Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubione seriale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubione seriale. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 maja 2016

O serialu Downton Abbey uwag kilka. Oraz o arystokratycznym syndromie 'Dlaczego nie'

Zaprawdę, powiadam wam: nie oglądajcie tego serialu, jeśli w waszych żyłach płynie choć mikropromil szlacheckiej krwi. Choćby epizod arystokratyczny zdarzył się waszemu drzewu genealogicznemu dawno i tylko w pobocznej, złamanej gałęzi waszego pradziada.












 
Gdyż albowiem po sezonie z Downton Abbey się wam ten gen uaktywni. Będziecie wieczorem siadać na krawędzi łóżka i czekać, aż przyjdzie pokojówka zdjąć z was ubranie i rozczesać waszego kołtuna. Będziecie rano siadać na krawędzi łóżka i czekać aż pokojówka założy na was ubranie. I przyniesie tacę ze śniadaniem. I odbierze dyspozycje dotyczące obiadu („jagnięcina w cielęcinie na plastrze dziczyzny” – a co!). Zaczniecie przebierać się do kolacji w stroje, które do tej pory zakładaliście na sylwestra. Ciągle będziecie czekać na dźwięk gongu porządkującego wasze życie, gdyż wyznaczającego pory posiłków, wizyt w toalecie i ablucji. Ciągle będzie się wam wydawać, że coś was omija. COŚ, co wam się należy. I ciągle wam się nie będzie zdarzać to, co się wam należy. Na przykład bale na cześć i wyjazdy do Londynu, żeby posiedzieć. I ciągle będzie wam towarzyszyć pytanie: NO ALE JAK TO? Jak mam dalej pracować na umowę o dzieło za 399 zł netto? Dlaczego nawet w mojej komórce nie ma dźwięku gongu? Dlaczego nie mogę postrzelać w sobotę do kaczek we mgle? Gdzie są konie i w diamentach całe skronie?

Dlaczego nie mogę być smutna stojąc na tle regału pierwszych wydań Szekspirca oprawnych w skórę? W rękawiczkach raczej jedwabnych niż gumowych do mycia kibelka?





















A tak to.
W sobotę, kiedy będziecie polerować plastikowe sztućce jednorazówki i osobiście wygarniać kurz spod szafek ajkejowych i robić pranie rozciągniętym bawełnianym szmatom z sieciówek, zrozumiecie, że trzeba zapomnieć o tym serialu. Zrobić kanapkę z gumowego  pseudopieczywa, zjeść chińską zupkę z proszku i iść spać. A potem wstać i żyć dalej.

Jeszcze dzisiaj nie usiadłam, ale na takim foteliku to bym godzinami.  





















To nie jest, rzecz jasna, serial wysoce rewelacyjny pod względem fabularnym. Jest jednak kolejnym projektem twórców genialnego (filmu) Gosford Park, który szczerze polecam, bo cudownie oddaje dekadencki niuans ostatków arystokracji. W mrocznym sosie kryminalnej intrygi. Właściwie to ten film jest obowiązkowy! Proszę natychmiast przestać to czytać i iść obejrzeć :). Zapytać sir Torrenta czy by nie zaserwował, czy jak tam to załatwiacie, nieprawdaż.

Dlaczego mogę jadać posiłki w poliestrze a nawet nago i nie dostanę od tego obstrukcji ani nawet migreny?














Wizualnie pożywiam się zatem zaserwowaną w Downtonie scenografią, na zasadzie szczepionki, odkąd zrozumiałam, że w najbliższym czasie nie wydostanę się z objęć domostwa niemal klon w klon przypominającego to z Podziemnego kręgu (minus Brad Pitt i zapasy napalmu domowej roboty w piwnicy ;). Poza tym zgrabnie skrojone role zawsze się obronią, a tu dobrych aktorów, postaci i kwestii a few fiuu. 
Zwłaszcza Maggie Smith jako leciwa arystokratka (ale z pazurem), która nie chce się pogodzić z nastaniem nowej ery. Z sezonu na sezon pojawia się w Downton Abbey coraz więcej kolektywnego wzdychania, że ‘Mujeju, czasy podziałów klasowych odchodzą do przeszłości i mujeju, niedługo nikt nie będzie ubierany przez pokojówki mieszkając w takich dużych domach’. Jest w tym coś aktualnego, ten duch przemian czający się między cząsteczkami tlenu i azotu naokoło nas, zwłaszcza teraz, gdy Europa spuchła troszkę od uchodźców i ogólnie to nie wiadomo czy chrześcijaństwo się tutaj uchowa jako jakaś wiążąca ideologia.Albo taka monogamia.

Dlaczego mój papcio-dziad nie nosił czerwonego trykotu oraz cylindra siedząc na Arabie?
Dlaczego ja w ogóle nie wiem co to jest trykot?















