Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skecze i kabarety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skecze i kabarety. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 listopada 2014

Będąc porzuconą przez Andrzeja

Oby wam się Andrzejki udały lepiej niż Joannie. I żebyście nie musiały nikogo oblewać gorącym woskiem ;)

Kabaret Hrabii - Song porzuconej - Joanna Kołaczkowska

No to ten. Bawcie się dobrze w weekend.
Pożegnajmy listopad z przytupem.

czwartek, 21 listopada 2013

Urodziny - rzecz miła. Wizja przyszłości to mogiła ;)

Houston, mamy problem!
Instalacja siadła, wycieka azot, balony z tlenem opadają, rośnie nadciśnienie, kable straciły elastyczność, odpada poszycie KADŁUBA!
Czyli ten no, urodziny mam. KOLEJNE.

Ale kto by się przejmował, skoro mamy to:


-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - mówią. - Ooosiemnastych, taaak?
-Nie, ćmoki. - odpowiadam. - Czydziestych!
Bo teraz tak się mówi, żeby więcej osób zrozumiało. W Warszawie.

Jest taki żarcik rysunkowy, którego nie mogę teraz znaleźć, a który świetnie by się tu nadał. Przedstawia dwie panie. I jedna mówi do drugiej:
- Zupełnie nie wygląda pani na 34 lata. Raczej na bardzo zniszczoną 25 latkę!
Grunt to umieć dobierać komplementy. Oczywiście zakłamanie jest mile widziane, ale bez przesady ;)

A teraz męski punkt widzenia, 40-tka, więc TROCHĘ na zapas. Ale obawy w zalążkach te same, już przed oczami migające.


Epickie torty były w zeszłym roku, proszę se obejrzeć [tu] .

Przy czym zauważyłam, że:
a) Popularniejsza staje się tradycja obchodzenia urodzin bloga, a nie własnych. Niektórzy nawet, wychodząc naprzeciw (uwielbiam to ;) czytelniczym oczekiwaniom, uskuteczniają rozdawnictwo upominków z tej okazji.
b) Nagle wszyscy obchodzą urodziny w listopadzie! Gdzieś nie zajrzę (może podobne przyciąga podobne?) to urodziny. W związku z tym w przyszłym roku mam zamiar przenieść własne na kiedy indziej, może na maj.

I proszę mi nie stolatać po próżnicy, tylko jak zrobię blogu lifting wizualny, nowe zakładki i podstrony i podam numer konta, to wpłacić datek, tak? ;) Ewentualnie będzie coś do kupienia, żeby nie było, że z Rumunów pochodzi moja linia arystokratyczna, no. 
To buziaki, listopadowi solenizanci i Wy, cała reszto, xxx.

czwartek, 6 czerwca 2013

Starzy Żydzi opowiadają kawały czyli coś wesołego na dziś

Znalazłam kiedyś przypadkiem i nie kiszę dłużej. Naści ;)

o wypadku samochodowym


o pewnym małżeństwie


o jądrach


o szukaniu dziewczyny


o dobrym wyposażeniu ;)


o magiku


Hm, ten ostatni to jakby o mnie. Ta-dam!

piątek, 1 lutego 2013

Brak żarówki równa się rehabilitacja














Od tytułowego równania tautologicznego przejdźmy do rozwinięcia. Jeśli wysiada wam na klatce schodowej żarówka a macie lęk wysokości plus choć w różne rzeczy ręce wtykaliście to akurat w miąższ pajęczyn wtykać nie macie ochoty – żarówki nie wymieniacie. Tłumaczycie sobie, że tak będzie oszczędniej oraz przy okazji poćwiczycie zmysł równowagi oraz oka akomodację. Następnym punktem programu jest plaśnięcie na pysk oraz skierowanie na rehabilitację. Ale nawet gdyby się to nie zdarzyło: na rehabilitację każdy homo sapiens siedzący godzinami przed monitorem raz na jakiś czas iść powinien. Zapewniam, że choć o tym nie wiecie, macie jakiś mięsień w stanie komatozy a inny w stanie znacznej atrofii. Na rehabilitacji możecie się rozruszać, ktoś was rozmasuje i da zestaw ćwiczeń bardziej indywidualny od tych ogólnorozwojowych, które wszyscy powinniśmy, a i tak rzadko ktoś kiedyś. Na rehabilitacji są prądy, magnesy, pikające lasery i komory kriogeniczne (tam akurat nie wejdę za nic, choćby NFZ dopłacało! Kriogenikę to ja mam w domu...). I rehabilitanci są, co się mają wami dziarsko zająć, po studiach obznajamiających z anatomią ludzką i w profesjonalnie białych klapeczkach. Tyle teoria. 





















