poniedziałek, 19 grudnia 2011

Granice wytrzymałości widza

Wieczorem dopadł mnie tak senny zgon, że postanowiłam przed wieczorną sesją pracy obejrzeć sobie fragment filmu "Granice wytrzymałości" czyli hollywoodzkiej opowiastki o wyprawie ratunkowej w Himalaje (gdzie oczywiście 6 osób ginie, żeby uratować dziewczynę o wydatnych wargach plus cała ekipa ratunkowa w rytmie niepokojącej a zarazem pompatycznej muzyki zaiwania po górach nie tylko nasmarowana gliceryną ale też z butelkami nitrogliceryny, które tu i ówdzie wybuchają. Plus - gdybym o tym jeszcze nie wspomniała - niepokojąca a zarazem pompatyczna muza. Plus wybuchy. Plus sceny typu: jejku! znowu wisimy wszyscy na jednej linie nad przepaścią! (że też scenarzysta nie wisi z nami na samym końcu liny, bo byśmy go z czystym sumieniem odcieli!) 
Ogólnie film ten tak mnie wnerwia, że naturalnie podnosi mi ciśnienie. Zastanawiam się, czy codziennie rano nie działałby lepiej od budzika.


środa, 14 grudnia 2011

Piękne salto Milordzie! czyli promo Warszawa 2012

Rzecz tak słaba i żałosna, że trudno o niej (sado-masochistycznie) nie wspomnieć.
Reklamówka Warszawy na Euro 2012. Dostałam linka zaraz po zamieszczeniu tego ustrojstwa na YouTubie, tak, że na bieżąco mogłam śledzić zapis reakcji w komentarzach, co okazało się bardzo, bardzo zabawne. Dawno się tak szczerze nie uśmiałam. W tym celu wrzucam oprócz linku kilka komentarzy, żeby w razie czego poprawić sobie humor.
Pod filmem na YouTube jest co prawda streszczenie (jeśli - jak głosi fama - scenariusz dzieła kosztował 200 tys., to streszczenie wyceniłabym przynajmniej na dwa tysie :) ale bardziej liczy się chyba głos ludu, nie tylko z Warszawy zresztą, a lud widzi historię o tem, jak zagraniczny seksualny predator oglądający przed hotelem swoje porannie wzniecone suspensoria (tak, tak, doceniamy to poczucie humoru realizatorów) rzuca się w pogoń za powiewającą włosami w stylu reklam szamponu Pantene dziewczyną, po czym następuje dużo eee tzw. par-kuku-kuru oraz skoków na źle usuniętych w postprodukcji linach na bardzo widoczne w kadrze materace.
Znowu przy pomocy 500 tys. budżetu  i drogiego sprzętu powstało lepkie gówienko antypromocyjne.
Na szczęścia moje mięśnie brzucha (jeśli to w istocie mięśnie...)  powiedziały mi co innego ;)

Voila:



Niesamowite jest to, jak szybko teraz każdy taki materiał jest  nie tylko oceniany ale i popkulturowo mielony na wszelkie możliwe sposoby.
No i okazuje się, że nawet 'Warszawę 2012' można uratować, zmieniając jej tylko CIUT ścieżkę dźwiękową:



Efekt końcowy uważam za wielce zadowalający, chociaż nie wiem...  może sympatia do Reksia i swojskość muzy Benny Hilla w kontekście joggingu  pozbawia mnie obiektywizmu ;)


I wiśnia na torcie, Mas Głos wprost z YouTuba:












Jako Warszawianka przyznaję: tak, mamy tu skomplikowaną grę wstępną ( i jeszcze skomplikowańszą grę zstępną ;) i tak, też się dziwię, że tu mieszkam...;)
A biegać odechciało mi się już dawno, z erekcją czy bez...

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Koniec Czarnego Weekendu

Począwszy od wyprawy na imprezę...









... a na zdrowym, regenerującym pożywieniu w stylu afrobrokuła skończywszy.

ps. gdyby do tak pakowanych brokułów dodawano pozłacany łańcuch, to przynajmniej czarna część Ameryki nie miałaby więcej problemów z otyłością obywateli.A teraz przepraszam, muszę na stronę podnieść larum, bo to rasistowski wpis był przecież że.

piątek, 9 grudnia 2011

Skręć... wąs i w pląs ;)

Parliament - Give up the funk

Parasolkowo

Człowiek może i z liściem na głowie, ale parasolka przydatniejsza...

czwartek, 8 grudnia 2011

Idealny plan dnia z kawą w tle

Najpierw rześka pobudka:












Następnie rytuał poranka:



















Próba punktualnego dotarcia na spotkanie:



















Prezentacja się w celu uzyskania zatrudnienia:



















WYSŁUCHANIE co ma do powiedzenia klient:












Powrót do domu i - do wieczora - praca: 









środa, 7 grudnia 2011

Gruba przesada

Ostatnio przerzuciłam się z papierosów typu slim na zwykłe, czyli takie o średnicy przeciętnego długopisu. Za każdym razem, gdy kupuję papierosy X, ekspedientka pyta:
- Cienkie czy grube?
I muszę odpowiedzieć:
-Grube.
Ilość słów "grube", "grube", "grube", które wypowiadam w miesiącu wzrosła tak znacznie, iż zaczyna mi się wydawać, że utyłam.



niedziela, 4 grudnia 2011

Przenigdy w niedzielę

Zgodnie z prawami boskimi oraz prawicowymi wymiany drobnoustrojów w niedzielę nie oferujemy.



Sunday, that's my day of rest... no zapewne, gdyby to nie był jakiś niepisany dzień niezapowiedzianych wizyt znajomych oraz całkiem zapowiedzianych inspekcji sanitarnych rodziców. I gdyby w pakiecie było trochę więcej 'sun'.
I jeszcze raz to-prawie-że-samo w wersji Chordettes, która do wykonania Earthy Kitt ma się, właściwie, jak niedziela do soboty (więcej pampampam ;).
Nogi latami łamałam na podrygach w rytmie funk i groove, ale tak, przyznaję, czasami nosi mnie i w te rejony muzyczne.

czwartek, 1 grudnia 2011

Tribute to mol czyli post bibliotekarski

Mając za sobą  ćwierćwiecze dowiedziałam się, że istnieje coś takiego, jak czat. Nie była to przygoda przyjemna, choć niewątpliwie wyrazista. Potem było już lepiej, bo odkryłam, że w sieci można też znaleźć ludzi uszytych z materiału lepszego niż poliestrowa podszewka, choćby tych uzależnionych od czytania, prowadzących różne książkowo-recenzenckie blogi. Nadzieja wróciła, choć mój czas skurczył się znacznie, niczym wełniany szal po upraniu we wrzątku.
Tak czy siak to im dedykuję ten wpis plus trochę mniej praktycznych niż meblościanka lecz zapewne bardziej uroczych rozwiązań na okiełznanie swoich zbiorów:













Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...