Dlaczego nikt nie nosi za mną walizeczek i szklaneczek?

Dlaczego skwaszony majordomus nie inwentaryzuje mi win? Dlaczego ja w ogóle win nie posiadam w piwniczce? Tylko spirytus mrówczany w łazience?
Gdzie jest  pokojówka z moim szlafroczkiem, który sam się przecież nie przyniesie?





















Dlaczego nie mam szofera z potężnymi udami i klatą od której rozlazły się guziki?





















Dlaczego nie mogę mieć większego kucyka przytroczonego do zadka a nie tylko małego na głowie?





















Dlaczego nie mam kawalera w białym czepku urodzonego a zasobnego w pół auta?
Dlaczego w czasie gdy to piszę, moja służba nie knuje i nie intryguje w swojej służbowej kanciapie ?

Dlaczego, dlaczego ja się pytam?

Ostatnio rozmawiałam z nowym znajomym. Temat zszedł na psy rodzinę, korzenie i pochodzenie.
Wyznałam (nieśmiało, skromnie spuściwszy powieki), że pochodzę z upadłej szlachty.
- No, że z upadłej to widzę! – powiedział rozglądając się wymownie. – A czy ze szlachty to nie umiem stwierdzić.
Cóż. 

A pamiętacie taki stary serial BBC 'Pan wzywał Milordzie?'. Ciekawam czy coś, co wydawało mi się zabawne w nastolęctwie, zdałoby mi się takim i obecnie.

piątek, 18 października 2013

Przegląd seriali na jesień czyli oprócz nowości trochę odgrzanych kotlecików i czerwona kartka

Widziałam, że większość już zrobiła linkownię świeżutkich jak niedopieczone bułeczki serialowych produkcji wchodzących właśnie na ekrany, ale czasem warto odgrzebać jakiegoś sprawdzonego, nawet jeśli trochę przeleżałego, kotlecika.
Choć zaczynam od

House of Cards
Kevin Spacey w roli kongresmena-manipulatora, który pominięty przy awansie na Sekretarza Stanu ściska polityczne poślady i zimno cedzi: ‘Taaa? Już ja wam pokażę!’. I pokazuje. Mechanizmy władzy, manipulacje, zasady lobbowania i rozliczne sprzeniewierzenia lojalności. Takie tam. Zgodnie z teorią, że 'władza korumpuje a władza absolutna korumpuje absolutnie'. Może być czasem trochę niejasności, np w oryginalne nie polecam oglądać, bo wuj wi o co chodzi natenczas, ale bardzo wciągające i pouczające toto. Jak ty mi, tak ja tobie - jeszcze bardziej, wcześniej i w plecy. Po trupach do celu. Po celach do władzy. Albo do celi, jak się nóżka pośliźgnie ;) A w roli żony, zimnej suczy od fundacji charytatywnej, Robin Wright. Uh, ach, co za klasa, co za sukienki. Jest jeszcze młoda, nieopierzona reporterka-blogerka, która się przy kongresmenie opierza. (Również w tym serialu, wyprodukowanym przez Netflix, NIKT nie traktuje blogerów poważnie – nawet jeśli mają tysiące komentarzy i robią w polityce ;).
Mimo paskudnego zestawu zachowań senatora Kevina nie można mu nie kibicować. Po pierwsze ten facet nigdy nie śpi, tylko po nocach główkuje, pali papierosy i wiosłuje w piwnicy na stylowym wioślarzu kupionym mu przez żonę (czyli z nocnego zestawu nawyków najbardziej wpływowych tego świata bliskie są mi już dwa - bez wioślarza, oczywista ;). Po drugie kongresman ma specyficzne relacje z żoną, związek tej pary opiera się nie tyle na wierności ile na wyrachowanej lojalności. 
Serial bardzo, bardzo, nawet gdyby Kevin nie zwracał się wprost do widowni, żeby objaśniać swoje mroczne metody, co nadaje całości cień stylistyki dokumentu, a przez to jest jeszcze bardziej, bardziej.

  
Walking dead (sezon II i najwyraźniej III)
Przyznaję, że sama się zaskoczyłam. Po pobieżnym ustaleniu o co cho w 1 sezonie ( a o co może chodzić? – ogólnoświatowa zaraza przemieniająca ludzi w zombie zdziesiątkowała światową populację. Reszta próbuje przetrwać). Sezon drugi to epopeja o tworzeniu się mikrospołeczności w niesprzyjających warunkach ogólnych stanu ludzkiej cywilizacji (chaos, panie. I NIE MA INTERNETU, aaa!). Oczywiście musi być samiec alfa. Dobrze by było, żeby był to jakiś pragnący utrzymać ład np ex szeryf a nie recydywista-okrutnik – ale siła argumentów jest taka jaka być może w tych okolicznościach: kto kogo, za wszelką cenę, dowolnymi środkami perswazji. Nie są to Perswazje Jane Austen, a moralny gorsecik gatunku ludzkiego znacznie poluzowany, popuszcza stopniowo coraz to nowymi organami bezprawia. Diagnoza jest dość mroczna. Oczywiście nie udało się całkowicie wyeliminować scen z wyglądającymi jak ja w poniedziałek rano umarlakami, od czasu do czasu szatkowanymi przez żywych, jak ja to robię sałatce z buraków.