A w praktyce jest jak jest. W praktyce zostaje wam oznajmione surowym głosem, iż „należy się bezwzględnie trzymać harmonogramu”, gdyż panuje tu ordnung, żadne tam fiki-miki. Na sali zabiegowej z laserami i innymi bajerami tworzy się więc zator zwany kolejką, gdyż bezwzględny ordnung sobie a życie sobie. Rehabilitantka się uwija jak w ukropie i drze jak obdzierana ze skóry (w ukropie):
-Pani Jóźwiakowa! – krzyczy rehabilitantka.
Cisza. Jest oczywiste że pani Jóźwiakowej tu nie ma.
- Pani Jóź-wia-ko-wa! – nie odpuszcza wielbicielka ordnungu, podczas gdy kolejka na zabiegi ma już 10 osób i doprawdyż jest w kim wybierać, bo wszyscy dzięki ordnungowi mamy na tą SAMĄ godzinę.
-Pani Jóóóźźźźwiaaaaakoooowa!!!
Staje się oczywiste, że pani Jóźwiakowej nie ma w promieniu 2 kilometrów. I gdy rehabilitantka kolejny raz nabiera powietrza w płuca, żeby sprawdzić czy pacjentki nie ma w promieniu kilometrów 10 i gdy ja gorączkowo się zastanawiam ile się czeka na wizytę u laryngologa, bo na 100% uszkodzono mi bębenki, postanawiam zaryzykować i mówię nieśmiało:
-Przecież nie jesteśmy głusi...
Na to rehabilitantce oczy ciemnieją i syczy do mnie:
- CO PANI POWIEDZIAŁA?
Wtedy do mnie dociera, że ja tu mam w zdrowotnym grafiku zapisaną stymulację prądem i że to ta pani właśnie będzie mnie do prądu podłączać, yyy, co za niefart, żadna tam maria peszek, prawdziwy i dorodny pech to jest, to moje nie trzymanie języka za zębami. No ale udawać że zakaszlałam nie można, bo kolejka mruczy potakująco, jak nie powtórzę to może się rehabilitantce uwidzi, że coś gorszego powiedziałam, a udawać że ją do ‘Mam talent’ zapraszałam z głosem takim donośnym, stuoktawowym, też chyba nie ma sensu...
- Pani mnie nie będzie pouczać jak pracować!!! – mówi rehabilitanka – między innymi, dalej nie słucham złożona wizją, jak to za chwilę mi te dwie konsolety z prundem podłączy do skroni i podkręci na ful.
Ale jak przychodzi moja kolej, to jednak podłącza gdzie trzeba i mówi tylko:
- A pani na prądy, no proszę...Hehehe!
W związku z czym, choć przeżyłam, mam ciało przyozdobione w kółeczka takie czerwone ;)
Lekcja pierwsza: nie zadziera się z rehabilitantem.
Lekcja druga: jeśli nie jesteś starym rupieciem, którego się z zasady ignoruje, ani absorbujocom blondykom jeśli nie, to zainwestuj w makijaż i dekolt, a wtedy szerokie spektrum ćwiczeń zostanie ci pokazane. Plus może możesz liczyć, że na sali gdzie jest osób dwadzieścia na dwóch rehabilitantów a cały ten luksus, który ma cię postawić do pionu, trwa całe 25 minut, (osobiście modlitwę uważam w tym momencie za bardziej skuteczną ;) możesz więc mieć nadzieję, że zrobisz coś więcej niż dwa ćwiczenia z taśmą, które równie dobrze mogłabyś zrobić w domu.
- Czy mogę prosić o pokazanie ćwiczeń, które mogę robić w domu, a tutaj robić takie, których w domu nie da rady? – pytam rehabilitanta. Rehabilitant niestety nie ma czasu, bo blondynka po raz piętnasty potrzebuje towarzystwa, więc się rehabilitant zrywa, ignorując po drodze jakąś emerytkę i rzuca mi tylko:
-Pani ćwiczy  co pani ćwiczy.
Blondynka nie jest nawet pacjentką, jest znajomą, co przyszła tu poprawić formę bo „już nie chodzi na siłkę”. Ordnung kaput.
Lekcja druga więc: nie zadziera się ze znajomymi rehabilitantów. Nawet z dekoltem.
No to przejdźmy do lekcji trzeciej: indywidualnych zajęć z molestowania.
Bo są i zajęcia indywidualne, hohoho. Się nastawiłam na efekty, na ból się nastawiłam, na to, że mi wlezie rehabilitant na plecy i zacznie skakać, się nastawiłam, głupia. Nie chcę tu szerzyć stereotypów, ale rehabilitant ma być męski, łapy ma mieć jak bochny chleba oraz sadyzm w oczach, ponieważ nie wierzę w to, aby mimoza o wadze 50 kilogramów i kończynach o grubości moich nadgarstków mogła mi pomóc jakoś szczególnie. Więc się zapisuję do rehabilitanta X. Tymczasem ordnung spowodował, że trafiam do rehabilitantki Y., która mnie pieści. Mizia mnie słodko w coś, co – Bóg mi świadkiem – żadnym mięśniem nie jest – no chyba, że od czasów wejścia do Unii Europejskiej coś się zmieniło w klasyfikacji anatomicznej ;).
Nie z kosmosu przecie wzięłam potrzebę rehabilitanta płci męskiej – na mojej ostatniej rehabilitacji kilka sezonów temu też trafiłam na słodkie dziewczę, co mnie pieściło czule. A im dłużej to trwało, tym bardziej się zastanawiam, czy nie zaprosić dziewczęcia na randkę dla świętego spokoju. Bo strasznie obolała byłam po tych ćwiczeniach, na których moje nieszczęsne ciało zamiast się rozluźnić kamieniało doszczętnie na ten przejaw molestowania. No bo kto to wymyślił, żeby się nerwy ręki mogły kończyć na środku klatki piersiowej, między... eee, zostawmy to. Ja potrzebuję chłopa prostego jak cep, który mnie zagniecie jak ciasto, a nie frywolnej nimfy, która wywoła me zainteresowanie kulturą wyspy Lesbos – tak, nadal mówimy o rehabilitacji, nieprawdaż.
Lekcja czwarta: nie pamiętam – zastanawiam się nad orientacją ;)
Może by Pan O. rozważył dofinansowanie w tym kraju oddziałów rehabilitacyjnych?
Pliiis.
 
