niedziela, 3 lutego 2013

TOP 10 NAPRAWDĘ DZIWNYCH filmów

Zacznę z grubej a czeskiej  rury, by płynnie przejść przez angielskie wyuzdanie i narkotycznie amerykańskie tripy do serwowanej dzisiaj w tivi bolesnej podróży w czasie w wykonaniu klasycznie łysego Bruce’a. 
No to lecimy:


OTIK (2000 r.) [.]
Surrealistyczny (na sposób czeski) film Jana Svankmajera o przysposobionym przez bezdzietne małżeństwo dziecku-pieńku, nie tylko dla niewiast o tak niesprecyzowanych poglądach na macierzyństwo jak ja ;). Zapewniam, że po seansie znajdziecie sobie jakąś gałąź, coby się nią podrapać w głowę. Film z typowej czeskiej komedii zmierza wprost w gardziel yyy typowo? słowiańskiego? horroru? Trudno powiedzieć ale tytułowy otesánek wypada moim zdaniem lepiej niż, dajmy na to, Mark Wahlenberg, który w każdym filmie gra jak kawał drewna...
[.]

ORLANDO (1992 r.) [.]
Przyznaję, że film widziałam dawno, kiedy jeszcze gwiazda grającej główną rolę Tildy Swinton nie świeciła tak jasno i tak transgenderowo, zanim jeszcze nie namnożyło się ekranizacji z epoki elżbietańskiej i mody na zdeklarowaną androgeniczność.
A rzecz idzie tak: Orlano (Tilda), przez pół filmu mężczyzna, a przez drugie pół kobieta, przemierza czas i epoki, a stroje ma bardzo ładne takie ;)
Ekranizacja powieści Virginii Woolf w reżyserii Sally Potter – czy muszę mówić coś więcej?
[.]
DONNIE DARKO (2001r.) [.]
W 2000 roku nie można było zapewne wybrać do głównej roli pokręconego nastolatka, widującego na jawie psychodeliczne króliki, lepszego aktora niż Jake Gyllenhal. Aż do końca trudno widzowi sprecyzować gatunek: dramat o trudnym dorastaniu? horror s-f  o przybyszach z kosmosu? obyczajowy z nutką autystycznego kina dziecięcego? Piosenki z filmu przednie. Zasadniczo jestem absolutnie nieczuła na filmową stronę muzyczną a część filmów w warunkach domowych oglądam z przyciskiem mute, co zapewnia dogłębniejsze przeżycia wizualne. Ale piosenki z 'DD' nucę sobie często a bezwiednie, w momentach melancholijnych zwłaszcza.
Film odkryłam z 10-letnim opóźnieniem po premierze, ponieważ notorycznie mylił mi się z też niezłym „Donnie Brasco” (z Johnny’m Deepem), który choć dobry, dziwnym nie jest.



LAS VEGAS PARANO (1998 r.) [.]
Ostra jazda wizualna ze wspaniałymi rolami Johnny’ego Deepa i super spasionego Benico del Toro (kto nie chciałby mieć takiego prawnika? ;). Chłopaki dają ostro w czajnik - lub jakoś tak - nie jestem za dobra z narkotycznej nomenklatury. Dla mnie film jest zabawny również z dodatkowych powodów, powiedzmy, że ex-zawodowych: oto proszę państwa jak naprawdę wygląda pisanie reportaży z imprez, no nie oszukujmy się. Dostaniemy też prawdziwą definicję 'narkomana' oraz naukę dlaczego nie należy mieszać efedryny z peyotlem.
Pamiętam jak jechałam kiedyś autobusem i dwóch licealistów rozmawiało mi nad głową.
-Widziałem ‘Las Vegas Parano’ 27 razy – powiedział z dumą jeden licealista do drugiego, a ten drugi (i ja) zacukaliśmy się...
Dwudziestu siedmiu razy nie polecam – ale raz to musowo ;)

MOON (2009 r.) [.]
Bardzo kameralny film z jednym aktorem (Sam Rockwell), grającym technika obsługującego bazę na księżycu. Od razu czujemy, że coś jest nie tak: cicho, spokojnie, żadnych kosmodromów, obcych i innych dupereli, ale jak już dojdzie do rozrachunku z istotą człowieczeństwa, to się uleje, oj uleje.
Lubię filmy w których oczekiwanie na finał budowane jest takimi spokojnymi, a jednocześnie super niepokojącymi, scenami. Żadnych hollywoodzkich napierdalanek, a ściska.
MORDERCA WE MNIE (2010r.) [.]
Cassey Affleck (młodszy brat gładkolicego Bena Afflecka) jest naprawdę dobrym aktorem o dziwnym zgryzie - dla mnie to taki żeński odpowiednik Keiry Knightley i z ustęsknieniem czekam na film, w której para ta będzie się do siebie szczerzyć ;), o tak [.]+[.]. W filmie Cassey gra - no jakżeby inaczej - zabójcę. Jest dosyć brutalnie, nawet jak na mnie, a mnie już naprawdę mało co rusza. Pointy nie ma i człowiek po seansie zostaje z tymi porozłupywanymi czaszkami (min pięknej Jessiki Alby) i nie wie, co ma zrobić, jeść się w każdym razie nie chce. Natomiast obejrzeć Cassey’a w czymś jeszcze chce się bardzo.
12 MAŁP (1995 r.) [.]
Film, w którym aktorską klasę potwierdził Brad Pitt, pięknie grając wariata bez ani jednej klepki. Za to podróżujący w czasie Bruce Willis nie ma lekko, strasznie go dręczą naukowcy od podróży w czasie i nawet jedna pani dochtór, co się w końcu do niego przekonuje (bardzo ładna Madleine Stowe) wiosny nie czyni. Wszystko zmierza ku katastrofie, wszyscy wiemy, że do katastrofy dojdzie, ale cały czas mamy nadzieję, że się katastrofie uda zapobiec. Chyba najlepszy 'hollywódzko' film Terry'ego Gilliama z pamiętnej grupy Monthy Pythona.