Zdarzają się też mezalianse ;)
W 2 sezonie jest tego badziewia jednak relatywnie mało. Na tyle mało, żeby ludzie mojego pokroju mogli to oglądać i na tyle w ogóle, żeby serialem zainteresowały się jakieś zdziczałe nastolatki (sprytne!). Nie tyle nie mogę znieść zombiowidoków, ale bezsensu wyjściowego pomysłu, stworzenia tak idiotycznego perpetum mobile, jakim owo zombie jest. Otóż martwe ciało gnije i się rozpada, a nie krąży miesiącami w tę i we w tę, bez paliwa w postaci pożywienia, mając li tylko łowickie instynkty (w celu znalezienia pożywienia, co jest bez sensu bo w martwym ciele nie działa układ pokarmowy, helou!) Czy naprawdę nie można by wymyślić jakiegoś bardziej sensownego powodu upadku cywilizacji jak np krach giełdowy, brak ropy albo kosmici? Doprawdyż.
Nie mniej nawet nastoletni fani mogą się na tej bajce co nieco nauczyć. Np że to formalny zamordyzm i sprawny monitoring trzyma ludzkość w pionie.
Acha, drogie koleżanki, jakby co, to pamiętajcie, żeby raczej szukać schronienia w klasztorach a nie jednostkach wojskowych, które zapewniają, oczywiście, poczucie bezpieczeństwa wszystkiemu oprócz damskiego krocza. Ostatnia kwestia to sprawa higieny i porządku. Wszyscy bohaterowie są tam umemłani po czubek głowy i im to wisi kompletnie. Pranie? Mydło? What the fuck is that? Wszędzie na około burdel i stosy. Czułość czuję jak to oglądam, w swoim, jakby nie było, mieszkanku ;).
Nie, to nie wylotówka z Warszawy w piątkowe popołudnie, to miasto zajęte przez  zombiów!

Mentalista
Nie wspomniałam o tym serialu poprzednim razem, choć często do niego wracam. Klasyk gatunku: drużyna pracowitych jak mróweczki nie mniej bezdennie durnych detektywów, która bez naszego geniusza-konsultanta nie zawiązała by sobie sznurowadeł (chyba, że na szyi jako stryczek ;). Ale geniusz jest przeuroczy: Simon Baker grający zawsze nienagannie ubranego w retro kamizelki i popijającego herbatki w filiżankach konsultanta to źródełko ciepła, bezpretensjonalności i humoru. I ten zadziorny uśmiech, ah. Żadnych fobii, kaprysów, histerii, ot spostrzegawczy gracz i manipulator w służbie (na szczęście) porządku publicznego. Oraz prywatnej wendetty za śmierć rodziny, który to wątek, jako oś całej serii, toczy się gdzieś w tle i od czasu do czasu wypływa na szerokie wody jakiegoś odcinka.. Bardzo przyjemne, krótkie, bez pretensji.

Breaking Bad
Tego serialu jeszcze długo nic nie pobije. Na chwilę zrobiłam sobie przerwę, gdy w połowie 5 sezonu dostałam mini-zawału (chemik Walter kontra obrabowany pociąg) ale szybko dogalopowałam do finału. Po odcinku, w którym bohater upada ostatecznie (zlecając jednoczesną, jak w Ojcu Chrzestnym, rzeź niewiniątek) było mi bardzo przykro, głównie z powodu wspomnianej już wcześniej refleksji, co te współczesne seriale z nami wyczyniają: zaczynamy bez zmrużenia oka kibicować do szpiku złym bohaterom oraz zakładać (jak słyszałam) internetowe społeczności dyskusyjne, gdzie wiesza się psy na żonie głównego bohatera, rozdartej wewnętrznie Skyler. Okazało się, że po standardowych 13 odcinkach sezonu, jest jeszcze odcinek finałowy, w którym wszystko dla bohatera kończy się dobrze, gloryfikacja i afirmacja, nic, tylko zostać dilerem (ale jeśli to się przyczyni do zwiększenia absolwentów kierunków ścisłych z jednoczesnym spadkiem liczby całkowicie zbędnych na rynku pracy humanistów to czemu nie ;). Wywiad telewizyjny z twórcą serialu Vincem Gilianem, który jest delikatnym i zniewieściałym okularnikiem, rzucił nieco światła dlaczego tak się stało: takie ciotki po prostu mają tendencję do nienaturalnie odrealnionych finałów.
Nie mniej cała reszta to pjur fason and krem de la serialite mesą.
W tym serialu nie ma ładnych sukienek, ale żółte kombinezony chemiczne też mi się bardzo podobają - takie pogodne na tle całej, krwawej reszty.

