niedziela, 5 maja 2013

Trio FILMÓW DROGI z przyczepą kempingową w roli głównej dla tych, którzy majówkę spędzają na zadokanapie czyli ‘Turyści’, About Schmidt’ i ‘Priscilla, królowa pustyni’

Trzy dekady i trzy style urlopowego podróżowania domem na kółkach.



Turyści (2012) [.]
Człowiek, który określił w materiałach promocyjnych film ‘Turyści’ jako komedię jest najwyraźniej upośledzonym umysłowo pociotkiem dystrybutora na bezpłatnym stażu. ‘Turystów’ można by ostatecznie nazwać dramatem z elementami czarnego humoru. Prowincjonalnie angielskim ekwiwalentem przygód by Micky i Mallory, jeśli już odwoływać się do jakiegoś kanonu morderczych par.
Oto bowiem mamy parę, która przyczepą kempingową wyrusza na zwiedzanie lokalnych angielskich zabytków, obejmujących tak muzeum tramwajów jak i skalne groty. Nie jest jednak ważne co nasi turyści zwiedzają ale w jakim stylu to robią. W morderczym. Ona jest mieszkającą z nadopiekuńczą matką 35-latką, a on sympatycznym z wyglądu rudzielcem, którego bohaterka w pocztówkach do matki opisuje jako ‘czułego kochanka’, czemu jednak przeczą podglądane przez nas sceny wspólnych czułości kempingowych. Wydają się jednak dobrani i na początku trasy i już po przekroczeniu strefy mroku. Na trasie ich podróży trupów będzie sporo, czynionych mniej i bardziej spontanicznie. W jego mordowaniu jest pewna metoda – powodem jest wzbierający gniew, bodaj na przypadkowo napotkane przejawy chamstwa i przymus wymierzenia kary ostatecznej. Ale i, jak się wkrótce okazuje, z powodu skrywanych kompleksów. Ona zaś nie toleruje w ich tandemie żadnej konkurencji – czy to damskiej czy męskiej – swojego kochanka i jego czas chce mieć tylko dla siebie, niczym kapryśne dziecko. W ostatecznym jednak rozrachunku nie okazuje się aż tak romantycznie zakochana, jakby mogło się wydawać i gotowa jest - tego akurat możemy się tylko domyślać – wrócić w czułe objęcia matki, która ją przed towarzyszem podróży ostrzegała. Możemy się też domyślać, że ta wycieczka stworzyła babskiego potwora, który prędzej niż do robienia na drutach na kanapie wróci do ich wdziewania w bliźnich. A może był to tylko epizod w życiu naszej uroczej bohaterki? Hm. Jak obejrzycie to zdecydujecie. Ja obejrzeliście to już wiecie.
Bardzo ciekawy trzeci film reżysera Bena Wheatley’a – będę śledzić jego przyszłe dokonania.

Bardzo dynamiczny zwiastun






















Dlaczego polski dystrybutor założył, że widzów przyciągnie do filmu zad przyczepy z zaciągniętą firanką? Zaiste - mordercza zagadka ;)

Tymczasem inni podróżują na smutno
Schmidt (2002) [.]
Bardzo smutny film o tym, kim jest i jak żyje przeciętny mężczyzna w wieku Jacka Nicholsona, który gra tu główna rolę. Otóż jest taki mężczyzna żałosnym emerytem – a jeśli jeszcze bez żony – to żałośnie samotnym emerytem bez celu, bez możliwości, za to z całym szerokim wachlarzem desperacji tego ostatniego etapu życia, który kończy się śmiercią. I w konfrontacji z nicholsonowym gwiazdorstwem okraszonym czerwonymi dywanami i wianuszkiem atrakcyjnych dziewcząt dokoła, ta wykreowana w filmie postać robi druzgocące wrażenie.
Wsiada więc nasz emeryt w przyczepę kempingową i jedzie do córki, wychodzącej za mąż za dramatycznie tępego wieśniaka, którą to córkową decyzję (co do wyboru takiego życiowego partnera) nasz emeryt też bierze za objaw desperacji - kobiety w wieku średnim. (Aż ciężko zdecydować któremu rodzajowi desperacji mamy kibicować ;)
Mamy tu więc amerykańską prowincję, tapety w kwiatki, trwałe i bokobrody i ex-hipisów i wesele i prowincjonalną charytatywność i tą przyczepę, w której podróż choć na chwilę może pomóc zapomnieć o nieuniknionym.
Na ostatniej scenie wypada płakać. 
Tym, którzy nie płakali przydałby się sesja z podstarzałym Lindą, tubalnym dyszkantem pytającym: "Co ty kurwa wiesz o emeryturze?".

