poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Raport z pola walk rodzinnych: Święta, samobój, utylizacja choinki i topienie szynki

Wszyscy domniemywują, jakież to mamy święta. Ha ha! Na pobliskim osiedlu widuję jeszcze skupiska poprzednioświątecznych choinek. Przemieszczają się czasem z miejsca na miejsce, ale ogólnie upodobały sobie trawniki. Na tym tle widać w mojej rodzinie postęp w czasookresie choinkowej utylizacji, co jest jednocześnie świadectwem choinkowego zdziadoszczenia. Stosując się do zasad, że choinka stoi tak długo jak ma igliwie i pachnie, należy obecnie wyrzucić ją w okolicach trzeciego stycznia (a przez następny miesiąc i tak wyjmować igiełki z zakamarków o tyleż tajemnych co intymnych). Ale pamiętam, że kiedyś choinki były trwalsze i aromatyczniejsze. Widać dziś choinki pędzi się jak pomidory na jakimś fosforanie, a zarazem bliżej choinkom do pralek i innych sprzętów AGD, które psują się dzień po gwarancji (czyli w tym przypadku po świętach). 
Wspominam poprzednie święta, bo tatuś doznał w terminie wymagającym utylizacji choinki jakiejś depresji. Tatuś mój generalnie jest istotą wiecznie niezadowoloną i pełną fochów niczym nastoletnia księżniczka z ADHD, za które to męczeństwo obcowania z takim przypadkiem powinno się resztę rodziny natychmiast i za życia najlepiej kanonizować (mam zamiar napisać w tej sprawie do Franciszka - po argentyńsku ;). Jednak w terminie choinkoutylizacyjnym przyplątała się tausiowi jakaś zjadliwa forma depresji i zapowiedział, że „ma tego wszystkiego dość i najchętniej rzuciłby się z 12 piętra”. Potraktowałyśmy z mamusią sprawę praktycznie:
- Skoro ma się rzucać, to niech weźmie ze sobą choinkę – zaproponowałam.
- Ale on powiedział, że się chce rzucić z dwunastego, a nie z naszego piątego – zafrasowała się mamusia.
- To stań na balkonie z choinką i jak będzie cię mijał to mu wręczysz – powiedziałam, po czym obydwie wybuchłyśmy sardonicznym śmiechem.
Bo nie wiem jak u was, ale na moim rodzinnym osiedlu sprawę wymeldowania choinki załatwia się przez balkon, oczywiście w duecie - jedna osoba rzucająca i jedna na dole, służąca za żywą tarczę (ponoć bardziej cywilizowane kultury blokowe używają do tego procederu sznurka ;).
Tatuś rzecz jasna nie skoczył z żadnego piętra, a choinkowy duet balkonowy jak zwykle utworzyłyśmy mamusia i ja. Byłam na dole, kiedy moje ‘Jeszcze nie!’ zostało wzięte za ‘Już tak’ i tym sposobem choinka spadła nieomal na przechodzącego obok emeryta z pieskiem, który to emeryt dał się taktownie acz emocjonalnie przeprosić, w przeciwieństwie do pieska, który dostał SZAŁU. A potem to już pędziliśmy do osiedlowego śmietnika, zczepieni w nierozerwalną trójcę: choinka, piesek i ja.

Na tym tle Wielkanoc nudna bo bezludna. Osamotniona.
Znowu czytam  Hrabala i tak mi się skojarzyło:
Prawdaż. I nie tylko u Cyganów tak.

A teraz ściskająca za serce piosenka o zatopionej szynce

15 komentarzy:

  1. Psujecie biednemu ojcu przyjemnosc, kiedy grozi skokiem z 12-go, wysmiewajac jego powazne zamiary. Dobra corka i zona padlyby grozicielowi do stop, oblapily za kolana i prosily goraco, zeby wsrod zywych pozostal. A Wy mu jeszcze choinke po drodze chcecie w rece wciskac! Jak tak mozna???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiech to czasem jedyne rozwiązanie. Tyle.