ŹRÓDŁO (2006 r.) [.]
Film piękny wizualnie. W warstwie narracyjnej bezsensowny, trudno jednak oprzeć się wzruszeniu oglądając umierającą na raka Rachel Weisz i Hugh Jackmana w roli kochającego męża-naukowca, który chce ją uratować - och, jak on chce! Poza tym dużo przeskoków w czasie (z tymi samymi aktorami w różnych rolach - co mamy ostatnio w ‘Atlasie chmur’), konkwistadorzy, drzewo życia, badania w laboratorium, jogin pod drzewem, bańki lecące ku słońcu, takie tam.
MECHANIK (2004 r.) [.]
Bardzo, bardzo chudy Christian Bale w roli mechanika z problemami psychicznymi wynikłymi na tle wyrzutów sumienia po spowodowaniu wypadku. O nie, to był spojler, pardon. Ale to w niczym nie przeszkadza w oglądzie.
Nie wiem co chciał osiągnąć reżyser robiąc film z holokaustycznym Batmanem, posiadającym sumienie, co się okazuje zresztą pod koniec.

 ZET I DWA ZERA (1985) [.]
Właściwie mogłabym tu dać jakikolwiek film Petera Greeneway’a, którego jako nastolatka byłam olbrzymią fanką – a to okres, który moim zdaniem, kształtuje nasze gusta.
‘Zet i dwa zera’ historia o braciach bliźniakach, z których jeden bada padlinę w miejscowym Zoo, a drugi traci w wypadku żonę. A konkretnie to żona traci nogę.
‘Kontrakt rysownika’ [.] – o ambitnym artyście w XVII-wiecznej Anglii, który w zamian za erotyczne usługi pani domu zobowiązuje się wykonać serię rysunków rodzinnej posiadłości. A na rycinach pojawiają się niepokojące elementy, świadczące o morderstwie pana domu...
‘Wyliczanka’ [.] w której córka, matka i babka topią swoich mężów (taka rodzinna tradycja ;) i flirtują z koronerem w celu ukrycia zbrodni.
‘8 i pół kobiety’ [.] o ojcu i synu, którzy postanawiają urządzić w domu ekskluzywny dom publiczny.
 ‘Dzieciątko z Macon’ [.] – to juz w ogóle ciężki kaliber.
Jest w tych filmach jakiś egzystencjalny smutek pomieszany z barokowym wyuzdaniem – kostiumy, namiętności, jedzenie, przemijanie, umieranie.
Moich ówczesnych amantów, których na te filmy ciągałam, Greneway regularnie doprowadzał do apopleksji. (Zwłaszcza scena w której bracia bliźniacy dają się zjeść przez ślimaki – bo nawet samobójstwo u Greneway’a a to nie przelewki z banału w kliszę.) W ramach równouprawnienia musiałam więc co drugi raz uczęszczać do kina na gnioty w rodzaju ‘Armagedonu’, które niestety zakotwiczały mi się swoim banałem w pamięci bardziej niż rzeczony Greeneway, którego mam w planach odświeżyć. Nie wiem właściwie co polecić na początek – może, jeśli wierzycie festiwalowym nagrodom – to za ‘Brzuch architekta’ Greeneway dostał Palmą w Cannes.





















KRAINA TRAW (2005) [.]
Psychodeliczna bajka o córce nieodpowiedzialnych rodziców, pobycie w ‘uroczym’ domku na prerii, sąsiadach posiadających specyficzne hobby i dlaczego nie da się efektownie zamarynować trupa w warunkach domowych.
Lubię Jeffa Bridges’a, który ma w swoim dorobku aktorskim mnóstwo pokręconych ról. W ‘Krainie Traw’ Jeff gra głównie trupa, co moim zdaniem wcale nie umniejsza jego wdzięku ;)
Za to młoda aktorka Jodelle Ferland  sprawuje się wyśmienicie. No i na lalki Barbie patrzymy po filmie jakoś tak... podejrzliwie ;)
Film oczywiście Terry’ego Gilliama.