A tutaj trochę ćwiczeń z Jimem C.


...

sobota, 28 lipca 2012

Jak odzyskać formę na wakacje. Jak pogodzić się z brakiem takowej. Oraz Witaj Olimpiado!

Bądźmy szczerzy, plany były ambitne i rozbudowane, ale po szybkim spojrzeniu w kalendarz (połowa wakacji? alejakto?) odzyskanie formy przed wakacjami nie wchodzi w grę. Trzeba improwizować przy pomocy durszlaka ;) Voila:


















Kołowrotki biodrami nie pomogą.
Protokół Tabaty zbyt dramatyczny, podejrzanie krótki a poza tym po co osobie, która ledwo co ma kontakt z jakąkolwiek odmianą tlenu,  podniesienie wydajności beztlenowej?




Dobrym sposobem jest również mało subtelny ale skuteczny sposób, który odnajduję czasem w statystykach wejść na bloga - fraza:
"Mniej żreć"
No zasite.
Niestety niewielkie stada krówek regularnie mają wypas w jaskini moich ust :)

A tak w ogóle to co ja chciałam? Ano tak: powitać Olimpiadę, która - i tu nie zakrztuśmy się oliwką - ma rodowód grecki. GRECKI!

Straaasznie gorąco, więc będzie coś głupiego:



niedziela, 15 lipca 2012

Od pająka do postsitkowego życia erotycznego

Dorobiłam się w końcu zwierzęcia domowego, a jest to oczywiście pająk (z dupskiem tak dużym, że od razu przypadliśmy sobie do gustu). Uwił sobie lokator ów siatkowe gniazdko między ścianą a lodówką, bardzo dyskretnie, więc gości mi nie straszy. Za wynajem kącika pobieram bardzo rozsądną cenę w wysokości 3 much lub 5 komarów dziennie - sądząc jednak po tym, co mi po mieszkaniu lata na skutek chronicznego otwarcia okien, czynsz jest do negocjacji. Poza tym czy ja nie widzę, że na waleta mieszka po kątach jeszcze jego 5 krewnych? Mimo, iż zachowałam się nad wyraz uprzejmie wrzucając mu pierwszego dnia do siatki wielką komarzycę, ubitą po 10 minutach walki ręcznikiem kuchennym (możliwe jednak, że była to godzina, hm)
Pajączysko moje kochane jak sobie raz speklowało tłustą muchę to wpadłam we zazdrość, bo ja nawet mięs tak nie marynuję. Nie jest to może okaz wybitnie piękny, ale bardzo porządny, żaden tam narkoman czy coś:















