciebie seriali obejrzałam tylko Mad Mena i Breaking Bad.
    Oglądałam od razu wszystko jak leci, na kinomaniaku, gdyż albowiem nie lubię czekać, a poza tym z racji podeszłego wieku i sklerozy po tygodniu nie pamiętam wątku. .
    Oprócz tych dwóch, w mojej pierwszej piątce są jeszcze: Rodzina Soprano, 6 stóp pod ziemią i In Treatment ( kolejność przypadkowa, oprócz nr 1 oczywiście).
    Dziękuję za tytuły, już zaczęłam oglądać House of Cards :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzinę i 6 stóp opisywałam poprzednio czyli w zeszłym roku. Nie mam nic do dodania, poza tym, że doskonałe, oczywiście.
      Miłego romansu z Karcianym Domeczkiem życzę zatem :).

      Usuń
  11. Usiłuję sobie przypomnieć chociaż jeden serial, który faktycznie w życiu obejrzałam i oprócz "Pszczołki Mai" nie mogę sobie żadnego przypomnieć... Słowo "serial" wywołuje u mnie lekkie drgawki w okolicy oczodołów, ból ucha i konieczność naciśnięcia kciukiem na przycisk zmieniający kanał... Serial to tak, jakby czytać jedną książkę przez półtora roku! W moim przypadku - niewykonalne! A jakże modne słowo "sezon" nie wiem czemu kojarzy mi się wyłącznie z polowaniem na łosie (nie wiem, czy na łosie się poluje, ale w moich synapsach tak się to zlepiło). Dla mnie oglądanie jednej historii przez kilka "sezonów" byłoby rodzajem wyroku... Porównywalnym ze zmuszaniem do jedzenia wiórków czekoladowych pojedynczo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ludźmi też tak masz? ;)
      Jak się dowiedziałam u mojego leśniczego moratorium na odstrzał łosi trwa już ponad dekadę, więc radzę skojarzenia z sezonem zamienić na np kaczki.

      Usuń
    2. Tak i konsekwentnie obejrzeć meksykański film "Sezon na kaczki" hihi

      http://www.filmweb.pl/film/Sezon+na+kaczki-2004-204095

      Usuń
  12. Widać, że w tym roku na porządnym, słonecznym urlopie nie byłaś, skoro tak piejesz nad opalonoskórymi.
    Ale równouprawnienie dopieszczone, bo i dla pań i dla panów te brązowe kąski ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jakoś tak wyszło. Jak odstawiłam czekoladę ;)

      Usuń
  13. Uwielbiam Mikkelsena, jednak tylko w duńskich produkcjach lub produkcjach z jego grupy językowej. Wtedy facet może się wykazać.
    Jestem też jednak "fanką" cyklu o Hannibalu Lecterze i nie mogę znieść tego co z nim zrobili w tym serialu!

    OdpowiedzUsuń
  14. Otóż to - nie można tego znieść.
    Najwyraźniej nienaganność językowo-wizerunkowa nie jest w dobie poprawności politycznej już tak istotna dla charakterystyki postaci klasycznego, angielskiego doktora. Cóż.

    OdpowiedzUsuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...