sobota, 23 marca 2013

Imieniny, wersja 2.0 soft. O dziwnych imionach i patentach na wyproszing gości

Po pierwsze ciężko mi się na te imieniny zebrać – ideologicznie, że tak powiem. XXI wiek a my, ludzkość, obchodzimy święto własnego imienia... no plis. Życzę ci wszystkiego najlepszego, z powodu, że się nazywasz Magda, bo gdybyś Kazimiera, to wówczas bym ci nie życzyła, no bo kogo o tym imieniu może spotkać coś dobrego? Kto czytał „Dziewczęta z Nowolipek” ten wie. Co innego Angelika.







-Mujeju – mówi mamusia – Jak mi się nie chce urządzać tych imienin, tylko się natyram!
Imieniny są mamusiowe, pojawić się więc trzeba. Zwłaszcza, że w pokoju zwierzeń (dużym pokoju zwanym salonem) mam funkcję moderatora dyskusji. Jako jedyna niepijąca i apolityczna. Jako córka tatka niepijącego, który jednak na imieninach napić się musi, gdyż tak karze obowiązująca tradycja. Jako córka matki niepijącej a zarazem nieobecnej, gdyż uwiązanej w kuchni przy garach (to w końcu jej imieniny!), gdyż tak każe tradycja. I w tym bermudzkim trójkącie miotam się między moderowaniem dyskusji, wyciąganiem z kuchni mamusi i odbieraniem butelki tacie, który chce hojnie ugościć gości trunkami, żałośnie jednak nie dorównuje im w tempie spożycia, w dodatku ma makabryczną alergię na wódkę pt. ‘Śliwkowa ekstaza’ i kicha do sałatki.
Tematyka polityczna. To już nie to, co kiedyś. Żadnych wrzasków i przerzucania się argumentami. Żadnych strat w postaci wyrwanych oponentowi kępek włosia. Albowiem dobór gości drogą ewolucji pozostawił tych o niedramatycznie podobnych poglądach. Nie to, co kiedyś, dawniej niż drzewniej, gdy się z nocnikowej miejscówki przypatrywałam achom i ochom lub szlochom. Kiedyś to była Wielka Pardubicka, rozlegał się strzał i konie z pianą na pysku ruszały z kopyta, by krwawo przedrzeć się przez tor ku mecie, w postaci Racji Nadrzędnej. Teraz koniki pasą się zgodnie na jednaj łące. Nuuuda.
– Oziębiło się – zaczynam, gdy dwóch oponentów jednej frakcji jednocześnie bierze wdech. Zaczynam skromnie, ale jak każdy potrzebuję rozgrzewki. Jednocześnie jakieś 50 % sił oddaję trudom trawienia imieninowego obiadu, wielkości moich tygodniowych racji żywnościowych. Następnie na wokandę wchodzą tematy takie jak: żywość GMO, co tak naprawdę znajduje się w unijnej parówce, kto ze sławnych aktorów pił za dużo, ale przestał, kto ze sławnych pisarzy pił jeszcze więcej i przestać nie zdążył. Oraz na czym polegał cud na Wisłą, dlaczego Węgrzy są fajni a Francuzi wredni, co tak naprawdę przesyłała w listach Sobieskiemu Marysieńka (kto nie wie, niech sobie poszuka, podpowiem tylko, że teraz to się nazywa depilacja brazylijska ;). Oraz co było na Feministycznym Kongresie Kobiet (mamy przedstawicielkę). Co było na Uniwersytecie Trzeciego Wieku (mamy przedstawicielkę). Który z renesansowych malarzy miał więcej fikuśnych chorób wenerycznych (nie mamy przedstawiciela ;). Dlaczego Tuwim jest fajniejszy od Brzechwy. Która płyta Kaczmarskiego była najlepsza. Dlaczego film ‘Obława’ zawodzi sromotnie, jeśli się na niego idzie z przekonaniem, że to komedia.
Każdy temat ma swój niepowtarzalny proces karny, w którym jest sędzia i ława przysięgłych i się go wiesza lub uniewinnia. A najczęściej skazuje na dożywocie, co oznacza, że dożywotnio będzie na kolejnych imieninach wracał. Jest też ulubiony temat – gościowe dzieci. Komu się udało bardziej, a komu wcale. I to wyjaśnia, czemu tam w ogóle siedzę. Ciężko mnie bowiem oplotkować, skoro mogę na delikwenta wypytującego mnie o przebieg kariery zawodowej upuścić niechcący jajeczko w majonezie.
 (A kariera ma się jak wyżej)