Pająki przestały mnie już wzruszać, oczywiście o ile nie siedzą mi na twarzy. Ostatnio co i raz po melanżach ogrodowych wyciągam z trzewików zagubione biedactwa, np wczoraj: lewy but - półtora pająka, pół w gaciach (także dokądkolwiek zmierzałeś, kochany, to z tych niecnych planów NICI ;). 
Zakres ohydy  z biegiem lat, jak widać, ulega implozji. 
Natomiast słodka K.poinformowała mnie ostatnio, że odkąd życie zmusiło ją, a następnie przyzwyczaiło do czyszczenia sitek w wannie oraz sitek kuchennych z resztek żarcia to 'w seksie może już wszystko'.
Niepotrzebnie mi to powiedziała, wolałabym, żeby mi w ogóle tego nie mówiła, bo teraz za każdym razem jak czyszczę takie sitko to widzę... (milczenie jest bardzoż złote w tym przypadku ;)

W każdym razie jeśli nie oswoiliście jeszcze swoich zasobów ohydy, to coś na spacyfikowanie pająka - nieoceniony, jak zwykle, Remi:
Chociaż osobiście wolę jego nietoperza, który nadal należy do mojej grupy zwierząt 'ucieczkowych'.
Złaszcza po tym, jak dowiedziałam się, że (obecny na filmie) biedny D. dostał traumy i bija już pro forma wszystkich, którzy staną za nim w kolejce do bankomatu ;)

sobota, 7 lipca 2012

Pudełko Nicości czyli Czym mózg mężczyzny różni się od mózgu kobiety?

System pudełek, no proszę!


A jeśli ten jakże naukowy wykład was nie zmorzył doszczętnie, to jeszcze kilka niecnych ćwiczeń praktycznych (Why Women Stay Single)

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Poniedzielski na poniedziałek: Mowa ciała

Gdybym miała wehikuł, przeniosłabym się w czasy, gdy moja madre była młodą a powabną panienką i kazałabym jej (prośbą i groźbą) uwieść Andrzeja Poniedzielskiego ;)



  
(Urody i tak po mamie nie mam, a flegmatyzm i tak mam Poniedzielskiego ( na czele z 'zasadą zachowania energii - NA PÓŹNIEJ', więc what the difference? ;)

sobota, 9 czerwca 2012

Rotacje w spólce Zoo czyli Żywot Zwierząt wg BBC

Co za czasy, co za obyczaje! Niezbyt często oglądam programy informacyjne, a tu ostatnio co pstryknę pilotem to się okazuje, że ktoś przeprowadził desant na jakieś Zoo - a to wystraszył na śmierć Bogu ducha winne żyrafy a to ukradł siedem tamarynów (małp znaczy, ale że tamaryn kosztuje od 3 do 10 polskich tysi, to się zwie cesarski tamaryn, a nie jakaś tam maryna albo po prostu małpa). Bardzo to smutne, choć i tak weselsze niż obwoźny cyrk, a i jedno i drugie wymaga - o matko! - chronicznie zintensyfikowanego  kontaktu z dziatwą ;)
Jak by nie było, dla wszystkich, którzy już tamaryna nie będą mieli okazji zobaczyć, coś na poprawę humoru :)

piątek, 1 czerwca 2012

Brzuchomówca czyli projekcje marzeń rodzicielskich. Dzień dziecka II

Tętno Pulsu radzi: dzieci bić ;)


Co za gorrrący okres! Tam Dzień Matki, tu Dzień Dziecka, konsumpcyjna piana toczy się z ust i usteczek a rynek nabija sobie kobziałkę! Branża florystyczna przeżywa nagłą fluktuację, takoż i rynek zabawek chińskich. Nieobecność Dnia Ojca w jakimkolwiek czasowym pobliżu przejmująca metaforycznie.
Dnia zaległego alimentu jeszcze, o dziwo, nie ustanowiono - najlepiej pomiędzy ojcem a matką z dzieckiem.

