Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezsenność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezsenność. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2012

Senne zjawy

Są takie noce, kiedy człowiek zdrowo, głęboko śpi. 
Kładę się wczesnym wieczorem, w pościel czystą, w pokój wywietrzony. Faza Rem otula mnie niespostrzeżenie i kołysze czule. Śni mi się powrót do Domu. Wielka ulga po długiej podróży przez wielki ocean, przez stepy i tundry,  przez 10 lat.
Śni mi się taki jeden człowiek.

A potem się budzę. I co ja mam zrobić z tak rozpoczętym dniem?
Następnej nocy zjadam ciężkostrawną kolację, kładę się nad ranem, piję dużo wody, żeby wstawać na sikanie. Robię wszystko, żeby sobie tę noc zmarnować. Bo ja nie wracam do Domu, tak zdecydowałam.

Moje życie uczuciowe to spinacz.

czwartek, 21 czerwca 2012

Nigdy przenigdy nie wybudzaj mnie z fazy Rem!

Wczoraj zostałam piorunem obudzona piorunem, który pieprznął chyba jakieś pięć metrów od mojego domostwa i to z takim panoramicznym trzaskiem, że bardziej przypominało to wybuch bomby. A potem jeszcze dwa grzmoty w promocji i po chwili zdałam sobie sprawę, że chodzę w kółko po pokoju, rwąc włosy z głowy i pochlipując, że 'wojna wybuchła' oraz w międzyczasie żałując, że nie mieszkam z psem, konkubentem i połową męskiego akademika, dla którego przy odrobinie szczęścia i dużych stratach cywilnych mogłabym okazać się jedyną żyjącą kobietą w zasypanej piwnicy;), jednocześnie dokonując w głowie pobieżnej inwentaryzacji zapasów żywnościowych czy byłabym w stanie ich wykarmić (ile to w końcu osób jest te pół akademika?) i ta myśl, że miałabym dla nich wszystkich gotować, obudziła mnie ostatecznie. Następnie wróciłam do łóżka.



















Natomiast ostatnio nocowałam u moich znajomych, gdzie w nocy spacerowałam po polu bitewnym, pełnym martwych koni i dymiących jeszcze krwawo posiekanych ciał i zastanawiałam się, kto wśród tych umarłych ma jeszcze tyle pary w płucach, żeby tak zawodzić. I w końcu znalazłam małe, żywe dziecko.
- Dlaczego to dziecko jest żywe? - pytam, po czym (całkiem logicznie) zaczynam pod stertą trupów szukać smoczka i wtedy przychodzi (ledwo żywa) mama dziecka i panicznie wyprasza mnie z pokoju, który okazuje się pokojem dziecka (bardzo żywego) moich znajomych, które się w nocy obudziło i darło w niebogłosy. Następnie wracam do łóżka.

I jest jeszcze sen, który pamiętam z podstawówki, a było to w nocy, gdy uczyłam się do klasówki z historii, o jakiejś bitwie z czasów drugiej wojny światowej, ci z zachodu, tamci ze wschodu, nie wiadomo o co coman, i nagle zadowolona stwierdzam, że oglądam to natarcie z lepszej perspektywy bo z lotu ptaka, a pode mną czołgi i konie i piechota w natarciu, w tumanach kurzu i wszystko układa się w zrozumiałą całość, w logiczny ciąg. Ale nagle robię zoom i pytam się:
- What the fuck?
Bo wśród tych czołgów i piechoty patataj na słoniu zaiwania Staś, a obok niego na wielbłądzie Nel ;)
I tyle w kwestii zrozumienia pokrętnej logiki wojny, budzę się przyklejona do podręcznika a następnie idę do szkoły z mapą wojenną odciśniętą na policzku.

Już sama nie wiem, może jednak bezsenność nie była taka zła?

środa, 18 kwietnia 2012

Senne morfowanie

Muszę przyznać, że pierwszy tydzień łykania na noc piguł o nazwie Melatonina (syntetyczny hormon u normalnych ludzi wydzielany w nocy przez szyszynkę - w moim zaś przypadku zagryzany wieczorem kanapką z szynką ;) dawał rezultaty zniewalające.
Uśpiony umysł mój fundował mi oskarowe, pierwsza-klasa skeczo-komediowe senne dramaty, wyciągając z zakamarków pamięci jakieś całkowicie zapomniane, jeszcze podstawówkowe historie. Walka z jetlagiem zamieniła się w ciąg fascynujących przygód nocnych. 
Ale po tygodniu znowu senna jałówka, eh.

O tak mi się śniło, taki przekrój przez znajomych i historię
Women In Art from Philip Scott Johnson on Vimeo.



Mam to po babci ;)

poniedziałek, 10 maja 2010

Bezsenność majowa

W starciu z bezsennością człowiek jest jak marzec w bitwie z kwietniem, albo jak maj w walce z hiszpańskim konkwistadorem – może się nawet krwawo ofiarnie wypatroszyć, ale jest skazany na klęskę.
Jest taki moment, kiedy senność napływa, jest gęsta jak mgła, oblepiająca, nachalna i daję mi szansę, ale mam na to jakieś 30 sekund – wziąć i paść, albo zapomnieć i wypatrywać poranka, w oparach prawdziwej mgły. Jak spadochroniarz – jeśli w odpowiednim momencie pociągnie za rączkę, uwolni płachtę materiału i bezpiecznie wyląduje na zielonej jak kołdra z Ikei połaci traw.
Jeden moment, jedna szansa. Do wykonania, gdyby nie to, że jestem więźniem mieszczańskich konwenansów, takich jak: ząb umyć, włos wyszczotkować, soczewkowe pokrowce dioptryczne z oczów zdjąć, piżamę wdziać, pęcherz opróżnić. Moment mija bezpowrotnie, spadochroniarz spada korkociągiem w bezdenną otchłań zmęczenia.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...