UPDATE: List Hannibala Lectera do Waltera White'a  czyli co sądzi o 'BB' Anthony Hopkins [klik]


Scandal
Piękna Oliwia, z zespołem wiernych współpracowników rozwiązuje sytuacje kryzysowe. Wszelkie. Tyle w skrócie. Na reszcie nie mogę się skupić, bo myślę o grającej główną bohaterkę Kerry Washington. Boziuniu, jaka ona jest piękna, apetyczna i w kolorze porannej, gorącej kawy a zarazem gorącego, popołudniowego batona. Aaa, jeśli JA mam problemy z oglądaniem tego serialu to boję się o bieliznę szanownych panów ;). I Oliwia ma takie duże usta mmm oraz przypomina loda czekoladowego w chrupiącej polewie, ju noł? Nawet mydłkowaty prezydent Sztanów Zjednoczonych na nią leci, dlatego dużo spraw będzie się obracało w kręgach polityki, walk o wpływy, kto kogo i takie tam. Mmm. Nie oglądajcie tego drogie panie, ze swoimi facetami, bo potem trudno będzie wybłagać jakikolwiek seks ;). Albo właśnie będzie wyjątkowo łatwo, ale to nie z wami partner się będzie kochał, niestety (w swojej głowie). Eh.
Idę się nasmarować samoopalaczem. Z rozpaczy.



Luther
Przystojny Murzyn na tropie zbrodni. Oraz to, co zwykle: obstrukcja, obdukcja, dedukcja. Wspominałam już, że całkiem przystojny ten Murzyn? Wielki taki Murzyn i przystojny. Całkiem dobry, poręczny Murzyn. Jak się takiego Murzyna poogląda wieczorem to następnego ranka będzie można powiedzieć:
 ‘I had a dream’ ;). No dobrze, nie idzie mi ta recenzja ;), ale co ma mi iść. Serial jak serial. Kryminalny taki. Przejdźmy do kolejnego zatem.
Czarny śledczy Luther obowiązkowo i dla podkręcenia atmosfery posiada antagonistycznie czarny charakter - astronomiczną specjalistkę od czarnych dziur (czy tyle czerni to nie jest już aby przesada w poprawności politycznej? He?)

Awake
Bardzo ciekawy pomysł z (oczywiście) spartoolonym końcem. Pewien uczciwy policjant przy próbie wyeliminowania przez skorumpowanych kolegów, traci w wypadku a) żonę, b) syna. Wersje a) i b) są rozpisane jako alternatywne, choć przenikające się rzeczywistości. Bohater lawiruje, prowadząc w każdej wersji swojego życia inne sprawy kryminalne i chodząc do dwóch różnych terapeutów, którzy pomogą mu się uporać ze stratą i rozdwojeniem rzeczywistości. Aby widz się nie pogubił zastosowano prosty patent czyli delikatny filtr kolorystyczny. I tak jak pierwsze odcinki robią wrażenie konsekwentnego poprowadzenia pomysłu, to potem robi się niedbale a finał jest trochę w kucyk czesany. No ale wiadomo, że  a) jestem grymaśna i b) szukam dziury w całym. I to są dwie przenikające się rzeczywistości mojego serialowego oglądactwa.
Dla lunatyków i cierpiących na bezsenność -bomba (pełne zrozumienie tematu).
 
The Killing
Mroczny i realistyczny kryminał obyczajowy. Bardzo obyczajowy. Jeden sezon na odszukanie mordercy jednej ofiary (nastolatki znalezionej w bagażniku auta), a my nie tylko nie umieramy z nudów, ale się wciągamy. Detektywi są brzydcy i źle się ubierają, np w brązowe marynarki z lumpeksu i golfy w romby. Małymi kroczkami i mega-żmudnie posuwają się do przodu (takie zjawisko jak 'żmudnie' prawie nie występuje w serialach typu szukamy kto zabił). Politycy kłamią, wszyscy inni też kłamią. Rodzina ofiary przeżywa dramat. Wszystkie inne rodziny też przeżywają jakieś dramaty. Bardzo dobry serial, ale nie można się dziwić, że w pewnym momencie przestałam go oglądać ;).