Poniżej: najpiękniejsze dziecko świata na tajemniczym soczku energetycznym czyli etiologia pedofilskich chętek, wprost upasionych na takich konkursach małoletnich miss. Chociaż akurat żeby małej Alanie coś groziło to nie sądzę... ;)
 
                                                                                                                                                
No ale czego się spodziewać po narodzie, który:














 Link do artykułu: http://thinkprogress.org/health/2012/05/24/489973/paid-maternity-leave-us/?mobile=nc

I jeszcze Disneyowy Remix na dziś: 

niedziela, 13 maja 2012

Aloszy kawały o pieniądzach na tle współpracy charytatywnej

Od czasu do czasu, zwłaszcza gdy ktoś mnie finansowo sprzeniewierzy, poprawiam sobie humor poniższym ;)


Polecam ominąć pierwsze 30 sek przyśpiewki, a potem jest  przednio :D


Współpraca z K., przedstawicielem Fundacji X. oraz M. z fundacji Y. nauczyła mnie, że jeśli li tylko zamożnie znudzeni  przedstawiciele upper classy założą jakąś fundację dla biednych zwierząt, to nie omieszkają przy tym wycisnąć i wydoić jakiegoś biedka typu mnie. Taka to charytatywność, w jednym worku z psami i kotami, chociaż nawet i nie to, bo psa i koty jakąś karmę dostaną, a mnie nawet darmową kawą nie oblano...heh.
Taka współpraca przebiega też na zasadzie współistnienia świata równoległego, bez konsekwencji w świecie realnym. W świecie równoległym  (komórka, smsy, maile) istnieją, oprócz wykonanego darmowego zadania, ponaglenia oraz poprawki, a na koniec, przy odrobinie szczęścia, coś w rodzaju: „Dzięks!” na komórce. W świecie realnym temat nie istnieje, jest przerażająco nieobecny. Możliwe, że dla psychicznego komfortu obydwu stron – mnie, jako strony wydymanej i porzuconej (kto by to chciał rozgrzebywać? Helou!) oraz przedstawiciela charytatywnej fundacji, który nie po to mnie w równoległym świecie dyma, żeby w realnym świecie zaistniałych profitów nie oddać porzuconym chomikom, psom, kotom oraz niewidomym dzieciom z patologicznych rodzin.
(Z podobnego powodu niektórzy z nas – w przeciwieństwie do mediów - nie kochają Owsiaka :/  )

Istnieje coś takiego jak Czarna Lista dłużników. Ja najwyraźniej znalazłam się na Białej Liście wszelkich niedochodowych przedsięwzięć.

Ostatnio moje finanse podupadły do tego stopnia, że muszę  zarzucić odwiedziny w sklepie ‘Wszystko po 5 zł’ na rzecz „Wszystkiego po 2,5 zł’. Recesja. Heh.

A tu artykulo o tym, dlaczego fajnie być biednym, no, powiedzmy.
The Great Thing About Having Been Poor 

środa, 4 kwietnia 2012

Stand up Gajosa

O kulturze i sztuce plus uroczy fragment o korzystaniu z bibliotek ;)
Występ sprzed lat ponad dwudziestu, ale jakże aktualny.
(Janusz Gajos - W filharmonii)



Oraz Gajos teściowo-alkoholowy:

środa, 19 października 2011

Prawdziwe życie: w świecie przydasiów i niezbędnikóworaz jak obecność sedesu rujnuje szczęśliwy związek.

Wizyta u znajomej pary. Mimo posiadania dziecka i życia w metrażu nie przekraczającym tego, które chiński rząd ma do zaoferowania najbardziej opornemu chińskiemu dysydentowi w pudle, żyją w schludności i porządku, który nieodmiennie mnie zadziwia. Żadnych pudeł na 'przydasie', stolików na klucze i bibeloty, krzeseł na ubrania 'zasadniczo jeszcze świeże, ale nie na tyle, by wróciły do szafy' itp.
Co przypomniało mi pewien stuff -skecz:



Inna z kolei znajoma para pokłóciła się ostatnio w markecie budowlanym z okazji wybierania nowego klozetu do remontowanego mieszkania. On chciał sedes typu "skocznia narciarska" a ona typu "taras widokowy". Żadne nie chciało ustąpić.
- Masz obsesyjną potrzebę kontroli nad wszystkim - wrzeszczał on - nawet nad swoim g...!

Co przypomniało mi obejrzany onegdaj program o urządzaniu wnętrz prowadzony przez dwójkę wesołych gejów, Colina i Justina, heh, prywatnie będących parą, który namierzyłam potem z ciekawości w necie, gdzie jak widać projektowe duo serwuje też cenne porady nie tylko w kwestii wystroju.

Niestety - żadnych porad w kwestii jaka to powinna być ubikacja oraz jak na jakość związku może wpłynąć to, co partner w tej ubikacji zobaczy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...