      Usuń
  2. a czy to działa w obie strony? to znaczy - czy zieloną choinkę też wciągacie przez okno? muszę się nad tym zastanowić, w takim Amsterdamie mają specjalne haki do wciągania mebli przez okno, to i w blokach administratorzy mogli coś takiego zapodać, aby się ludziska nie męczyły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o hakach ale tam przyoszczędzają na przestrzeni klatek schodowych więc nie mają wyjścia (i wejścia) dla mebli.
      Choinki okazałe jak i wszystko nowe wnosi się frontowymi drzwiami, a śmieci i zdechlaki wynosi dyskretnie ;)

      Usuń
  3. Wzruszyłam się przy tej piosence:)

    Literaturę czeską uwielbiam,a Hrabala szczególnie.
    Lubię też w związku z tym Mariusz Szczygła i właśnie sobie jeszcze raz przeczytałam jego "Laskę nebeską".

    Gdy Szczygieł zapytał (nie pamiętam kogo) , jak Czesi mogą wierzyć w kogoś takiego jak Jára Cimrman, kto nie istnieje naprawdę, dostał odpowiedź, żeby się nie dziwił, bo : "to przecież zupełnie tak, jak w Waszej katolickiej Polsce".

    "DOPÓKI ŻYJESZ, JEDZ I PIJ. PO ŚMIERCI JUŻ NIE BĘDZIESZ MIEĆ ŻADNEJ RADOŚCI"

    Pozdrawiam, jeszcze świątecznie :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zobaczymy co tam będzie po śmierci, nie przesądzajmy pochopnie a uczynki dobre czyńmy, póki ich nie opodatkowano ;)
      (Ja teraz czytam pozycję o sekcjach i balsamowaniu zwłok i do śmiechu mi nie jest, ale o tym relacja kiedy indziej;)
      Uszanowania.

      Usuń
  4. Wizja skaczącego tatusia mnie wzruszyła niepomniernie i pomyślałam sobie, że może i mojego tatusia by zabrał ze sobą, bowiem łączy ich to, że i mój tatuś jest jest istotą wiecznie niezadowoloną i pełną fochów niczym nastoletnia księżniczka z ADHD. A nie posiada on balkonu, ani piątego piętra, o dwunastym już nie wspominając. Choinki też nie ma. Ino bluszczyk zwisający z półki robiący za choineczkę:))

    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po bluszczyku wystawionym za balkon też można i bezpieczniej nawet.
      Ściskam poświątecznie :)

      Usuń
  5. Jak dobrze, że jestem nietradycjonalistką pod tym względem i u mnie od lat króluje na salonach sztuczna choinka, z którą nie trzeba się potem rzucać z żadnego piętra, a wystarczy rozebrać, złożyć i zanieść z powrotem do piwnicy! :)
    Pozdrowienia wielkanocno-śnieżne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My przez parę lat choinkę ubraną zakrywaliśmy wielkim worem na śmieci i taką zanosiliśmy do piwnicy:) A za rok tylko siup z wora i już jest.

      Usuń
    2. Bardzo praktyczne jesteśta dziewczyny: siup do wora i do piwnicy...
      (z mężczyznami tak to rozumiem, ale z choinką... ;)

      Usuń
  6. Ja się doliczyłam wczoraj u siebie 19 osób,więc o samotności nie ma nawet mowy:) za to teraz odliczam minuty, żeby wskoczyć do łóżka spać, niech ino kury posną... ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No i w końcu jest usprawiedliwienie dla mojego barbarzyńskiego obchodzenia się z chujanką. Czyli, że przez balkon, jak gwarancja minie. :)
    Zawsze mnie to przyprawialo o wyrzut sumienia, że tak nieelegancko, ale z drugiej strony znoszenie po schodach i zamiatanie ich potem z igiełek jakoś do mnie nie przemawiało. Teraz będę wywalać balkonem w spokoju sumienia. Dzieki Ci wielkie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. wyobraziłam sobie mojego teścia jak skacze , ale jemu kopę surowych jaj bym przytroczyła

    OdpowiedzUsuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...