W końcu dwa solidne kawałki szarlotki pod kołderką z soków żołądkowych powodują moją senność i chęć powrotu do domu. No ale ale. Goście się nigdzie nie wybierają, not even close. Zmęczoną mamusię znajduję w kuchni.
- Chciałabym, żeby już sobie poszli – mówi.
- A ja bym chciała pokoju na świecie - odpowiadam. Oraz:
- Zapakuj mi trochę tego, tego i tego. Tylko nie w słoiki. W słoikach nie wezmę!
Tymczasem u gości następuje totalna dezaktywacja funkcji Odwrót do domowych pieleszy. Goście zapadli na zołowacenie kończyn dolnych potrzebnych do wyjścia. I co gorsza goście nadal pałaszują buliony, sałatki i szarlotki, które uważam za swoje dziedzictwo i mam niekłamaną ochotę zabrać w celu konsumpcji osobistej. Aaa!
I tutaj rozpoczyna się proces subtelnego wyprosingu, ponieważ nawet najbardziej gościnny gospodarz  ma swoje granice wytrzymałości ludzkiej oraz datę przydatności do społecznego współżycia imieninowego. Następuje przegrupowanie rodzinnego odziału Słat.
Ja stosuję technikę oddzielania osobników pojedynczych od stada w pokoju bocznym, zagradzając drzwi własnym ciałem, gdzie szlachetnie proponuję odprowadzenie z powodu późnej już godziny. Palaczy można zatrzasnąć na balkonie („No doprawdy, zupełnie o tobie zapomniałam!’.) Tymczasem tatuś w ogóle się nie cacka odcinając dostęp do toalety. Niestety goście stłoczeni w toaletowej kolejce w przedpokoju dostrzegają odklejającą się tapetę, co owocuje dodatkową półgodziną udzielania porad remontowych i dywagacji na temat doborów kolorystycznych („Jesteśmy za młodzi na pastele!”)
Wybija północ. Mama z sympatycznej i gościnnej pani domu zmienia się w dynię. Alergia taty w połączeniu ze skutkami ‘Śliwkowej ekstazy’ powoduje jego półprzytomne trąbienie we wszelkie dostępne w domu chusteczki, obawiam się, że za chwilę może się też dostać obrusowi i firance. Tymczasem goście trzymają się dzielnie, pokolenie, które czteroosobową rodziną jeździło maluchem na wczasy do Bułgarii tak łatwo się przecież nie podda trudnościom tak nikłym, jak zgon gospodarzy!
W końcu mówię pas. Żegnam się i wsiadam na rower. Trochę się martwię, bo o tej porze mgła jak przędza, a mnie wysiadło światło.
- Zadzwoń za kwadrans i powiedz, że coś cię przejechało – mówi mamusia. – Jak będziemy do ciebie że niby jechać, to ich przy okazji odprowadzimy.
No ba.

ps. Jeśli ktoś ma lepszy patent na wyprosing to poprosing :)
.........
A teraz trochę przykładów finezyjnych imion, w sam raz do świętowania ;)


32 komentarze:

  1. Ja niestety, musiałam odprowadzać niektórych gości do postoju taksówek, oczywiście wężykiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie że poganiałaś ich wodą z ogrodowego? ;)

      Usuń
  2. Piękna historia:) Wczoraj miałam ochotę (jak mniemam nie tylko ja)zastosować zdecydowany wyprosing wobec pewnego Pana, ale było to na stypie, więc tak tego, jakoś nie bardzo czułam się upoważniona. Sytuacja zgoła inna niż w przypadku imienin. Przy okazji imieninowe życzenia dla Szanownej Mamusi. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyprosiny to wyprosiny,jeśli sytuacja nie jest goła (w tem przypadku nie odważę się udzielać rad) to należy działać taktownie acz stanowczo.
      I dziękuję w imieniu solenizantki oraz pozdrawiam vice-versa ;)

      Usuń
  3. Jeden z naszych gości uległ okrutnej irytacji, dzwoniąc po taksówkę, bo na telefonie nie znalazł był cyferek do wybierania - nie dawał sobie wytłumaczyć że to domofon :D

    OdpowiedzUsuń
  4. U cioci na imieninach
    Są goście i jest rodzina,
    Więc program się rozpoczyna
    Do śmiechu no i do łez.