Mad Men
Zadziwiające jak dobry może być serial w którym tak niewiele się dzieje. Czy to magia przeszłości? W której był czas na życie rodzinne pełne konserwatywnego podziału ról (co się ogląda jak dokument o dinozaurach, zwłaszcza, że nie mają tam, w tych latach 60., internetu, ah). Oraz zwyczaj palenia setek papierosów przy każdej nadarzającej się okazji? Oraz z okazji braku okazji. Rozkloszowane spódnice, inaugaracyjne loki i koki i krwiste usta, romanse, tapety, boazerie, drinki. Dużo boazerii. Dużo drinków. I te reklamy. RYSOWANE. I kapelusze, mmm. Tylko jakoś mało wąsów, zastanawiająco mało wąsów. Walka o równouprawnienie kobiet w branży reklamowej. Oraz w branży bycia kobietami. Kobiety z wielkimi biustami i biodrami (zgroza!).  
Serial typu slow food. Aromatyczny, elegancki, pełen długich ujęć niczym powłóczystych spojrzeń. Główny bohater Don Draper jest geniuszem (reklamy), który nie histeryzuje. Jest małomówny, zawsze ogolony i mimo licznym romansów nie łapie trypra. I to jest mężczyzna, a nie jakaś estrogenowa panienka z pretensjami typu ‘Mam pomysł, klękajcie narody!’.
 Tapety i boazerie - a nie mówiłam?

Gra o Tron
Primo/ spatium/ et in ulteriori tractu.  Trakt tu [klik]
........

 I tradycyjnie, na koniec,  czerwona kartka 

Obejrzałam pilota oraz co-pilotów ‘Hannibala’ – serialu o początkach współpracy organów (śledczych) z doktorem Lecterem, znanym z ‘Milczenia Owiec’ specjalistą od konsumpcji organów (wewnętrznych). No i klęska. Co prawda agenta-geniusza gra młody i śliczny Hugh Dancy, który jak to we wszystkich serialach obecnie, jest niezrównoważony psychicznie (ale w wersji łagodnej). Natomiast doktor Lecter to aktorska porażka a zarazem ofiara nurtu politycznej poprawności. Mads Mikkelsen, skandynawski aktor ma w sobie tyle z klasycznej elegancji i ogłady doktora Lectera co ja z baletnicy. Barbariana, dzikiego Wikinga mógłby zagrać, a nie angielskiego dżentelmana, który przez lata zwodził organy (ścigania i te wewnętrzne). W dodatku ubrali Lectera w pastelowo-fioletowe, niemal gejowskie, garniturki z błyszczącej tafty (mam nadzieję, że kostumologowi ktoś wytnie trzustkę!) oraz (i tu ostatecznia zgniła wisienka na torcie) mówi on po angielsku ledwo ledwo, ze skandynawskim akcentem.
- Ken oj haffe szandwiscz? 
(Can I have sandwitch?)
No zgroza, zgroza i to nie bynajmniej z powodu kanibalizmu doktora, tylko tego, co z nim uczyniono. Zatem do widzenia, Hannibalu, kij ci w ślip.

niedziela, 5 lutego 2012

Ulubione seriale

Przyznaję, że gdyby nie zaproszenie od Czarodziejskiej góry książek, nie zdecydowałabym się quasi publicznie udostępniać namiarów na moje serialowe gusta. Wolałabym bowiem uchodzić za osobę bardziej oczytaną niż - co niestety ewoluuje w tym kierunku - oboglądaną (a przecież książek tu nie recenzuję). No ale zaproszenie zostało wysłane, próżność została połechotana i teraz muszę z tym żyć. 
I napisać posta o plus minus ulubionych serialach.






















Breaking bad
Wspaniały serial o wkraczającym na złą drogę chemiku, jego przygłupim wspólniku i szwagrze z policji (vide: najciemniej po latarnią). Ubawił mnie przednio.
Nie tylko dlatego, że  jestem umysłowym półproduktem nauk ścisłych – dla otrzymania oceny dostatecznej musiałam w liceum sprzątać w komórce pracowni chemicznej (i niestety nikt mnie przy tym nie molestował.) Zawsze wierzyłam w potęgę chemii, nie tylko w miłości, ale i w środkach czystości.

Pod koniec czwartego serialu bohater – wydawałoby się - zatacza koło i wraca do punktu wyjścia, czyli nudnego życia na przedmieściu, jednak nic nie jest już takie samo, gdy nie mający nic do stracenia człowiek pozna swoje najciemniejsze pokłady okrucieństwa, gniewu i bezwzględności i gdy uda mu się w końcu uciec z paszczy lwa - niestety przez odbyt ;)

 ....................................................................................................






