MEMENTO (2000r.) [.]
Wszystko już w filmie było- było więc i achronologiczne filmów cięcie i reminiscencje się przeplatające z akcją właściwą i refreny, niczym w greckiej komedii. Niemniej nawet na tym tle Memento wypada oryginalnie, bo kręcone jest od końca. Każda kolejna scena poprzedza scenę już obejrzaną. Film jest swoistym ćwiczeniem  pamięci widza. No i ten zagubiony Guy Pearce, biedaczek, w roli wytatuowanego faceta z amnezją, któremu zamordowano żonę i który poszukuje sprawcy.

  
BRAZIL (1985 r.) [.]                  
Skrzyżowanie Kafki z rokiem 1984, polane dużą dawką efedryny z peyotlem. Pewien urzędnik w bliżej nieokreślonym totalitarnym państwie przyszłości na skutek  pomyłki zostaje uznany za wroga systemu i musi uciekać.  Natomiast jego szanowna mamusiae znowu przechodzi lifting. Film miał dwie nominacje do Oskarów i z tego co wiem dwie wersje - jedną na US a drugą, reżyserską, wszędzie indziej.






















Mówiłam że 10? Ale nie mówiłam, że bez vat...

22 komentarze:

  1. Jak powiedziałem kumplowi, że LAS VEGAS PARANO jest manieryczny, to się na mnie na długie miesiące obraził...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem?
      Polskie seriale są dla mnie manieryczne...

      Usuń
    2. Wiesz, ja nie mogłem patrzeć na zbyt "miniastego" Deppa. Za dużo grymasów jak na jeden film.

      A "Moon" kapitalny!

      Usuń
    3. On prawie wszędzie jest miniasty, no ale fakt, ze nie aż tak jak tu.

      Usuń
  2. Dopisałabym Nagi lunch i eXistenZ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, ale widziałam je tak baaaardzo dawno, że zapomniałam. Poza tym to nie wiem czy z czystym sumieniem by je komukolwiek poleciła ;)

      Usuń
    2. Mnie się podobała maszyna do pisania z Nagiego.

      Jeszcze może Miasto zaginionych dzieci i Dark City.

      Usuń
  3. Ech... jeśli kolejny randkowicz wpadnie na pomysł pogadania z Tobą o filmach, nie będzie wiedział na jaką minę się pakuje :)
    A "Teksańską masakrę piłą mechaniczna znasz"? ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, brzmi jak klasyka, ale nie przypominam sobie jakoś...

      Usuń
  4. Z tych wszystkich, widziałam tylko "Źródło", coś o odradzaniu się życia... Ale dokładne opisanie tego o co tam szło zajęłoby mi całego posta... :)
    Z tej listy obejrzałabym chętnie ten: "Moon" i "Kontrakt rysownika".

    OdpowiedzUsuń
  5. no to mam co oglądać przez cały luty :)
    kapitalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A oglądałaś "martwicę mózgu"? To jeden z pierwszych filmów Petera Jacksona, tego od "Władcy pierścieni" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobali mi się jego 'Przerażacze'- ostatni film przed 'Władcą pierścieni'.
      Ale to bardziej fanstasy thriller a 'Martwica' to już krwiochlapne gore ;)
      Nie mniej zaryzykuję kiedyś zapewne.

      Usuń
  7. Zatrzymałem się na "Zagubionej autostradzie". Po tym filmie świat zaczął mi się wydawać dziwniejszy niż myślałem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwsza myśl: "Martwica mózgu" P. Jacsona to jest wyższa konieczność! plus inne stare filmy tego reżysera "Bad taste" i absolutny odlot jego "Meet the Feebels". Dużo dobrego, duuużo!

    A z wymienionych przez Ciebie, znam prawie wszystkie filmy. Otik! Zapomniałam o Otiku:) A "Dzieciątko z Macon" to był mój ulubiony film z liceum. Ze znajomymi oglądaliśmy na zmianę z filmami Jacsona:)I przypomniało mi się, że każda nowa osoba w towarzystwie musiała przejść test wytrzymałości na Dzieciątko z Macon, oraz test na Martwicę:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie nawet jeden amant kupił w prezencie 'Dzieciątko' na kasecie VHS :). (Kjut!)

      Miałam nadzieję 'sprzedać' wam 'Otika', a resztę to już tak z marszu dopisałam :)

      Usuń
    2. Faktycznie Jackson sprzed Władcy jakoś mi bardziej 'podchodzi' niż po, hm.

      A jak znajdujesz 'Krainę traw'?

      Usuń
  9. cieszę się, że tu trafiłam, będę mieć co oglądać przez kilka kolejnych dni, bo ja kinomaniaczka, większości z tych filmów nie widziałam, o zgrozo ;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super, tyle inspiracji w jednym poście! znam tylko Las Vegas Parano i Donniego Darko, więc zapowiada się wiele wieczorów filmowych jesienią...Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Króliczku: naści i baw się dobrze, najlepiej w jakimś psychodelicznym makijażu ;)

      Usuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...