    Takie przedwojenne, a ponadczasowe, nieprawdaz?
    Jesli wszystkie mozliwe metody na wyprosing zawioda, trzeba dzialac brutalnie! Sprzatac talerzyki sprzed nosa, ale przede wszystkim zebrac wszystkie kieliszki, wsadzic do zmywarki, wlaczyc ja i isc w zaparte, ze byly to jedyne w domu egzemplarze, innych nie ma. A szklanki, filizanki i kubki, a nawet wazoniki, ulegly trzesieniu ziemi, sie z szafek wysypaly i zostaly z nich skorupki, praktyczne do wykladania doniczek w celu drenazu.
    Jesli i to nie pomoze, co bardzo watpliwe, bo przeciez goscie nie beda siedziec o suchej paszczy przy pustym stole, wynosimy ze schowka posciel, zapelniamy nia stol, a sami kladziemy sie na wierzchu.
    Mysle, ze tak zawoalowana sugestia odniesie pozadany skutek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patent z pościelą (której w przeciwieństwie do was w Niemcach nie trzymam w żadnym schowku, tylko na wyrze) mi się nawet podoba - dramatyczny.
      Natomiast nie ośmieliłabym się w takich okolicznościach rzucać słowem 'drenaż';)

      Usuń
    2. Qrde, ja tez nie mam schowka! Co Ty sobie myslisz, ze my tu sto lat za Murzynami? Tez mam na lozu malzenskim, a co!
      Acha, bardzo wazne!
      Zajrzyj, prosze, KONIECZNIE do mnie jutro. ;)))

      Usuń
    3. Oho, coś czuję, że będzie drenaż ;)

      Usuń
    4. Nooo...
      Z Jesusem Condomem. Takie zestawienie to mniodek na ma dusze. :)))

      Usuń
  5. ojej, no to ja się teraz bojem wpaść na tę kanapkę z gontem...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesus Condom, spadłam z krzesła :D

    OdpowiedzUsuń
  7. No co niemożliwe, jak możliwe. Niemożliwe to jest tylko zapłacenie kartą w Biedronce. Wydawało mi się niemożliwe, że w taki z dupy dzień jaki mam dziś coś mnie rozweseli, a tu proszę. Przy Twoich wpisach nie ma szans największy kosmiczny dołowacz - w mordę i za drzwi.

    OdpowiedzUsuń
  8. To Sobieski się depilował?!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie również dotknął Jesus

    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  10. juz wiem, ile trace nieobchodzac imienin
    bo imieniny to maja tylko gorole

    OdpowiedzUsuń
  11. Życzenia serdeczne dla mamy.

    Ja rozwiedziona jestem i nie urządzam imienin (ani urodzin), bo wraz z rozwodem rozpadła się moja stała grupa przyjęciowa, co to jak się było u nich, to trzeba ich zaprosić do nas. Schemat przyjęć był taki: jedzenie-picie-tycie, a potem chwalenie się, zazdroszczenie, kłamanie, narzekanie i na koniec wreszcie już tylko "do zobaczenia, tym razem u was".
    Nie mam więc patentu na zasiedziałych gości, ale sposób Pantery powinien zadziałać.
    Też jestem z pokolenia zaprawionego w bojach. Jeździłam bowiem maluchem z czteroosobową rodziną pod namiot, czyli z całym niezbędnym ekwipunkiem (wymieniony już namiot, materace, stolik, krzesełka itp.). Ekwipunek ów umiejscowiony był na dachu pojazdu ( wiadomo jaki był bagażnik w maluchu), przez co ów pojazd był wyższy niż szerszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ktoś tak nie jeździł tak maluchem to nic nie wie o życiu ;)

      A to dziedziczenie grup przyjęciowych oraz tracenie przyjaciół to niby (dla mnie) odrębne tematy, ale nieobecności niektórych dają do myślenia...
      Niektórych czasem trudniej ściągnąć niż wygonić ;)

      Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  12. To pary małżeńskie były i spotykam się teraz tylko z kobietami z tych par, które zazdrośnie strzegą mężów przede mną, atrakcyjną, pomimo podeszłego wieku, kobietą.
    Nie wiedzą biedne, że nic im ( a raczej ich mężom) z mojej strony nie grozi, no ale strzeżonego Pan Bóg strzeże...