Dexter
W relatywistycznych czasach, w jakich przyszło nam żyć doceniam przedsięwzięcie, które z seryjnego mordercy postanowiło uczynić bohatera pozytywnego. Sezon sezonowi nie równy, po doskonałym pierwszym i drugim - ostatni sezon z synem Toma Hanksa – Colinem oraz wycieraniem sobie gęby zbrodniczą interpretacją chrześcijaństwa nieco denny, ale jak zwykle producenci stosują sprawdzoną metodę i w ostatniej scenie każdego sezonu rzucają widzowi wabik, który ten połyka i niecierpliwie merda ogonem w oczekiwaniu na sezon następny (za co - mam nadzieję - twórców owych po skończeniu serialu potrąci jakaś ciężarówka pełna fanów w drodze po autografy). Po stronie pozytywów dobrze napisane role (np. C.S. Lee jako zabawny zbereźnik Masuka czy twarda choć histeryczna Jennifer Carpenter jako siostra Dexsia) oraz goście – tu min. Julia Stiles, John Lithgow, Jonny Lee Miller czy świetny skądinąd muzyk Mos Def )
Plus piękna, apetyczna czołówka.
 ....................................................................................................












Siostra Jackie
Tribute to Edie Falco – serialowej żony Tonego Soprano.
Dobra, życiowo wiarygodna, dwuznaczna i zabawna rola pielęgniarki-narkomanki. Wyfiokowane w loki ladacznice z innych seriali medycznych nie umywają się.
(Uwielbiam te loki we wszelkiego rodzaju serialach medycznych (36 godzinne dyżury!) i kryminalnych (pochylanie się z nimi nad miejscem zbrodni i nad sekcjonowanym ciałem – ooo tak. Natomiast w polskich serialach, co jest już absolutnym kuriozum, bohaterki obsługuje się jedną lokówką – wszystkie mają więc fale o takiej samej średnicy. Tak mi się jakoś skojarzyło.)
 ....................................................................................................






















Rodzina Soprano
Ciekawa, po kultowym ‘Ojcu chrzestnym’ i wspaniałych ‘Chłopcach z ferajny’, wizja mafijnego życia współczesnej Ameryki. Mniej tu tak elegancji jak i okrucieństwa wyżej wspomnianych pozycji, za to interesująca analiza wątków socjologicznych tego mikroświata (od terapii mafijnego bossa po zmagania z religią jego żony - wspomnianej już Edie Falco) plus cały pandemoniczny wachlarz postaci. Świetna rola Steve’a Buscemi. 
 ....................................................................................................
































American Horror Story
Problemy małżeńskie, wychowawcze nieudolności, konsekwencje życiowych błędów – w sosie lekkim i zaprawionym gotycko morderczą nutą.
Serial o mieszkańcach pewnego neosecesyjnego domostwa, którzy obecnym w lokum pechem poprzednich mieszkańców zarażają się jak wirusem i marnie niestety kończą, nazwałabym DEKADENCKIM.
Wspaniała rola Jessiki Lange w roli sąsiadki o południowych korzeniach i takimże sznycie. Poza tym młoda Taissa Farmiga - którą wzięłam za córkę dobrej, choć mało w Hollywood eksploatowanej aktorsko Very Farmigi – a która okazała się jej o 21 lat młodszą siostrą (o mamo Farmigo!) oraz Kate Mara - starsza siostra Rooney Mary (Lisbeth w amerykańskiej ‘Dziewczynie z tatuażem’). Zawsze kibicuję starszym i brzydszym siostrom w aktorskim klanach, tym razem jednak kibicuję też młodszym i ładniejszym ;)
Nie mogę też zrozumieć  czemu na plakatach promocyjnych straszy młodzieniec obleczony w czarny lateks – postać, która pojawia się ze trzy razy, a może trochę zniechęcić target, jako że nie chodzi o niszowego pornosa.
 ....................................................................................................














Dobra żona
Wyjątkowo rzetelny serial o dwóch warstwach: obyczajowej i kryminalnej. Polecam każdemu, kto chciałby zakosztować w międzyludzkich pertraktacjach, życiowym marketingu i rozgrywkach firmowych, co przydaje się nie tylko w korporacjach lecz również w warzywniaku nad ostatnim pomidorem.
Jako osoba zostająca zazwyczaj bez pomidora, traktuję ów serial na poły edukacyjnie, choć oczywisty wniosek, że jesteśmy tak stabilni, jak nasze plecy, nie jest jakąś wyjątkową nowością.
A o co koman? Po 15 latach siedzenia w domu i dbania o wizerunek rodziny dla męża prokuratora, prawniczka – tytułowa ‘Dobra żona’- wraca do zawodu, zmuszona faktem, że jej męża przyłapano with low pants i misternie budowany latami idealny świat nieco jakby runął. Tu wchodzimy na warstwę kryminalną (sprawy kancelarii)
Dobra rola Julianny Margulies (znanej wcześniej z tak wybitnych filmów jak "Węże w samolocie" - ok, żartowałam ;), ale też roli pielęgniarki w 'ER'), która wyzwala się z sideł rodzinnych powinności i upokarzającej, bo publicznej, konieczności wybaczenia zdrady męża, żeby rozwinąć skrzydła w swój uroczo praktyczny sposób (scena w której bohaterka decyduje się mieć romans z kolegą prawnikiem i prosi kochanka in spe: „Show me the plan” ;)
W roli wiarołomnego małżonka Mr. Big czyli Chris Noth, co w oczywisty sposób prowadzi do następnej pozycji:
