Co ciekawe - plakaty filmu na rynek wschodni uderzają w zadziwiająco optymistyczną nutę w wizualizacji bohatera. Zupełnie jakby skośne nacje nie umiały sobie poradzić z taką ilością nieogolonego i pochmurnego smutku. Hm

















I jako ostatnia

Priscilla, królowa pustyni (1994) [.]
Czy ktokolwiek nie chciałby zobaczyć początków filmowej kariery agenta Smitha z ‘Matriksa’ a zarazem króla Elfów Elronda z ‘Władcy pierścieni’? Czyli Hugo Weavinga, w Priscilli grającego drag queen na tourne po Australii razem ze swoimi uroczymi kompanami czyli Terencem Stampem i Guyem Pearcem. Film widziałam dawno i wspominam go czule i kolorowo. Kostiumy do estradowych występów naszych bohaterów przy muzyce min Abby są absolutnie obłędne i robią większe wrażenie niż niejeden najnowszy musical. Między wierszami toczy się zaś walka ze stereotypami wyznawanymi przez australijską (jak i zapewne każdą inną) prowincję, poza tym każdy z bohaterów ma swoje własne demony.
A co do społecznej wymowy filmu – cóż, byłam nim zachwycona w czasach, kiedy kibicowanie mniejszościom wydawało się po prostu i po ludzku słuszne, nie było natomiast obowiązkowe. Nikt nam tego wtedy pod karą groźby nie nakazywał. Nikt nie zmuszał by kochać. Dla ludzi o otwartych umysłach film był, i zapewne nadal, choć już w mniejszym stężeniu, jest egzotyczną perełką oraz „nowatorską mieszanką kina drogi, new queer i musicalu”.
A dziś bym być może obejrzała ‘Priscillę’ trochę innym okiem. Nie mniej do występów drag queenowego trio zawsze chętnie mogę wracać bo to majstersztyki.

Jakieś inne typy przyczepne? ;)

11 komentarzy:

  1. Dwa pierwsze widziałam. Turystów - dzięki Tobie, dopiero co. Niby mnie nie zachwycili, a jednak siedzą mi w głowie. Zdanie o głównej bohaterce mam. Czy to epizod? Hmm, nie powiem, niech każdy sobie wyrobi swoje.
    Schmidta wraz z kreacją Nicholsona uważam za film genialny. Daje do myślenia.
    Priscilla wciąż na mnie czeka. Mniam!

    OdpowiedzUsuń
  2. No i kicha :( Jako zacofany filmowo, telewizyjnie i kinowo nie wiem o czym mowa :( Ale żeby się nie smucić za bardzo wiosna wraca, robi się znów słonecznie będzie pięknie ;)
    Dzieńdobrybardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częściowo też niekoniecznie widzę sens w marnowaniu maja na oglądanie filmów - w przeciwieństwie do jesiennych wieczorów.

      Usuń
  3. jakoś przychodzą mi do głowy tylko podróżne; para na życie , prosta historia,wszystko za życie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Para na życie - kocham ten film ;-)

      Usuń
    2. Parę na życie też opisałam, ale potem wyrzuciłam, bo tam nie było przyczepy, hehe.
      Innym razem.

      Usuń
  4. Oglądałam tylko Schmidt'a

    i bardzo dla mnie był ten film

    pewnie jestem bardzo smutną osobą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (No nie wiem, ja bym ci takiej diagnozy nie postawiła.)
      A dla mnie też bardzo.

      Usuń
  5. Mint me! Może to nie najlepiej o mnie świadczy, ale po obejrzeniu "Turystów" wyszłam z kina z uśmiechem na ustach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przed chwilą, dźgnięta Twoją recenzją, obejrzałam "Turystów". Pomijając rozważania, czy mordercze wakacje to tylko epizod w życiu panienki, czy też nie, pozwolę sobie wyrazić pełne zdumienie połączone z podniesieniem brwi (prawej) spowodowane widokiem plakatu, a konkretnie tekstów na nim umieszczonych: "zabiją cię śmiechem" oraz "piekielnie zabawny".
    Albo mam kompletnie zryte poczucie humoru, albo ktoś tu zwariował.
    Fakt, stwierdziłaś już w tekście, że coś jest z "przypasowaniem do kategorii" nie tak, ale że aż nie tak?!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...