    Ciepłe pozdrowienia jak najbardziej na czasie, bo w Krakowie mieliśmy -15 w nocy.

    Pozdrawiam również- Marianna

    OdpowiedzUsuń
  13. mam bardzo podobne spostrzeżenia dotyczące imienin!

    OdpowiedzUsuń
  14. Doskonałe zobrazowanie problemu zasiedziałych gości!

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak zwykle się urechotałam po pachy (albo po uszy - nie wiem, po co się można urechotać)!
    Ja idę jeszcze dalej, bo bojkotuję obchodzenie urodzin. Wszystkiego najlepszego, bo twoja matka dzielnie parła. No pliz.

    Ale nie myśl sobie, że skoro imienin i urodzin nie obchodzę, to nie miewam podobnych problemów. Najczęściej są to zaprzyjaźnione matki ... niepracujące, które mimo chodzących po ścianach ze zmęczenia dzieci, o północy wciąż się nieźle bawią i w deo-du mają, że ja o piątej rano (a właśnie kończy się niedziela) muszę rozpocząć poranne ablucje. Powinnam to sobie poczytywać za komplement, że niby taką dobrą gospodynią jestem i atmosferę sielską kreuję.
    Ale dupa.
    Też mi dynia w gardle rośnie, a kto wie, może i się wręcz w dynię zamieniam.

    "I co gorsza goście nadal pałaszują buliony, sałatki i szarlotki, które uważam za swoje dziedzictwo i mam niekłamaną ochotę zabrać w celu konsumpcji osobistej."

    Kocham Cię normalnie za takie teksty :)))

    Ja też się jeszcze do jakiejś dziesiątej łudzę, że jak już się tak nastałam przy garach, to chociaż w poniedziałek nie będę musiała gotować obiadu.
    Ale gdzie tam! Wyliżą na gładko każdy gar!

    A i na pomoc męża nie za bardzo mogę liczyć, bo jak mu syczę w desperacji w ucho: "Weź coś zrób, bo usnę na stojąco lub kogoś pobiję!", to on się na głos wydziera: "Co mówiłaś, kochanie?! Mów głośniej, bo nie słyszę! Tyle tu ludzi w tym pokoju!" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje jedzenie jom! To kluczowy zarzut ;)

      Fajnie jak goście się dobrze bawią, ale o ile to my mamy kontrolę nad imprezą, a zwłaszcza jej końcem.
      No ale też nie opisałam imprezy u siebie - żeby nie było ;)

      Usuń
  16. Wiele lat temu podawano takie metody wypraszania gości:
    1. Siedząc, robimy zamach rękami, klepiemy nimi w kolana, następnie wspierając sie rękami o kolana unosimy zadek z kanapy mówiąc: "No to..." Goście powinni zareagować naśladownictwem.
    2. Otwieramy okno i mówimy "Zawsze wietrzymy przed snem".
    Na dziś to chyba zbyt subtelne metody.
    Natomiast jest metoda niezawodna. Na stole stawiamy mały torcik i słone paluszki. Nic więcej. Długo nie posiedzą. Nie wiem tylko, czy o taki sukces chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  17. He he, mój Misiek w którymś momencie imprezy ot tak po prostu zaczyna zbierać brudne naczynia ze stołu - kubki, szklaneczki, talerze, przekładać resztki jedzenia z kilku talerzy na jeden talerz "żeby zrobić miejsce na stole, po co tyle brudnych naczyń ma tu stać" i wtedy przeważnie ktoś w żartach rzuca hasło "trzeba posprzątać ze stołu bo goście chcą iść do domu" i niby w taki żartobliwy sposób towarzystwo zbiera się stopniowo do wyjścia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, klasyki, zabieranie zastawy, jedzenia a potem wymrażanie - gościna jak w gułagu ;)

      Usuń
  18. A ja usłyszałem ostatnio takie luźno rzucone hasło przez gospodarza "No dobra, nie zatrzymuje Was..."

    OdpowiedzUsuń

No to cyk! Nie ma się co pieścić.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...