Sex w wielkim mieście
Oglądanie tego serialu z lektorem jest strzałem we własną stopę, co czyniłam tylko na początku. Bardzo zabawny i szczerze pouczający serial o relatywnie nowym typie kobiecych bohaterek - a mianowicie puszczalskich przedstawicielkach klasy średniej i nowojorskiego establishmentu (w tym samym Nowym Jorku, gdzie wiek wcześniej ma miejsce akcja ‘Wieku niewinności’, mujeju)
Niedouczona, paląca, pisząca tylko o seksie, ale przynajmniej zabawna i pełna życia (i pożycia) dziennikarka Carrie  została następnie bestialsko zamieciona pod dywan niezrozumiałą dla mnie popularnością otyłych i pełnych kompleksów bohaterek w typie Bridget Jones, z którymi najwyraźniej łatwiej utożsamiać się większości kobiet. (Trudno powiedzieć, czy mimo wszystko lepiej być otyłą i pełną kompleksów czy puszczalską - i to nie tylko mnie, skoro tak zręcznie przejęto pałeczkę.)
Niestety kiedy Sarah J. Parker została producentką serialu, stopniowo nastąpiło wybielenia jej bohaterki (rzucenie palenia, awans społeczny) oraz zgłupienie jej serialowych przyjaciółek, które przejęły na siebie ciężar uśmieszniania serialu. W ostatniej odsłonie Carrie wiąże się z europejskim artystą (w tej roli Barysznikow), który okazuje się bijącym swoje Bogu ducha winne partnerki mizoginem i którego europejski intelektualizm jest zarzutem dla amerykańskiego ducha, z ulgą przyjełam więc koniec fenomenu, jakim był ten serial.
 ....................................................................................................


















Sześć stóp pod ziemią
Klasyk – dobrze skrojone postacie, ciekawy przegląd obyczajowości amerykańskiej klasy średniej i ta smutna, wpleciona w każdy wątek nieuniknioność przemijania, dosłowność śmiertelności i melancholia powtarzalności życia, błędów, postaw.
No i oczywiście para gejów wychowujących adopcyjne dzieci – wtedy miało to jeszcze znamiona nie nachalnej nowości. Dobra rola matki klanu Frances Conroy (pokojówki w 'American Horror Story') i Rachel Griffiths jako Brendy.
Michael C. Hall w roli bardziej złożonej niż w Dexterze, jak również pracujący z lepszą makijażystką, bo jego uróżowione w odcieniu barbi usta w Dexterze powodują u mnie mdłości (nikt się tak nie maluje, a już seryjni mordercy na bank nie!)
 ....................................................................................................
 
Dwóch i pół
Zabawny slapstikowy nieco serial o dwóch braciach, z których jeden jest bogatym i mającym powodzenie u kobiet pracownikiem branży reklamowej (Charlie Sheen), a drugi żałosnym (i jest naprawdę doskonale zagrane przez Jona Cryera, który swojego czasu brany był pod uwagę przy obsadzaniu roli Chandlera z ‘Przyjaciół’) nieudacznikiem, rozwodnikiem i pijawką, żyjącą na koszt w domu brata z synem nastolatkiem. Plus dysfunkcyjna matka braci, wredna była żona, gosposia z tzw. ‘białej hołoty’ i całe tabuny stereotypowo łatwych kobiet, zaliczanych przez Charliego.
W ostatnim sezonie sprawiającego producentom serialu problemy Sheena wymieniono zręcznie na Asztona Kuczera, więc choć dla oddanych fanów serial nie ma już tyle sensu, to przynajmniej jest przystojniej ;)
Plus cenne angielskie nabytki językowe.
 ....................................................................................................













Misfits (angielski)
Muszę przyznać, że ten wyjątkowo zatrważający serial o fatalnie prowadzącej się angielskiej młodzieży (z dodatkiem nadludzkich mocy, w trakcie odrabiania prac społecznych za różniaste wykroczenia) oglądałam tylko dla młodej, wschodzącej gwiazdy Roberta Sheehana (ten z lewej) i niezwykłego, miejscami nieco wulgarnego poczucia humoru.
Wszystkie angielskie seriale o młodzieży są straszne (obejrzałam nawet pilota „Skins” (nie polecam) - żeby tak w ciemno nie generalizować). Strach pomyśleć co za potwornej konduity pokolenie nam wyrośnie z takimi serialowymi prowodyrami. 
Nie mniej jednak nie mogę się powstrzymać:


I kto mi powie że ta końcówka nie ma rodowodu montypajtonowskiego?



....................................................................................................

















Pitbull
Muszę przyznać że Patrykowi Alfa-Centauri (o pardon, Patrykowi Vedze – nie bądźmy jednak małostkowi, owe dwie galaktyki dzieli zaledwie bilion lat świetlnych – czyli tyle, ile poziom krajowych seriali od poziomu hollywódzkiego ;) należą się ukłony.
Mroczny, brutalny świat policji pełen sfrustrowanych, rozpitych, wyeksploatowanych moralnie ludzkich cieni. Dobry Dorociński, świetny Stroiński i Grabowski - cudem zrehabilitowany po żałosnej roli Kiepskiego. Oraz wyjątkowo nienocnikowa Weronika Rosati. Nie mam jakiejś wyjątkowej ciągłości uczestnictwa w tym policyjnym Mordorze, ale doceniam.
 .................................................................................................... 






















Monthy Python
Poza kolejnością, klasyk.
Kto zna skecze z papugą, miętowym opłateczkiem, hiszpańską inkwizycją, zabójczym kawałem, polowaniem na komara czy meczem filozofów ten jest w mojej drużynie, innych uprasza się o puknięcie się w beczkę. Parafrazując ostatnią ukulturalniającą kampanię – ‘Nie lubisz Monthy Pythona, nie pójdę z tobą do łóżka’, nigdzie nie pójdę, nawet do bankomatu po darmową gotówkę (no dobra - pójdę ;)
Polecam książkę o kulisach powstania grupy – wiecznej walce z cenzurą w BBC, ciągłym pragnieniu Cleesa grania głównych ról  (na szczęście reszcie grupy udało się wyperswadować mu bycie Brianem ;), alkoholiźmie Grahama, twórczej niezależności Giliama, wspólnym reżyserowaniu i kłótniach w wyborze plenerów do filmów. 


 Jako chwilowo bezrobotna, najwyższe noty daję temu oto skeczu.
 ....................................................................................................  
Absolutne NIE dla:



















Dr Housa
Serial dla dotkniętych zanikiem pamięci krótkotrwałej lekomanów na Vicodinie oraz życiowo ugrzecznionych frustratów, którym bezczelność tytułowego doktora może imponować, gdy budzą się w nocy:












POMYSŁ, żeby bohaterem ustanowić doktora wiecznie mylącego się w diagnozach, dysponującego (w porywach) pięcioma asystentami, zajmującego się jednym (niekoniecznie ubezpieczonym, byle ciekawym, faszerowanym następnie od sasa do lasa antybiotykami, sterydami i witaminami) przypadkiem, plus wydającego na badania (rezonanse, kabanse, flores) bimbaliony dolarów uważam za SZKODLIWY SPOŁECZNIE. Złośliwe riposty i chucpę dwuznacznego moralnie przedstawiciela  światka medycznego można propagować w bardziej życiowych realiach, czego przykładem jest „Siostra Jackie”























Może jednak nie powinnam tak się znęcać, w końcu - swojego czasu - to właśnie  'Housowi' zawdzięczałam całkiem moim zdaniem zabawną tendencję do okrzyków "Resuscytacja! 300 miligramów militurbiny!" gdy na sutek hamowania ktoś przewrócił się w autobusie, albo też w bardziej intymnych momentach ;)
....................................................................................................
Zgrzyty

„Anioły w Ameryce” – niby świetna obsada i reżyseria, ale pretensjonalne toto jakieś. Pretensjonalności nie znoszę bardziej niż przymilania się do publiki albo traktowania jej jak stada niedorozwojów. Mam wrażenie, że w tym przypadku zaszczuto nas tą obsadą i doniosłością wątków, a zarzuty rzeczywiście trudno konkretnie tu sprecyzować.

Californication
Serial niby zabawny, z przystojnym, rozchełstanym życiowo i seksualnie ex agentem Mulderem, ale coś nie styka. To wieczne usprawiedliwianie błędów bohatera, dzięki którym serial ma w ogóle rację bytu, te żałosne, na jedną nutę rozpisane sylwetki kobiece. I po raz kolejny matriarchalna wizja, że jeśliś niewierny w małżeństwie (a jeszcze nie daj Boże spóźnij się na przedstawienie kukiełkowe!), to dobrym ojcem być nie możesz i dziecko powinno patrzeć na ciebie z wyrzutem, o ile w ogóle zechce się z tobą spotkać. Siakieś toto miałkie.
 ....................................................................................................
Mam zamiar:
Z różnych, wiarygodnych źródeł wiem, że dobre, ale nie miałam jeszcze czasu. Zapostuję więc jako ulubiony a priori ;)





















A tu sugestia mas:

 



















....................................................................................................

To najdłuższy post w moim życiu, spociłam się :) 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...